Emigracja, stagnacja

Polscy emigranci, nie zważając na recesje i kryzysy, zadomowili się na obczyźnie. Rytualne pytanie o ich liczbę zastępuje dziś inne: o pożytki i straty poakcesyjnej emigracji. Tygodnik Powszechny, 30 listopada 2008


Mało jest w Polsce zjawisk społecznych powodujących tak duży chaos informacyjny: ze sprzecznych doniesień o rzekomych falach powrotów mogłaby powstać ciekawa rozprawa o funkcjonowaniu współczesnych mediów. Zdezorientowani czują się sami emigranci: prawie co tydzień czytają w brytyjskiej prasie artykuł o tym, że opuszczają Wyspy, by kilka dni później – tym razem z gazet polonijnych – dowiedzieć się, że o wyjazdach nie ma mowy.

Pod koniec października „Daily Express” zastanawiał się „Dlaczego Polacy wracają do domu?”, a na potwierdzenie zawartej w pytaniu tezy podawał niewiadomego pochodzenia statystyki oraz obserwacje autokarów przyjeżdżających z Polski, w których miało siedzieć od pięciu do sześciu pasażerów. Trzy dni później polonijny „Polish Express”, w tekście „Jakie powroty, jakie zwolnienia?!”, stanowczo dementował podobne informacje.

– Dzwonią do mnie brytyjscy dziennikarze i pytają, jak jest – mówi redaktor naczelna polonijnego „Gońca Polskiego”, Katarzyna Kopacz. – Ale potem i tak jadą na Victorię, łapią wracającego do kraju Polaka i tak powstaje, powtarzana później przez polskie media, legenda.

Informacyjna kakofonia to do pewnego stopnia efekt natury samego zjawiska, jakim jest migracja: zjawiska w Europie masowego, jak żadne inne dynamicznego i niedającego się precyzyjnie oszacować. Swobodny przepływ osób sprawia, że wewnątrzunijne migracje nie są rejestrowane-.

Jednak z szacunków i szczątkowych statystyk wiemy i tak dużo.

Nie wracamy

Skalę polskiej emigracji poakcesyjnej ilustrują porównania z innymi europejskimi krajami. Z opublikowanego kilka dni temu przez Komisję Europejską raportu wynika, że to Polacy są największą grupą migrantów na kontynencie.

Szacunki Głównego Urzędu Statystycznego – oparte na fragmentarycznych danych krajowych oraz tych z krajów przyjmujących – wiele mówią o tendencjach z ostatnich lat. Pod koniec ubiegłego roku za granicami kraju przebywało 2 miliony 270 tys. Polaków. Szacunki te są o tyle niekompletne, że nie uwzględniają pobytów sezonowych. Dwa lata wcześniej ta sama liczba była o 800 tys. mniejsza, a w roku akcesji wynosiła ledwie milion.

Według danych GUS na pierwszym miejscu wśród państw przyjmujących była w 2007 r. Wielka Brytania, gdzie przebywało 670 tys. Polaków. Na kolejnych miejscach znalazły się Niemcy (490 tys.) i Irlandia (200 tys.). W stosunku do początkowego okresu naszego członkostwa w Unii, liczba polskich emigrantów w krajach unijnych podwoiła się. – To oczywiście oficjalne liczby – mówi badająca od lat europejskie migracje prof. Krystyna Iglicka z Centrum Stosunków Międzynarodowych. – Nieoficjalne mówią, że w samej Wielkiej Brytanii i Irlandii przebywa 1 mln 200 tys. Polaków.

Czy wydarzenia roku 2008 – spadek wartości funta w stosunku do złotówki oraz, ogólniej, światowy kryzys finansowy, który dotknął Wielką Brytanię i Irlandię w nieporównanie większym stopniu niż Polskę – zmieniły migracyjne tendencje? – Opinie o falowych powrotach nie mają żadnego uzasadnienia – kontynuuje prof. Iglicka. – Natomiast można mówić o wyhamowaniu fali wyjazdów.

Wiele zamieszania wywołała opublikowana w brytyjskiej prasie informacja, że aż 400 tys. polskich imigrantów wróci do kraju w wyniku kryzysu finansowego. – To nieporozumienie – tłumaczy prof. Iglicka. – Rzeczywiście, taka liczba Polaków może stracić w wyniku kryzysu pracę, ale od straty do powrotu daleka droga.

Tym dalsza, że wielu zatrudnionych będzie mogło skorzystać z zasiłku dla bezrobotnych. W dodatku dla tych, którzy przebywają na obczyźnie z rodzinami, decyzja o powrocie będzie trudniejsza. – Również w sensie psychologicznym nie czeka ich w Polsce dobre przyjęcie – mówi prof. Iglicka. – Wiadomo: wrócił z emigracji i się nie dorobił – takie podejście do powrotów jest wciąż żywe.

– Powrót to nie tylko sprawa pieniędzy – dodaje redaktor naczelny londyńskiego tygodnika „Nowy Czas”, Grzegorz Małkiewicz. – Jest tu coraz więcej polskich dzieci, które już mówią po angielsku i które się zaaklimatyzowały. Zaczęły naukę, z którą ich rodzice wiążą przyszłość.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama