Ja jestem Interpretacja?

Obawiam się, że jeśli odrzucimy fundamentalny charakter pytania o Boga, nie dojdziemy do prawdy o człowieku. Tygodnik Powszechny, 9 marca 2008



Istnieją różnice opinii, które stanowią naturalny i nieuchronny wyraz pluralizmu kulturowego naszej epoki. Istnieje jednak również obowiązek ich racjonalnego uzasadniania: nie wolno zacierać różnic między osobistymi odczuciami a udowodnionym wnioskiem. Mam wrażenie, że prof. Tomasz Węcławski przechodzi nad tym do porządku dziennego, gdy w artykule „Zanikająca opowieść” („TP” nr 9/08) twierdzi: „nie jest wcale najważniejsze rozstrzygnięcie, czy »obiektywnie« istnieje jakiś byt (...) który można oznaczać słowem Bóg”.



Bóg miłości i sensu


Przytoczone zdanie zawiera tezę wartościującą, która wymaga zarówno precyzji sformułowania, jak i racjonalnego uzasadnienia. Co to znaczy, że „nie jest wcale najważniejsze”, czy istnieje Bóg? Dla kogo nie jest najważniejsze? Dla ludzkości? Dla kultury? Dla Pracowni Pytań Granicznych UAM? Czy może tylko dla Autora tych słów? Cokolwiek by się odpowiedziało, tę wypowiedź trzeba uściślić i uzasadnić.

Byłoby przejawem nonszalancji, gdybyśmy usiłowali przekonywać do tezy, że istnienie Boga jest mało ważne, męczenników rzucanych w Rzymie na pożarcie lwom lub więźniów łagrów i obozów koncentracyjnych, którzy usiłowali ocalić wiarę w sens, wołając z głębi bólu do milczącego Boga. Byłoby wyrazem braku szacunku dla Dietricha Bonhoeffera czy Maksymiliana Kolbego, gdybyśmy powiedzieli, że zarówno dla ich przekonań, jak i życiowej postawy jest zupełnie nieistotne, czy istnieje Bóg. Nie wolno lekceważyć tej wielkiej tradycji intelektualnej, która znalazła wyraz w rozważaniach zaczynających się od hipotetycznej formuły „Jeśli Boga nie ma, to...”.

Jako przykład potwierdzającej moje słowa postawy pozwolę sobie przytoczyć rozterki Iris Murdoch, znanej zarówno z fascynujących powieści, jak i z osobistej pasji filozoficznej. Pozostała ona przez całe życie agnostyczką, gdyż nie potrafiła sobie poradzić z rozstrzygnięciem pytania o istnienie Boga. Przyjaciół, którzy odwiedzali ją w ostatnim okresie życia, cierpiąca na alzheimera pisarka witała tym samym pytaniem: „Czy sądzisz, że Bóg istnieje?”. W jej świecie, który stopniowo ogarniała mgła niesiona przez chorobę, to właś­nie pytanie jawiło się jako centralne, podstawowe, obiektywnie istotne. Obawiam się, że jeśli odrzucimy fundamentalny charakter pytania o Boga, nie dojdziemy do prawdy o człowieku, jego ranach, zmaganiach życiowych, wewnętrznym rozdarciu.

Węcławski proponuje, aby zachować neutralność w kwestii obiektywnego istnienia Boga i ograniczyć się do uznania subiektywnej doniosłości pytań z zakresu teologii. Szanując jego prawo do odmiennych rozstrzygnięć epistemologicznych, uważam jednak, że gdyby ten sam wzór rozumowania zastosować do innych dziedzin naszej wiedzy, doszlibyśmy do absurdu. W fizyce relatywistycznej trzeba by wtedy zrezygnować np. z pytania o wartość stałej lambda, w biologii zaś – o mechanizmy ewolucji. Zarówno teoria Einsteina, jak i Darwina natrafiają na nowe generacje krytyków, subiektywne zaangażowanie tych ostatnich nie ma jednak żadnego wpływu na obiektywną wartość poznawanej prawdy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Jerzy
    16.03.2008 18:49
    Niech dobry Bóg błogosławi Cię i prowadzi, drogi pasterzu. Za odwagę, za podjęcie polemiki w tak ważnej sprawie. Już bałem się że prócz wzburzenia, irytacji, opluwania itp. zabraknie zdrowej i odważnej polemiki. Nie możemy się bać takich postaw jak Węcławskiego, przecież mamy Boga, mamy Jezusa.
    Módlmy się za niego, przecież każdy może zbłądzić.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama