Ochrzcić walentynki

Cholera i miłość mają do siebie niedaleko. Zajmuje się nimi ten sam patron. Ale to nie wszystko. Na myśl o walentynkach większość z nas cierpi na jedno lub drugie. Tygodnik Powszechny, 17 luty 2008



Prawdziwe święto zakochanych”. „Czysta komercja”. Głosy są różne. Ale wbrew pozorom sprawa walentynek jest bardziej złożona, niż się ją zazwyczaj postrzega. Bo nie chodzi o osądzenie, czy są one dobre, czy złe. Ale o pytanie, jak dzień czternastego lutego można świętować w Polsce. I jak się w tym odnajduje Kościół.



Demony komercji


– Zwróćmy uwagę, że w tym przypadku bardzo wyraźnie nakładają się na siebie dwa porządki – podkreśla dr Małgorzata Bogunia-Borowska, specjalizująca się w socjologii kultury i masowego komunikowania. – Kulturowo-religijny oraz rynkowo-komercyjny.

To na tej linii rodzi się najwięcej problemów. Popkultura nas drażni. Ale jesteśmy jej odbiorcami. Szymon Hołownia, publicysta zajmujący się opisywaniem styku świata wiary i kultury popularnej, twierdzi, że nie można tego demonizować: – Wiele zależy od nas samych. Cała popkultura bazuje na rzeczach, które są dla nas pierwotne, ważne, wartościowe. Ale nie dajmy się zwariować, że wszystko jest pod jej wpływem – nawet miłość, kiedy mówimy o walentynkach, zamienia się w komercję.

– W takiej kulturze żyjemy: komercyjnej, opartej o zasady rynku – przypomina dr Bogunia-Borowska. – A rynek rządzi się swoimi prawami. Przede wszystkim maksymalizacją zysków i minimalizacją strat. Trzeba o tym pamiętać, żeby stać się „światłym konsumentem”.

Wtedy możemy być świadomi własnych wyborów. Bo na świat nie ma się co obrażać – dodaje. – Tak samo Kościół nie może postrzegać współczesności przez soczewkę zagrożenia komercją.

– Chodzi o to, by Kościół wsłuchiwał się w otaczającą rzeczywistość. Nie próbował jej zakrzyczeć, nawet słusznymi hasłami, ale działał w niej – podkreśla Hołownia.

Jednak bywa i tak, że dysproporcja między wspomnianymi porządkami przybiera potężne rozmiary. Wymiar kulturowo-religijny może zostać przez rynek i komercję sprowadzony na bardzo odległy plan – aż stanie się obcy.

– Dla mnie walentynki od początku są problemem – przyznaje Zbigniew Nosowski, naczelny „Więzi” i autor książki „Parami do nieba”. – Moje pierwsze skojarzenia to komercja i zabawa. Naprawdę nie wiem, choć normalnie jestem zwolennikiem takiej metody, czy w tej sytuacji da się jeszcze wykorzystać to święto do refleksji nad miłością.

Podobne wątpliwości ma jezuita o. Dariusz Piórkowski, duszpasterz akademicki: – Dla mnie to coś zupełnie obcego, wymysł popkultury. Zresztą w duszpasterstwie też nikt nie zgłasza potrzeby zainicjowania w związku z walentynkami jakichś szczególnych uroczystości.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama