Czas cudzysłowu

Nowe zawsze jest gorsze, ale i ono kiedyś będzie stare – więc też będzie lepsze. Zapewne jedną z tajemnic Biblii jest, że to księga nienaruszalna i zarazem w kolejnych przekładach aktualizowana Tygodnik Powszechny, 14 grudnia 2008


Jerzy Pilch, pisarz: Pierwsza Biblia domowa zawsze będzie księgą podyktowaną przez Pana Boga. Nowe tłumaczenie nie pozostawia złudzeń: to zbiór dzieł starożytnych pisarzy biblijnych. Rozmawiał Artur Sporniak

Artur Sporniak: Nowe w sposób naturalny budzi ciekawość, ale czy zawsze jest lepsze od starego? To pytanie można postawić także wobec nowego tłumaczenia Pisma Świętego.

Jerzy Pilch: Nowe zawsze jest gorsze, ale i ono kiedyś będzie stare – więc też będzie lepsze. Zapewne jedną z tajemnic Biblii jest, że to księga nienaruszalna i zarazem w kolejnych przekładach aktualizowana. Biblia dzieciństwa jest zawsze pierwsza, zastało się ją na świecie i w sensie „oryginalności” człowiek przywiązuje się do niej jak do Autentyku. Kolejne tłumaczenia zawsze skażone będą ludzką interwencją filologiczną.

To wydanie trzeba chwalić. Przede wszystkim za zamieszczenie obszernych i kompetentnych komentarzy do tekstu. Te komentarze są dosyć śmiałe, otwarte na inne wersje tłumaczenia, wskazują też np. mitologiczne odpowiedniki pewnych historii biblijnych.

Wypowiadam się jako czytelnik. Nie jestem ani znawcą, ani kolekcjonerem Biblii: Moją Biblią jest rzecz jasna luterska Biblia Gdańska w wersji oryginalnej, czyli jakby nie było XVII-wiecznej. Miłosz ten przekład uważał za najpiękniejszy. W latach 70. zeszłego wieku wyszło „nasze” nowe tłumaczenie i choć na czele zespołu stał mój mistrz Andrzej Wantuła – nie pokochałem.

Oczywiście mam też Wujka, którego bardzo lubię, Biblię Tysiąclecia, przekład rosyjski i angielski, serbochorwacki dostanę lada chwila, trochę leksykonów, komentarzy czy monografii, teraz ukazuje się tego sporo o różnej wadze, od nieco, powiedziałbym, zwodniczych w rodzaju: „Chemia w Biblii” czy „Biblia a medycyna” do np. absolutnie frapujących „Instrumentów muzycznych w Biblii” Jeremy’ego Montague.

Czy przez uwspółcześnienie języka Biblia nie traci jednak na powadze?

Traci. Zyskuje na przystępności. Czy z kolei Biblia jest książką, w której wszystko powinno być jasne? Oczywiście nie. Z natury rzeczy jest to księga tajemnic. Wiara ani nie rozjaśnia tajemnicy, ani jej nie likwiduje – choć wielu uważa, że po śmierci: fik do nieba, ale i to fiknięcie może nie być jednym ruchem. Język archaiczny może brzmieć dla czytelnika niezrozumiale, ale czasami dzięki temu – tajemniczo czy wręcz magicznie.

I to nie jest złe, zwłaszcza w początkach edukacji. Kolejne pokolenia czterolatków słyszą to niesamowite pierwsze zdanie: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. Najlepsze pierwsze zdanie, jakie istnieje! Początek świata owszem, ale biblijna opowieść o początku, inicjał tej opowieści – arcydzieło. Jedna krótka, niepojęcie rytmiczna fraza i pięć konkretnych, choć wielką magią osnutych wiadomości. Trochę się bałem, że brzmienie pierwszych wersów Księgi Rodzaju zostanie przez tłumaczy naruszone, ale zdaje się mój lęk był niski – to są rzeczy nienaruszalne.

Pewnie tu i ówdzie w warstwie językowej można odnaleźć ryzykowne wpływy współczesnej publicystyki – u Syracha na przykład, którego lubię nie tylko dlatego, że moi współbracia nie uznają tej księgi. Mamy wedle Wujka: „Nie proś Pana o zwierzchność ani króla o miejsce zaszczytne” (VII, 4) – nowa wersja: „Nie proś Pana o władzę ani króla o wysokie stanowisko” wiele nie wnosi. Wujek jest wystarczająco jasny – uwspółcześnienie jest wyłącznie likwidacją dostojeństwa.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama