Walka bólu z muzyką

W pewnym sensie ból gonił muzykę. Złapawszy – deformował, przełamywał jej struktury. Tak właśnie weszła do historii muzyki sekwencja „Stabat Mater”. Tygodnik Powszechny, 5 kwietnia 2009


Jak wyrazić cierpienie Bożej Matki pod krzyżem Syna?

Ból ma słabość do muzyki. Jakieś nie do końca uświadomione pokrewieństwo – a może zwykła przekora lub tęsknota – każą mu wchodzić z nią w rozmaite, niekiedy dwuznaczne związki. Zawsze wychodzi z nich poszkodowany – choć nie lubi się do tego przyznawać.

W pewnym sensie ból gonił muzykę. Złapawszy – deformował, przełamywał jej struktury. Tak właśnie weszła do historii muzyki sekwencja „Stabat Mater”. Trzeba było czekać aż 13 wieków, by wyrazić jeden z najbardziej dojmujących i niewyrażalnych bólów – cierpienie Bożej Matki pod krzyżem Syna? Nie wystarczyły chorałowe lamentacje, responsoria Wielkiego Tygodnia, traktusy?

Nie wystarczył tekst biblijny, trzeba go było zastąpić wierszem? Prosty trójwiersz stał się przyczółkiem, który ból zdobywa w łonie muzyki kościelnej. Oderwana od chorału ekspresja zaczyna robić karierę. Jakby wreszcie uwolniły się nowe sposoby wyrażania treści niewyrażalnych. To, co dotąd pokornie i dyskretnie brzmiało w anonimowych melizmatach gregoriańskich, teraz dostaje się w ręce kompozytorów. Mogą malować dźwiękami scenę spod krzyża.

Sytuacja nieco analogiczna do historii malarstwa: wschodniej powściągliwości maryjnych ikon Zachód przeciwstawia mocne i sugestywne wyobrażenia piety. W muzyce jednak w większym stopniu konwencja kształtuje ekspresję, znajdujemy się dalej od dosłowności – wszystko musi być przekazane pośrednio.

Najlepiej widać to w baroku, ostatnim stylu artystycznym, który wypracował własny język do wyrażania treści religijnych. Konwencja doprowadzona do apogeum buduje universum, w którym wyraża się rzeczywistość teologiczna, które zachwyca i rzuca na kolana. Nie boi się przyjąć bólu i go wyrazić – wie bowiem, że liczy się świadomość harmonii i zasad, które gwarantują właściwą perspektywę, czyli pamięć o tym, co najważniejsze. Bo barok wyrastał z głębokiej wiary w Boga i ustanowiony przez Niego porządek.

Co więc z bólem? Co z odkrytą w jesieni średniowiecza ekspresją „Stabat Mater”? Temat ten jest miejscem szczególnego starcia bólu z barokiem...

Antonio Maria Bononcini

Bogactwo możliwości dodaje odwagi. Słowa o bólu Bożej Matki nakłaniają do zastosowania środków niemalże ekstremalnych: śmiałe kaskady i figuracje interwałowe, przeszywające, choć wirtuozowskie motywy smyczków godnie korespondują z brawurą partii solowych. Szeroki i żywy ruch opadających progresji, ciągle tworzące się i powracające melodie, jakby chciały oddać rozedrgane nieukojenie bólu.

Wszystko jednak hamuje konwencja, nie pozwala doprowadzić motywów, harmonii, linii wokalnej do absurdu. Zawsze w odpowiednim momencie jakby brała ból za kark i odstawiała na bok. Kompozytor czuwa, by nie powiedzieć zbyt wiele – i by zarazem nie przestać mówić. Ból mocno powytrząsał motywy i agogikę, ale są one na tyle mocno wplecione w universum, że pozostają sobą – rozpoznawalne, jednoznaczne, powtarzalne. Nie przestają też mieć ze sobą kontaktu, co w ostateczności deprymuje ból, który wraz z rozwojem utworu – poniekąd z niego wyparowuje. Zwycięża forma.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama