Billboard z pazurami

Widzę więcej drastycznych chwytów w reklamie, które wynikają z głupoty, złego gustu, i które w zamierzeniu nie były prowokacyjne. Tygodnik Powszechny, 30 marca 2008



Michał Kuźmiński: Jak Pan ocenia kampanię reklamową „House – Virginity”?

Marcin Mroszczak: Bardzo mi się podoba. To zresztą marka, która lubi prowokacyjną reklamę i nie jest to pierwsza taka ich kampania.



Koszarowy styl


Poprzednio były „moherowe berety”.

Wcześniej i my prowadziliśmy przez chwilę ich kampanię. Zrobiliśmy film przedstawiający drastyczną scenę anatomicznego badania krowy przez weterynarza. Była to kampania bardzo prowokacyjna i sądzę, że ta marka się nie myli, robiąc taką właśnie kampanię, zaadresowaną do pewnego typu odbiorcy.

Moim zdaniem zresztą nie jest drastyczna: widzę w Polsce na co dzień znacznie więcej drastycznych chwytów w reklamie, które wynikają z głupoty, złego gustu, naszego spaczonego charakteru, i które – co gorsza – w zamierzeniu nie były prowokacyjne. Na przykład jesteśmy mistrzami świata w reklamie seksistowskiej, ociekającej stylem koszarowym. Pamiętam billboard przedstawiający czarno-białe zdjęcie kobiety z wymazanym gumką seksem i z podpisem: „zrzuć futerko na wiosnę”. Reklamował się tak salon depilacji.

Pojawiają się więc u nas kampanie, które wszędzie na świecie wzbudziłyby protesty np. organizacji feministycznych, bo kobieta jest w nich traktowana potwornie instrumentalnie. Ocierają się o pornografię i są okropnie wulgarne, ale o tym akurat nikt nie pisze i nie mówi. Z drugiej strony pojawia się kampania „House’a”, prowokacyjna, ale świetnie zrobiona, i nagle wybucha gigantyczna dyskusja – ku wielkiej radości samego reklamodawcy, któremu właśnie o to chodziło.

Żyjemy w społeczeństwie, w którym wrażliwość obniża choćby polityka – skandale, które w innych krajach wybuchają dwa razy do roku, u nas mamy dzień w dzień. Funkcjonujemy w chaotycznym poczuciu moralności.

Wisiał w Polsce niedawno plakat przedstawiający modelkę leżącą nago tyłem do widza. Niewinny akt, jakich ogląda się setki. Headline brzmiał: „Gładź, gładź, gładź...”. I okazało się, że plakaty te, przynajmniej w Warszawie, były zrywane albo cenzurowane w ten sposób, że modelce odrywano tyłek. Oczywiście, trudno sobie wyobrazić, że nagle ludzie masowo rzucali się z pazurami na billboard. Możliwe, że działała jedna organizacja, ale przecież samo to zdjęcie wyglądało naprawdę niewinnie. Zwłaszcza w porównaniu z innym eksponowanym kiedyś w Warszawie plakatem: była to modelka przedstawiona od ust do obfitych skądinąd piersi, między które miała wetknięty rożek lodów. Jakoś nie pamiętam, by ktoś się z tą kampanią szarpał, choć trudno o gwałtowniejszą dosłowność.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama