Dziesięć lat zasiewu Arka Noego na Song of Songs

Pomysł na Arkę był wywrotowy. Znakomici muzycy i dzieci z całą swoją żywiołowością – bez pozowania na wokalistów, bez ćwiczonej na musztrach choreografii, bardziej krzyczące niż śpiewające. Na kolana rzucał ten autentyzm. Wzrastanie, 10/2009



Powoli wjeżdżamy do Torunia. Deszcze, od kilku dni spędzające sen z powiek i dające znać o swojej obecności jeszcze w drodze, zostały rozgonione przez piękne słońce. Nie ma już obawy, że zła pogoda zepsuje festiwal organizowany pod gołym niebem. Na dodatek stare miasto olśniewa urodą, dumnie prezentuje swe mury z brzegów Wisły. Zapowiada się piękny dzień – kolejny festiwal Song of Songs i obchodzone na nim 10. urodziny Arki Noego.

Zaprzyjaźniona wioska – ci sami ludzie

Można odnieść wrażenie, że wszyscy się tu znają. Do zjeżdżających się samochodów czy grup pieszych zaraz ktoś podbiega, ściska wszystkich. Dziedziniec krzyżackiego zamku wypełnia się „krzyżakami” – ludźmi otwarcie przyznającymi się do znaku krzyża. Łatwo się zorientować, że większość nie jest tu po raz pierwszy, choć zjechali się z całej Polski (a da się też usłyszeć języki ukraiński, czeski i słowacki).

– Chodźmy do tej pizzerii, co rok temu. – Nie, chodźmy do tej, w której my byliśmy ostatnio! Wszyscy mają tu już swoje ulubione miejsca, wiedzą gdzie udać się na nocleg, a gdzie na posiłek.

A na scenie również ci sami ludzie, co zawsze. To jubileuszowy festiwal, więc grają najbardziej znani. Wojciech Zaguła, organizator nie ukrywa: – Zapraszamy te zespoły, które lubimy. W tym roku formuła festiwalu była inna niż dotąd – zamiast dwu–trzydniowego festiwalu z dużą sceną i mniejszą dla startujących w konkursie amatorów – maraton muzyczny.

Około dziesięciu godzin muzyki z najwyższej półki. Sama przyjemność. Co mają jednak powiedzieć muzycy? Tymoteusz w wersji czadowej, potem VooVoo, znów Tymoteusz, tym razem w wersji akustycznej... A na scenie bez przerwy gra na perkusji Piotr Żyżelewicz, na saksofonach Mateusz Pospieszalski, który grał już tego dnia dwa koncerty... istny survival.

Nie mamy sobie równych

Najważniejszym jednak wydarzeniem był koncert Arki Nogo i gości. Arka to już nie ten zespół, którym zachwycaliśmy się śpiewając „Taki duży” czy „Nie boję się, gdy ciemno jest”. To zupełnie inne dzieci – ze starego składu pozostali tylko dorośli muzycy, zaś dzieci... wydoroślały.

Pomysł na Arkę był wywrotowy. Zespoły dziecięce tworzyło się dotąd tak: zbierano kilku niezbyt profesjonalnych muzyków i super-profesjonalnych najmłodszych. Ewentualnie muzycy mogli być nieźli, ale pisali muzyczkę „z podkładu”, ale dzieci obowiązkowo musiały równo się ruszać, być tak samo ubrane, a piosenki mieć wyćwiczone i wyuczone na blachę.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama