Wiara na Dworcu Centralnym

Katolicyzm warszawski: jaka jest diecezja abp. Nycza Tygodnik Powszechny, 15 kwietnia 2007




W stolicy na niedzielną Mszę chodzi mniej ludzi niż w znanej z niskiego poziomu praktyk Łodzi. Parafia przestaje mieć dla wiernych jakiekolwiek znaczenie. Polski katolicyzm w wielkim mieście zupełnie się zmienia. Z jakimi „znakami czasu" musi się dziś zmierzyć Kościół?

Ingresowi arcybiskupa Kazimierza Nycza towarzyszyła prawdziwa radość. Wierni wiele razy spontanicznie klaskali. Dawno też nie widziałem w kościele tylu uśmiechniętych twarzy. Skoro jednak minęły już pierwsze emocje, warto może zastanowić się, jakim Kościołem kierować będzie nowy metropolita warszawski.

Zacznijmy od informacji podstawowych. Archidiecezja warszawska – obejmująca lewobrzeżną część stolicy i okolice – stanowi pod względem liczby mieszkańców czwartą diecezję w Polsce. Spośród zamieszkujących jej obszar 1 625 tys. ludzi zdecydowana większość – niemal 85 proc. – to ludność miejska.

Miasto bez właściwości

Szczególną cechą Warszawy, pod pewnym względem upodabniającą ją do miast takich jak Wrocław, Szczecin czy Olsztyn, jest to, że tylko niewielka część jej ludności ma przedwojenny rodowód – większość to warszawiacy w drugim lub trzecim pokoleniu. Ksiądz Leszek Slipek, znany duszpasterz i autor książki „Parafia jakiej pragnę", opowiada: – Parafia św. Andrzeja Apostoła, w której jestem proboszczem, znajduje się na Woli, właściwie w centrum miasta. Liczy około 20 tys. wiernych, ale bardzo niewielu, właściwie prawie nikt, pochodzi stąd. Większość to przyjezdni lub potomkowie przyjezdnych.

Ma to ogromny wpływ na kształt życia religijnego stolicy. – Ci ludzie poprzyjeżdżali z różnych stron, poprzywozili różne tradycje, różne zwyczaje. Nie wytworzyła się żadna tradycja warszawska. To dlatego – tłumaczy dalej ksiądz Slipek – Warszawa, inaczej niż na przykład Kraków, nie ma żadnego centralnego kultu, czegoś, co by ją religijnie wyróżniało.

Zapytany o kult patronki miasta, Matki Bożej Łaskawej, związany z obrazem z jezuickiego kościoła na Starym Mieście, odpowiada: – Ten kult jest bardzo ograniczony. Podejmowano próby rozpropagowania kultu św. Andrzeja Boboli, ale bez powodzenia.

Trudno się z tym nie zgodzić. Podjęte kilka lat temu wysiłki były przykładem usilnego szukania religijnej tożsamości miasta. Źle jednak wybrano obiekt potencjalnego kultu: św. Andrzej Bobola nie miał z Warszawą nic wspólnego. Spoczywają tu natomiast – tym razem u mokotowskich jezuitów – jego relikwie. Tyle że obecność relikwii – choć w średniowieczu wystarczyła, aby Kolonia otoczyła czcią Trzech Króli, a Bari świętego Mikołaja – dla współczesnych katolików nie ma już takiego znaczenia. Woleliby chyba na patrona swej diecezji kogoś naprawdę z nią związanego. Choćby Sługę Bożego Stefana Wyszyńskiego, który – jak wynika z przeprowadzonych przez pallotyński Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego badań statystycznych, opublikowanych w wydanej właśnie pracy „Postawy społeczno-religijne archidiecezjan warszawskich" – uważany jest za najbardziej zasłużoną dla archidiecezji postać. Albo błogosławionego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, arcybiskupa z okresu powstania styczniowego, którego kult od jakiegoś czasu promuje kardynał Józef Glemp (wspomniał o nim nawet w kazaniu podczas niedoszłego ingresu abp. Wielgusa).

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama