Granice oświeconego rozsądku

Oświecony zdrowy rozsądek proponuje perspektywę bardzo zawężoną. Tygodnik Powszechny 35/2002



Łukasz Tischner: Punktem wyjścia naszej rozmowy chcielibyśmy uczynić tezy zawarte w głośnym wystąpieniu Jürgena Habermasa „Wierzyć i wiedzieć”, w którym niemiecki filozof – pod wpływem wydarzeń z 11 września 2001 – postuluje otwarcie się rozumu na religię, starając się pogodzić najlepsze tradycje Oświecenia z dziedzictwem judeochrześcijańskim. Ludzie ze „stronnictwa wiary” z radością powitali tę zaskakującą w ustach Habermasa deklarację. Czy jednak zapisana przez niemieckiego filozofa recepta na zażegnanie konfliktu między wiarą i nauką, a mianowicie odwołanie się do „oświeconego zdrowego rozsądku”, daje nadzieję na rzeczywiste i trwałe porozumienie?

Charles Taylor: Oświecony zdrowy rozsądek proponuje perspektywę bardzo zawężoną. Jednak koncepcja Habermasa ma niewątpliwe zalety. Jeśli należałoby się posłużyć tylko jednym kodem i odwoływać wyłącznie do jednego porządku moralnego, ten proponowany przez Habermasa okazałby się najmniej groźny spośród dostępnych. W tym sensie jestem jego orędownikiem. Jednak zasadnicze pytanie brzmi: czy da się działać w świecie, będąc posłusznym jakiemukolwiek pojedynczemu kodowaniu moralnemu? Myślę, że nie, bo wówczas tracimy zbyt wiele. Weźmy na przykład jakąkolwiek teorię sprawiedliwości – zdarza się, że sprawiedliwość sprzeciwia się miłosierdziu i wtedy czasem bierze w nas górę miłosierdzie. Jest to moment, kiedy trzeba wykroczyć poza kodeks moralny i rozstrzygnąć daną kwestię na własną odpowiedzialność.

Drugi argument przeciwko oświeconemu zdrowemu rozsądkowi wiąże się z naszym stosunkiem do historii. Czy da się ustanowić nienaruszalny porządek sprawiedliwości, który zrównywałby w prawach wszystkich, czy też ze względu na bagaż przeszłości niektórym należą się pewne przywileje? Otóż nie jesteśmy stojącymi obok siebie jednostkami, żyjącymi wyłącznie tu i teraz. Należymy także do prawa przeszłości – trudno zapomnieć, że pewni ludzie dokonali straszliwych zbrodni.

Trzeci krąg zagadnień, z którym oświecony zdrowy rozsądek nie potrafi się uporać, to refleksja nad korzeniami ludzkiej przemocy. Tą problematykę bardzo interesująco podejmował René Girard, który zajmował się funkcjonowaniem mechanizmu kozła ofiarnego w historii i pokazywał, w jak niewielkim stopniu rozumiemy jego źródła. Najlepszym przykładem mechanizmu kozła ofiarnego jest antysemityzm XIX i XX wieku. Szukamy przyczyn nienawiści do Żydów w takich procesach jak przechodzenie do nowoczesności, przesiedlenia itd. Na pewno jest w tym sporo racji, ale zjawiska te nie tłumaczą, dlaczego ludzie okazali się tak podatni na mechanizm kozła ofiarnego. Okazuje się, że mechanizm ten daje o sobie znać także w społeczeństwie liberalnym, i to w czasach nam współczesnych. Jeśli spojrzeć oczyma Girarda na wydarzenia w Kosowie i Serbii z 1999 roku, okazuje się, że mechanizm kozła ofiarnego nie trafił wcale do lamusa. Popierałem międzynarodową interwencję wojskową w Kosowie, choć byłem bardzo sfrustrowany jej przebiegiem. Szkopuł w tym, że kiedy wsłuchać się w retorykę państw NATO, okazuje się, iż nie jest niewinna, iż pobrzmiewają w niej echa mechanizmu kozła ofiarnego! To samo dotyczy niektórych aspektów wojny z terroryzmem.

Mamy zatem zadowalać się oświeconym zdrowym rozsądkiem?... Dlaczego jednak tak łatwo wyprowadzić nas z równowagi – do tego stopnia, że zaczynamy sięgać po mechanizm kozła ofiarnego? Co na bardzo głębokim poziomie duchowym mówi to o naszej kondycji? I jak powinniśmy stawić temu czoło? Girard jest dla mnie nieocenionym komentatorem.

Ratunek dla kozła ofiarnego

Agata Bielik-Robson: Zdaniem tego francuskiego antropologa chrześcijaństwo jako system religijny było jedynym możliwym kodem moralnym, który zdołał przezwyciężyć mechanizm kozła ofiarnego.

Charles Taylor: Warto wspomnieć, że Girard odwołuje się ostatnio do Starego i Nowego Testamentu, niezwykle ciekawie je interpretując. W książce z 1999 roku zatytułowanej „Je vois Satan tomber comme l’éclair” dowodzi, że w całej Biblii można wytropić mity, opowieści o koźle ofiarnym. Pokazuje, że dopiero historia Józefa jest przykładem odwrócenia tego mitu, bo nagle przyjmujemy punkt widzenia ofiary. I opowieść kończy się nie zemstą, lecz przebaczeniem. Girard odczytuje całą Biblię jako takie odwrócenie. To bardzo wnikliwa interpretacja.

Niestety także chrześcijaństwo bywało podatne na pokusy mechanizmu kozła ofiarnego – wystarczy wspomnieć o uzasadnianym religijnie antysemityzmie. O ile jednak chrześcijaństwo zmierzyło się z tym straszliwym dziedzictwem, o tyle oświecony zdrowy rozsądek nie potrafi się z problemem kozła ofiarnego uporać, bo całkowicie usuwa go z pola widzenia. Jeśli nie pojmuje się ludzkiej przemocy w kategoriach metafizycznych, ale uzasadnia się jej istnienie czynnikami socjologiczno-psychologicznymi (rozgoryczenie, reakcja na złe traktowanie, upokorzenie itp.), to nie sposób zrozumieć, dlaczego dążenie do dobra może w sekundzie zamienić się w swoje przeciwieństwo. Zaślepienie sprawia, że ludzie wkraczają w świat (postawiony na głowie), w którym mechanizm ten nabiera jakiegoś przerażającego sensu. Kiedy mu ulegamy, potrzebujemy antywzoru, antystruktury, by dostrzec zatrważający fałsz. Nowoczesność jednak rozstała się ideą antystruktury. Jak wiadomo, mechanizm kozła ofiarnego jest we współczesnej kulturze oceniany negatywnie, co wypływa z chrześcijańskiego dziedzictwa. Problem polega na tym, że oświecony zdrowy rozsądek pozostaje ślepy na fakt, że figura ta wciąż żyje w naszej kulturze. Ponieważ traktujemy ją jako coś złego, mówimy: to nas nie dotyczy, my wyzwoliliśmy się z tego. Ale kiedy włączamy telewizor i słyszymy komentarze na temat Kosowa czy wojny z terroryzmem, świta nam w głowie, że coś tu nie gra!


 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama