Wszyscy święci balują w niebie

Początek listopada (nie tylko dwa pierwsze dni, ale osiem, podczas których można zdobyć specjalne odpusty) to również znakomity czas na refleksję o własnej śmierci. Coraz mniej o niej myślimy. Wzrastanie, 11/2009



Oto ujrzałem tłum wielki – relacjonuje św. Jan wizję rzesz zbawionych – z wszystkich pokoleń, narodów, ludów oraz języków.

Ten tłum wcale nie jest sprzeczny ze słowami Jezusa o wąskiej i stromej ścieżce – kto w sezonie wakacyjnym próbował dostać się na Trzy Korony, ten wie, że stroma i wąska ścieżka może pomieścić tłumy – w dodatku tłumy różnych narodów, ludów oraz języków.

Kościół zawsze miał wielki szacunek do swych świętych, szczególnie, przynajmniej w początkach istnienia, do męczenników. Na ich grobach odprawiano Msze, ukazując tym samym ciągłość Kościoła. Wspomina się też imiennie wielu, którzy zmarli w aurze świętości. Każdego dnia jakiś święty ma swój dzień – stąd obchodzenie imienin – czyli wspomnienia patrona.

Jednak nie każdego, kto na to zasługiwał, włączono do kalendarza liturgicznego, przeznaczając mu specjalny dzień w roku. Trudno spamiętać nawet tych, którzy oficjalnie zostali ogłoszeni świętymi (kto dziś pamięta, czym wsławił choćby św. Lucyfer?). Dlatego Kościół na Wschodzie zaczął obchodzić Święto Wszystkich Świętych (początkowo Wszystkich Męczenników). Tradycja szybko przedostała się na Zachód.

W Rzymie

szybko przyjęło się wspominanie świętych w ogólności. W ósmym wieku oratorium w bazylice św. Piotra poświęcono „ku czci Zbawiciela, Jego Świętej Matki, wszystkich aniołów, Męczenników i wszystkich doskonałych Sprawiedliwych, którzy posnęli na całym kręgu Ziemi”. Zaś w dziewiątym stuleciu papież namówił cesarza do wprowadzania uroczystości Wszystkich Świętych w całym państwie. Niech nikogo nie dziwi taka rola cesarza. Był to władca namaszczony, część kościelnej hierarchii niemalże. Nijak go porównywać do dzisiejszych prezydentów.

Wojciech Cejrowski namawiał kiedyś do radosnego składania sobie imieninowych życzeń pierwszego listopada. Wtedy swoje święto mają wszyscy nasi patronowie. Więc nawet jeśli ktoś ma na imię Bogna czy Witold, niech się nie martwi tym, że Kościół nie ogłosił świętym nikogo o takim imieniu – najpewniej w niebie znajdzie się jakiś patron, którego święto można obchodzić właśnie pierwszego listopada.

Ale dlaczego pierwszego listopada,

skoro początkowo obchody, jako kojarzące się ze Zmartwychwstaniem, odbywały się wiosną? Trzynastego maja 609 r. papież Bonifacy IV zmienił Panteon (czyli pogańską świątynię wszystkich bogów) w kościół ku czci Dziewicy Maryi i wszystkich męczenników. Żeby nazwa nie była tylko pustym dźwiękiem, kazał zwieźć tam 28 wozów kamieni z katakumb! Miało się czuć fizycznie łączność z męczennikami.

I co roku ludzie przybywali w rocznicę tego wydarzenia, by czcić swych świętych męczenników. Przyjeżdżało ich tak dużo, że – jak to po zimie – brakowało dla nich jedzenia. Z troski o pątników święto przeniesiono na pierwszego listopada. Na terenach Anglii i Irlandii już wcześniej świętowano w tym terminie, więc data przyjęła się znakomicie. Przez wieki pierwszego listopada katolicy obchodzili uroczystość Wszystkich Świętych.

A obecnie? Przysłuchując się wielu katolikom można usłyszeć, że ten dzień to Święto Zmarłych, czy nawet w zwulgaryzowanej formie: Dzień Trupa... Komuniści, nieznoszący wszystkiego co religijne, próbowali zmienić mentalność, zmieniając słowa. I chyba udało się narzucić katolikom nową nazwę, a co za tym idzie, nastawienie do samego dnia. Niewielu teraz przychodzi do głowy, by pierwszego listopada wspominać świętych, choćby odmówiwszy litanię do wszystkich świętych czy czytając hagiograficzne opisy, bo uroczystość Kościoła Triumfującego została zdegradowana w świadomości wielu do wspomnienia zmarłych. Z święta żywych w dzień umarlaków.

W czasach pogańskich,

mieszkańcy Rzymu w lutym wychodzili za miasto, by odwiedzać groby swych bliskich. Było w tym coś ze strachu – kwiaty, mleko i wino, które przynoszono miały sprawić, że zmarli nie będą czynić szkody żyjącym. Świat ziemski i świat pozagrobowy były blisko siebie, granica między nimi nie była wyraźna – zmarli mogli ingerować w świat żyjących: szkodzić im lub pomagać, ale i chodzący jeszcze po ziemi próbowali wpływać na tych, którzy odeszli. Jednak nie były to przestrzenie zaprzyjaźnione.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama