Między bezsensem a spełnieniem

Człowiek jest wędrowcem, pielgrzymem, znajduje się na jakiejś drodze. Skąd? Dokąd? Z jakiej przyczyny? W jakim celu? Posłaniec, 12/2008



A nadzieja zawieść nie może...
Rz 5, 5


Jedną z metafor próbujących ująć istotę ludzkiego losu jest obraz drogi. Człowiek jest wędrowcem, pielgrzymem, znajduje się na jakiejś drodze. Skąd? Dokąd? Z jakiej przyczyny? W jakim celu? Zadając te pytania, doświadczamy zagrożenia nicością i bezsensem, ale też odnajdujemy w sobie dynamizm zmierzający ku życiu i spełnieniu. Odpowiedzi na pytanie o początek i koniec drogi, która podążamy, zależą od kształtu naszej nadziei, a zarazem określają tę nadzieję.

Dar Boga

Nasze bycie w drodze składa się z różnych etapów mierzonych wiekiem, życiowymi wyborami czy tzw. przypadkami losowymi. Na co dzień rozwiązujemy problemy dotyczące fragmentów tej drogi. Żywimy nadzieję na pomyślny egzamin, udane wakacje, dobre spotkanie... To są nadzieje ważne i piękne, z nich składa się życie. Jednak prędzej lub później dociera do nas konieczność zadania sobie pytania nie o jakąś cząstkową nadzieję, ale o nadzieję, która dotyczy całej drogi, całego życia.

Benedykt XVI w encyklice o nadziei Spe salvi stwierdza: Człowiek ma różnorakie nadzieje, małe i większe – różne w różnych okresach życia. Czasami może się wydawać, że spełnienie jednej z tych nadziei zadowoli go całkowicie i że nie będzie potrzebował innych nadziei. W młodości może to być nadzieja na wielką i zaspokajającą miłość; nadzieja na zdobycie pozycji, odniesienie takiego czy innego sukcesu określającego przyszłe życie. Kiedy jednak te nadzieje spełniają się, okazuje się z całą wyrazistością, że w rzeczywistości to nie było wszystko. Staje się ewidentne, że człowiek potrzebuje innej nadziei, która idzie dalej (nr 30).

Bez wielkiej, idącej dalej niż doczesność nadziei nasze małe nadzieje tracą swój blask w perspektywie nieuchronnego przemijania zmierzającego ku śmierci. Dlatego wielu myślicieli podkreśla, że nadzieja ograniczona do perspektywy horyzontalnej w gruncie rzeczy nie jest nadzieją. Joseph Pieper stwierdza, że nadzieja jest cnotą teologalną, czyli dotyczy Boga, albo w ogóle nie jest cnotą. Człowiek jest bowiem stworzeniem, które na płaszczyźnie czysto naturalnej nie jest w stanie znaleźć spełnienia.

Młoda, piękna dziewczyna na rozgrzanej słońcem plaży może zdawać się nie potrzebować niczego więcej, niczego metafizycznego czy też nadprzyrodzonego. Tyle, że słońce zachodzi, a uroda i zdrowie mijają. Pozostają prawdziwe słowa św. Augustyna: Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie.

Wielkiej nadziei nie sposób sobie wymyślić. Albo jest ona nam dana (objawiona), albo jej po prostu nie mamy. Nieskończoną odległość między Bogiem a człowiekiem pokonać, a tym samym dać skończonej istocie nadzieję, może jedynie sam Bóg. Chrześcijanin to ktoś, kto wierzy, że Bóg przemówił do nas najpełniej w Jezusie Chrystusie, i że Jezus jest ostatecznym Słowem dającym nadzieję.

Nadzieja Zmartwychwstałego Pana

Pewien młody artysta malarz, po doświadczeniu głębokiego nawrócenia, zamieszkał w barakach na przedmieściach Madrytu. Chciał biednym i wykluczonym głosić Dobrą Nowinę o Jezusie. Kiedy jednak w jednej z cygańskich rodzin usiłował mówić o Bogu, po kilku minutach przerwała mu zirytowana stara Cyganka. To są wszystko brednie – stwierdziła. –Rzeczy dla księży. Bóg istnieje, ale o innym życiu po śmierci nic nie wiemy. Mój ojciec umarł i nie przyszedł już więcej do domu. Widziałeś go? Bo ja nie! I czy słyszałeś w ogóle o kimś, kto wrócił z cmentarza? Młody “apostoł” nie wiedział, co odpowiedzieć. Wrócił do domu i zaczął czytać Biblię.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama