Kościół wobec samotnych

Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie? (Mt 16, 3) – mówił Jezus do faryzeuszów i saduceuszów. Dziś jednym ze znaków czasu jest samotność. Tygodnik Powszechny, 15 czerwca 2008



Samotność jest pojęciem wieloznacznym; dotyka zarówno spraw społecznych, jak psychologicznych i duchowych. Może przybrać postać osamotnienia, odosobnienia, może być formą egocentryzmu lub nawet egoizmu (czego przykładem mogą być także niektóre współczesne „single”), ale może być także wolnym i świadomym wyborem.

W sposób nieco umowny i uproszczony można by więc podzielić samotność na dwie kategorie: samotność jako los i samotność jako wybór. Powstaje przy tym pytanie, czy w ramach samotności jako wyboru można mówić o powołaniu do życia w samotności. Od razu należy zrobić zastrzeżenie, że nie chodzi o powołanie do życia zakonnego, które w końcu jest powołaniem do życia we wspólnocie, ale o powołanie do życia w realnej samotności – do życia „samotniczego”. Kościół ułatwił sobie sytuację, formułując uproszczoną alternatywę: małżeństwo albo zakon. Nie wziął pod uwagę prostego społecznie faktu, że wytworzył się odrębny stan ludzi żyjących w samotności, którzy ani nie zawierają związku małżeńskiego, ani nie wstępują do zakonu.

Kościół zatem jest zobowiązany liczyć się z rzeczywistością. Ma szukać w Objawieniu teologicznych podstaw do istnienia i funkcjonowania takiego stanu i otoczyć go odpowiednią troską duszpasterską.

***

W rozmowie z Jezusem uczony w Piśmie przytacza fundamentalną prawdę o Bogu: „On jest Jeden i nie ma innego prócz Niego” (Mk 12, 32). I właśnie Bóg jako Jeden i Jedyny jest Nieskończoną Samotnością. Z jednej strony Bóg jako Trójca Osób jest Wspólnotą, lecz z drugiej strony w swojej istocie, w swojej naturze, jako Jeden i Jedyny, jest Boską Samotnością. I może właśnie dlatego stwarza człowieka, który stworzony „na obraz Boży” (Rdz 1, 27) jest istotą samotną – jedyną, odrębną, jest „osobą”, Adamem, „samotnym stworzeniem” (Mdr 10, 1). Dopiero potem, w wyniku Boskiej refleksji, że „nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam”, Bóg stwarza „odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2, 18). Ale potem Jezus wraca do tej antropologicznej sytuacji i formułuje naukę o tych, którzy „dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni” (Mt 19, 10-12).

Przez całe dzieje Odkupienia przewijają się wielkie postacie ludzi żyjących w samotności, począwszy od proroków i opatrznościowych kobiet w Starym Przymierzu, poprzez postaci Jana Chrzciciela i św. Pawła, Jana Ewangelistę i rodzeństwo z Betanii, a skończywszy na uczniach i uczennicach Chrystusa, których imiona są zapisane w pismach nowotestamentalnych. Ponad nimi wszystkimi są Jezus z Nazaretu i Maryja – Bogarodzica, Matka i Dziewica. Jako żona i matka żyła we wspólnocie małżeńskiej, jako dziewica, z natury swojego dziewictwa, żyła w pewnego rodzaju samotności, która prowadzi do finałowej sceny na Golgocie, gdy w końcu obcy człowiek bierze Ją „do siebie” (J 19, 27).

Rada Jezusa o samotności „dla królestwa niebieskiego” (Mt 19, 12) została w historii Kościoła zinterpretowana w sposób skrajnie zawężony, a poprzez rozwój życia monastycznego zradykalizowana i zastosowana wyłącznie do stanu zakonnego. Tymczasem jest wręcz odwrotnie: to jest rada do życia w samotności, a dopiero jedną z form tej realizacji jest zakon, chociaż – jak mówiliśmy poprzednio – życie zakonne jest w końcu życiem we wspólnocie.

Zarówno powołanie do małżeństwa, jak i powołanie do życia w samotności mają charakter charyzmatyczny, czyli są darem dla dobra innych, dla dobra wspólnoty, dla dobra Kościoła i świata. Inaczej mówiąc – są powołaniem do miłości, do miłości trudnej i wymagającej (por. 1 Kor 13). Dlatego samotna Estera błagała: „Panie mój, Królu nasz, Ty jesteś Jedyny, wspomóż mnie samotną, niemającą prócz Ciebie żadnego wspomożyciela” (Est 4, 17), a Psalmista prosił: „Wejrzyj na mnie, Panie, i zmiłuj się nade mną, bo jestem samotny i nieszczęśliwy” (Ps 25, 16).

Sobór Watykański II nauczając o apostolstwie ludzi świeckich, wspomniał o ludziach samotnych i podkreślił, że „niezwiązani małżeństwem także w niemałym stopniu mogą się przyczyniać do świętości i pracy w Kościele” (KK 41). To sformułowanie z jednej strony należy przyjąć z satysfakcją, że w ogóle Ojcowie Soboru zwrócili uwagę na udział ludzi samotnych w życiu Kościoła, ale z drugiej strony jest ono wyrazem tej postawy, którą zarzucał Jezus swoim rozmówcom: „Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie?”.



***

Ks. Roman Rogowski (ur. 1936) jest teologiem, autorem wielu książek o duchowości oraz mistyce gór. Wykłada teologię dogmatyczną na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu.
«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama