Niepowtarzalna historia

W moim życiu wszystko dzieje się jakby poza mną. Nie chodziłem do szkoły muzycznej, a przyszło mi grać z najwybitniejszymi muzykami na całym świecie; nie studiowałem filologii ani nie miałem nic wspólnego z literaturą, a jest dziesięć moich książek na rynku. Obecni, 2/2008



Z wykształcenia jest Pan technikiem chemikiem, a jak to się stało, że został Pan perkusistą?

W moim życiu wszystko dzieje się w jakiś nietypowy sposób. Nie chodziłem do szkoły muzycznej, a przyszło mi grać z najwybitniejszymi muzykami na całym świecie; nie studiowałem filologii ani nie miałem nic wspólnego z literaturą, a jest dziesięć moich książek na rynku. Wszystko jakby dzieje się poza mną.

Całe życie marzyłem, żeby grać. W domu już grałem na akordeonie i na gitarze. A stało się inaczej – poszedłem do innej szkoły średniej. Ale u Pana Boga gdzieś było zapisane, że mam grać, bez względu na to, jak bym daleko uciekał od tego. Nie wiem, jak to jest, na czym to polega.

Zawsze opowiadam młodzieży, że gdyby ktoś mojemu profesorowi poloniście w czasie matury, 44 lata temu, powiedział, że Budziaszek będzie pisał artykuły i że powstanie z tego książka, toby się zapewne przewrócił ze śmiechu razem z całym gronem pedagogicznym. Ale Pan Bóg ma dla każdego z nas jakiś genialny plan i bardzo dobrze, jeżeli uda nam się wstrzelić w ten plan, czyli poddać się temu planowi.

Powołanie niekoniecznie musi oznaczać pójście do seminarium czy bycie kapłanem. Każdy człowiek jest w czymś najlepszy na świecie – to tłumaczę ludziom – i to, że nawet śmieciarz czy zamiatający ulice też wypełnia swoje powołanie. Wydaje mi się, że Bóg powołał mnie do bycia na scenie. Od małego dziecka, od przedszkola mówiłem wierszyki, tańczyłem zbójnickiego, brałem udział w akademiach i byłem pierwszy do tego, czyli w planach Bożych tak miało być.

Jakie miejsce w Pana życiu i rodzinie zajmuje Bóg i religia?

Każdy człowiek ma swój czas spotkania z Panem Bogiem. Wiem na pewno, że na Bożym sądzie nie będą mnie pytać o to, ile napisałem „dzienniczków perkusisty” czy ile odbyłem spotkań różańcowych po całej kuli ziemskiej. Zapytają mnie tylko o jedno: czy byłem miłosierny? O to tylko będą mnie pytać. To jest przepustka do nieba, a nie tak zwana pobożność. Dlatego też moim podstawowym hasłem jest zdanie: „Ktokolwiek z was zobaczy we mnie więcej pobożności niż miłosiernej miłości, proszę odstrzelić mnie w pierwszej kolejności”.

Tak jest, że większość z nas pochodzi z rodzin katolickich, jesteśmy ochrzczeni, chodzimy do kościoła, ale to jest łaska, a nie żadna zasługa. Zasługą są uczynki miłosierdzia. Może różnię się od otoczenia, ale codziennie nie wstanę inaczej z łóżka, dopóki nie odmówię jednej dziesiątki różańca i nie odbędę rozmowy z moim Aniołem Stróżem, który mnie prowadzi. A drugim etapem są czytania liturgiczne na dany dzień. I wcale nie to, co gazeta napisała jest najważniejsze. Odpowiedź na pytanie: dlaczego coś się dzieje? znajdziesz właśnie w czytaniach liturgicznych z tego dnia. Bo to jest Słowo Boga Żywego.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama