Ukrytej kamery nikt tam nie wniesie

Kazimierz Dolny: co się dzieje w domu sióstr betanek? Tygodnik Powszechny, 25 lutego 2007




- Mało to atrakcji w Kazimierzu?! Nikt oprócz dziennikarzy o to nie pyta – obrusza się dorożkarz. Stoi samotnie na tyłach rynku. Kilkaset metrów dalej, na drodze wjazdowej do miasta, mieszkają siostry, które wedle dokumentu watykańskiej Kongregacji do Spraw Instytutów Życia Konsekrowanego, nie są już zakonnicami, tylko osobami świeckimi. Nikt tutaj nie uważa tego za sensację. Od tego turystów nie przybywa.

Lutowy, szary poranek. Środek tygodnia. W Kazimierzu pustki. Przy kościele farnym droga skręca w dół. Na dole skarpy malownicze domki. Przy drodze kapliczka, na ścianie oznaczony szlak turystyczny. Po drodze rozległe parkingi i Muzeum Przyrodnicze. Turyści chodzą tędy na spacer oglądać stare spichlerze. Warto. Gdy się patrzy na Wisłę z tego miejsca, ma się nieodparte poczucie przestrzeni. Piękna przyrody nie zabija nawet samochodowy korek. Latem jest tu tłok. To „wyjazdówka" na Puławy i Warszawę.

Ten widok zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej znają na pamięć. Fronton budynku ich zgromadzenia wychodzi na ulicę Puławską. Obserwują ją zza wysokiego, kremowego muru, krytego czerwoną dachówką. Od kilku miesięcy obserwują też drogę przed posesją. Dziewiętnaście z nich zostało wymeldowanych spod numeru 64. Na wniosek Zgromadzenia. Reszcie grozi eksmisja, a pięciu byłym siostrom nawet deportacja na Wschód do Rosji i na Białoruś. Ich zgody na pobyt w Polsce wygasły lub zostały cofnięte. Nikt nie wie, ile osób przebywa na terenie Zgromadzenia. Siostry odizolowały się od świata. Nie rozmawiają, ani z przedstawicielami Kościoła, ani z prasą. I nic w ten sposób nie uzyskają. Bo zgodnie z obowiązującym prawem posesja jest własnością Kościoła i powinna być mu zwrócona.

Kto widział siostry?

Czerwony dach na trzypiętrowej kondygnacji i nowiutkie żółtobeżowe ściany wyglądają zachęcająco. Jak kolejny luksusowy hotel lub pensjonat budowany na dynamicznie rozwijającym się nadwiślańskim wybrzeżu. Dwa lata temu była tu ruina. Z jednego z budynków unosi się w górę dym. Będzie obiad. Posesja jest niemała. Od strony ulicy okala ją mur z fantazyjnym czerwonym daszkiem. Tabliczki z informacją o zgromadzeniu – brak. Wyżej mur przechodzi w zwykłą siatkę, która po kilku metrach raptownie się kończy. Każdy może tam wejść. Nad posesją wypielęgnowane grządki. Poukładane kamienie. Na stoku wzgórza figurka Najświętszej Marii Panny. Słychać głosy śpiewających kobiet. Dźwięk trąbki. Sióstr nie widać. – Są, karmią kury, krzątają się. Tylko na ulicę już tak często nie wychodzą. Po zakupy jeżdżą samochodem – tłumaczy mi ich sąsiad. Mają trzy auta. Z czego żyją? Koncepcji jest kilka. Z darów. Z pieniędzy przesyłanych przez rodziny. Z tego, co wyproszą u sponsorów. Uchodzą za gospodarne. Zwłaszcza była matka przełożona Jadwiga Ligocka. To za jej kadencji powstał nowy budynek. Siostry mieszkają w 2-3 osobowych pokojach z łazienką. Pieniądze na budowę przekazał zgromadzeniu Roman Kluska z Optimusa. Przyjeżdżał tu i zawsze był gorąco podejmowany.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...