Cuda świętego Mikołaja

Spektakl Miracula sancti Nicolai - Cuda świętego Mikołaja - to cztery niezależne przedstawienia, które w XII wieku były grane podczas żakowskich obchodów święta ich patrona. Klerkowie otrzymywali wtedy stypendia i stąd zwyczaj prezentów mikołajkowych. Wzrastanie, 5/2009



– Patrz, patrz, jejku – emocjonuje się chłopak, na oko, dwunastoletni, wskazując młodszemu bratu dwóch mężczyzn ubranych w średniowieczne szaty, którzy przechodzą przez środek kościoła, trzymając wysoko nagie miecze. Miecze jedynie z rzadka dotykają się wzajemnie, żadnego szczęku, żadnej dynamiki. Widzowie jednak są wpatrzeni. To jest siła teatru! Kilkoma gestami i rekwizytami sprawić, żeby widownia poczuła się przeniesiona wiele wieków wstecz.

– Trudno powiedzieć, co wzrusza mnie w katolickich historiach – zastanawia się Wei-Yun Lin z Tajwanu. – ,i>Na jednym z widowisk teatru Węgajty płakałam.

Patron studentów

Spektakl Miracula sancti Nicolai. Cuda świętego Mikołaja to cztery niezależne przedstawienia, które w XII wieku były grane podczas żakowskich obchodów święta ich patrona. Klerkowie otrzymywali wtedy stypendia i stąd zwyczaj prezentów mikołajkowych. To zapewne też jakiś pierwowzór karnawału, ale wyobraźcie sobie, jak kiedyś musiano rozumieć dobrą karnawałową zabawę – potańczyć trochę wieczorem to zdecydowanie za mało, cały świat musiał wywrócić się na opak.

– Na dwa dni – objaśnia autor scenariusza, Maciej Kaziński – biskup tracił władzę, wybierano spośród uczniów najmłodszego, otrzymywał on klucze do wszystkich ważnych miejsc. Przedstawiano parodie sytuacji liturgicznych, humor był niewybredny. Widać, że żacy, którzy pisali te scenki, czytali autorów starożytnych, ostatnia część ujawnia znajomość mitologii – figura króla i porwanego chłopca, który zostaje podczaszym, to figura Ganimedesa.

Na przedstawienie do Tyńca Marysia przyjechała spod Warszawy, była na wszystkich przedstawieniach Węgajt. To już takie zjawisko – kto się zachwyci, poszukuje kontaktu z tą tradycją dalej. Marysia wśród licznych zalet Węgajt wymienia pieśń dziadowską, prawie zapomnianą, a tu wciąż żywą: Jacek Hałas, który jest narratorem, improwizuje – często, żeby powiedzieć do rymu, wymyśla bardzo śmieszne historie.

Trzy przestrzenie

W scenariuszu widać pewien podział, kierunek wędrowania. Autor mówi, że to przeniesienie z rozrywkowej sfery, przez żakowską, wędrowną – zaprowadzenie ludzi do kościoła.

Dwa pierwsze dramaty – o biednym ojcu trzech córek i o Żydzie, który wyjeżdża w podróż, a dom pozostawia niezamknięty, powierzając go opiece obrazu Świętego Mikołaja – grane są w salce. Na legendę o wskrzeszeniu klerków wychodzimy na dziedziniec. Zaczyna padać deszcz – przyzywany chyba przez dudnienie bębnów i świsty fletów, gęśli i beczenie kobzy.

Na placu uwija się żongler, który przy silnym wietrze wyrzuca na niebywałe wysokości pochodnie i wyłapuje je... sznurkiem – kiedy w półmroku leci na ciebie z wielką prędkością płonący przedmiot i tylko zręczność jokulatora ratuje cię przed poparzeniem, jesteś już gotów na historię o śmierci trzech wędrowców.




«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama