Sondaż… a może manipulacja?

2010 rok jest wyjątkowy ze względu na liczbę wyborów, które stoją przed Polakami. Jesienią czekają nas głosowania w wyborach prezydenckich i samorządowych. Wielu z nas do urn będzie musiało pójść aż czterokrotnie. Przewodnik Katolicki, 7 lutego 2010



Jednak zanim to nastąpi, czeka nas bardzo długa kampania wyborcza, a co za tym idzie, prawdziwy wysyp przedwyborczych sondaży. Od kilku lat stały się one nieodłącznym elementem naszego życia politycznego i praktycznie nie ma tygodnia, żeby w mediach nie pojawiały się wyniki badań opinii publicznej, dotyczące popularności poszczególnych partii, polityków, propozycji zmian czy naszego światopoglądu. A im bliżej wyborów, tym będzie ich więcej.

Pojawiającym się sondażom nieodłącznie towarzyszy pytanie o ich rzetelność. Mówi się, że są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, przeklęte kłamstwa i statystyki. Ta myśl XIX-wiecznego brytyjskiego polityka Benjamina Disraeliego, gdyby w niej zamienić „statystyki” na „sondaże”, idealnie oddawałaby stosunek do nich znacznej części Polaków. „Nie wierzę w sondaże” – pisze w internecie jeden z krytyków. „W ten sposób próbuje się urabiać opinię publiczną, sugerując jej, na kogo należy głosować i do jakich poglądów powinno się przyznawać”. Pod taką opinią podpisałaby się z pewnością większość ich przeciwników. Sugerują oni, że sondaże robione są na zamówienie pod określone partie i polityków, a wyniki przez nie prezentowane niewiele mają wspólnego z rzeczywistością.

Najgłośniejsze wpadki

Rzeczywiście lista sondażowych pomyłek jest spora. Można wręcz powiedzieć, że od początku unosi się nad nimi pewne fatum. Wystarczy wspomnieć tutaj wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych z roku 1948. Wówczas tamtejsze ośrodki badania opinii publicznej przewidywały, że republikański kandydat na prezydenta Thomas Dewey pewnie pokona urzędującego prezydenta demokratę Harry’ego Trumana. Sondaże dawały mu tak wielką przewagę, że dzień po wyborach niektóre gazety miały nawet nagłówki zatytułowane Dewey pokonał Trumana. Kiedy okazało się, że w rzeczywistości to jednak Truman wygrał wybory, zdobywając ponad 2 mln głosów więcej niż jego przeciwnik, na tamtejsze ośrodki spadła lawina krytyki.

W Polsce nie trzeba sięgać aż tak daleko w przeszłość. Wystarczy przypomnieć wybory prezydenckie z 2005 r., kiedy większość ośrodków badawczych prognozowała zwycięstwo Donalda Tuska w wyścigu z Lechem Kaczyńskim. Niektóre sondaże jeszcze kilkanaście dni przed II turą wyborów dawały mu aż 20-proc. przewagę. W rzeczywistości w wyborach zwyciężył Kaczyński, zdobywając ponad 54 proc. głosów. Tusk otrzymał poparcie od 46 proc. głosujących. Inne znane wpadki firm sondażowych to np. niedoszacowanie wyników Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin w wyborach parlamentarnych z 2001 r.

Dlaczego sondaże się mylą?

Czy jednak sondaże specjalnie prezentują złe wyniki, aby opinię publiczną wprowadzić w błąd? Takiego stanowiska nie podziela dr Jacek Kloczkowski, politolog z krakowskiego Ośrodka Myśli Politycznej. – Sondaże są bardzo często demonizowane – uważa. – To prawda, że niektóre partie z reguły wypadają lepiej w sondażach niż w wyborach, a inne gorzej. Jednak nie wynika to z celowego działania firm przeprowadzających badania. Jego zdaniem kluczowy dla powstawania błędów jest czynnik ludzki. – To nie wina firm badawczych, że ludzie pytani o to, na kogo będą głosować, nie chcą powiedzieć prawdy.

Tak było np. w przypadku LPR i Samoobrony, kiedy ludzie wstydzili się przyznać, że w rzeczywistości będą głosować na te partie – przekonuje politolog. Dlatego zdaniem Kloczkowskiego problemem nie są sondaże, tylko wytwarzanie pewnego klimatu wokół polityki, zwłaszcza w mediach, w którym jedne partie traktowane są lepiej, a inne gorzej.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama