Urząd Bezprawia i Przemocy

Są takie budynki, w których, często w sposób niewytłumaczalny, jedni ludzie przeistaczali się w zwyrodnialców, inni stawali się bohaterami. Tam odsyłano w niebyt lub odbierano zdrowie; tam „hodowano” delatorów. A wszystko to w imię postępu i szczęścia ludu. Wzrastanie, 7-8/2009



„Jestem członkiem P.P.R. Prosił bym bardzo opszyiecie mnie wszeregi B.P. Obowiązki które by mnie nastąpiły kciałbym wykonywać sprawiedliwie i wiernie swojej Kochanej służyć Oczyźnie” [z podania o pracę w WUBP w Krakowie, pisownia oryginalna]

Gmachy o „kojącej” nazwie

Są takie budynki, w których, często w sposób niewytłumaczalny, jedni ludzie przeistaczali się w zwyrodnialców, inni stawali się bohaterami. Tam odsyłano w niebyt lub odbierano zdrowie; tam „hodowano” delatorów. A wszystko to w imię postępu i szczęścia ludu.

Te budynki, które „widziały” wiele rzeczy – wydawałoby się niemożliwych w nowej, „ludowej demokracji” – stoją w centrach miast. Każdego dnia koło nich przechodzą tysiące ludzi, w większości nie mając nawet cienia wiedzy o tym, co działo się w ich środku w latach 1945-1956.

Trzewia tych murów skrywały siedzibę polskojęzycznego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. „Bezpieczeństwo Publiczne” – jakaż kojąca nazwa, budząca zaufanie… Do dziś wśród byłych więźniów budzi wspomnienia, od których na ich twarzach pojawiają się łzy oraz emocje, o jakich my, ludzie już z innej epoki, nie mamy pojęcia. Ta niemal wszechmocna struktura sił specjalnych powstała do zaprowadzania i zachowania w Polsce po II Wojnie Światowej komunistycznego, totalitarnego systemu.

Beton, głód, bicie, brud

Nie jesteśmy w stanie „zwiedzić” wszystkich UBP, zajrzyjmy więc dla przykładu do krakowskiego WUBP, czyli Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na pl. Inwalidów 3-5 (w latach 1945-1955 mieścił się pod tą przedwojenną nazwą).

Stanisław Kosicki „Czarny”, unieśmiertelniony jako Maciej Chełmicki w filmie „Popiół i diament” Wajdy (fabuła książki Andrzejewskiego była fałszem na zlecenie MBP; 18-letni AK-owiec w iście filmowym rewolwerowym pojedynku trzema trafieniami w korpus zabił kpt. NKWD Jana Foremniaka, niedoszłego wojewodę kieleckiego) tak wspominał tam swój pobyt w 1945 r.:

„Loch piwniczny. Cela przy celi. Wszystkie pełne ludzi […], brak okien. Tylko małe, na jedną cegłę otwory wentylacyjne na zewnątrz. Z nich wieje zimno. Beton zamiast podłogi […]. Jedzenie dwa razy dziennie. […] Rano chochla czarnej, gorzkiej kawy i plasterek chleba gruby na centymetr. Na obiad półtorej chochli zupy. I też kawałek chleba. Zupa rzadka. Jak trafi się szczątek rozgotowanego ziemniaka, to już luksus […], ci, co dzielą żarcie to plebs, chamstwo i gnój […].

Do kibla wypuszczają na wołanie [...]. Odmawiają, gdy im się wydaje, że za często. W celach brak wiader, gdyby ktoś potrzebował. Nie ma też wody, mydła, ręcznika, czy choćby kawałka szmaty. Wokół brud, nieogolone gęby. Wielkość zarostu świadczy, ile kto siedzi.

Bezustannie dokucza głód. Odczuwam go po raz pierwszy w życiu […]. To potworne. Chce się jeść, łaknie człowiek, a nie ma czym tego ukoić. Nie marnujemy najmniejszej nawet okruszyny chleba […].
Trwała rotacja ludzi w naszej celi. Coraz to kogoś zabierano i już nie wracał. Na ich miejsce wtrącano nowych. Trafiali się ludzie bardzo zmaltretowani. Wprost okrutnie pobici. Z ranami na ciele, z powybijanymi zębami, w porozrywanych ubraniach. Opiekowaliśmy się nimi. Pragnęliśmy ulżyć, pomóc, lecz nie było to łatwe […].

Nie dostawaliśmy kropli wody. Ani do picia, ani w celach higieny osobistej […].
Nie docierały do nas żadne wiadomości z zewnątrz […]. Jeden z zatrzymanych odważył się raz wręczyć karteczkę ubekowi […] wrócił po dwóch godzinach. Skatowany, że Gestapo byłoby usatysfakcjonowane”.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama