Pusty grób

Wśród egzegetów panuje zgoda, że między śmiercią Jezusa a powstaniem pierwszej gminy chrześcijańskiej wydarzyło się „coś”, co wyjaśnia zadziwiającą przemianę, która nastąpiła między jedną a drugą sytuacją. Owo „coś” zostało nazwane w Piśmie Świętym „zmartwychwstaniem”. Tygodnik Powszechny, 12 kwietnia 2009


Autorzy Nowego Testamentu mówiąc o zmartwychwstaniu wspominają o dwóch sprawach: o odkryciu pustego grobu i o ukazywaniu się Jezusa przez 40 dni. Mamy więc przed sobą wydarzenie chrystologiczne: to, co przydarzyło się Jezusowi – stał się On Panem żywych i umarłych (por. Dz 5, 31) oraz wydarzenie apostolskie: to, co przydarzyło się apostołom i uczniom – „Widzieliśmy Pana” (por. Łk 24, 34; Dz 2, 32; 1 Kor 15, 1. 4-5).

Bez zmartwychwstania nie można byłoby uznać Jezusa za Chrystusa i Syna Bożego, ale co oznacza, że Jezus ukazywał się po swojej śmierci uczniom? Pytanie o Jego obecność problematyzuje się, jeśli pod uwagę weźmiemy zdobycze współczesnej psychologii i psychiatrii. Również dzisiaj, tak jak i po śmierci Jezusa, i w całym okresie „pomiędzy”, ludzie twierdzą, że „widzieli Jezusa”, że im „się objawił”. Jeszcze częściej pojawia się stwierdzenie, że widzieli kogoś ostatnio zmarłego, najczęściej współmałżonka czy członka rodziny, nie tylko raz, ale i na przestrzeni czasu. W jakim więc sensie wyjątkowe były popaschalne widzenia Jezusa?

Zjawa czy osoba

Analiza relacji „świadków zmartwychwstania” pokazuje, że nie było to powszechne doświadczenie empiryczne, lecz osobliwe, szczególne, nadzwyczajne. W przeciwnym wypadku należałoby powiedzieć, że „wszyscy w Palestynie spotkali i rozpoznali Jezusa”, co nigdzie nie zostało powiedziane na kartach Pisma Świętego Poza tym wydarzenie to nie mieści się w obrębie zwyczajnych zjawisk. Nawet bowiem to, co mówią świadkowie, nie ma historycznego charakteru w tym sensie, że mógłby to ustalić ktokolwiek – w przypadku ukazywania się Jezusa po śmierci nie chodziło bowiem o zwykłą identyfikację osoby.

„Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei, na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili” (Mt 28, 16-17). Nie rozpoznali Go również uczniowie idący do Emaus. Natomiast autorytatywne stwierdzenie św. Piotra: „Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni” (Dz 5, 32) jasno pokazuje, że nawet świadectwo o zmartwychwstaniu nie opiera się na czysto empirycznych doświadczeniach.

Zdaniem Gregory’ego Rileya, amerykańskiego teologa i historyka zajmującego się Nowym Testamentem i wczesnym chrześcijaństwem, w fizycznej naturze ukazującego się uczniom Jezusa można odnaleźć zarówno semickie, jak i grecko-rzymskie rozumienie duszy ludzkiej i jej natury. Wątpliwości uczniów nie dotyczyły więc możliwości ukazania się im Jezusa – jako jakiejś duchowej manifestacji Jego osoby – tylko jego cielesności. Żydzi wierzyli wprawdzie w realną obecność dusz zmarłych, ale dusze/duchy zmarłych nie były dostępne w fizycznym kontakcie.

Od widzeń osób ostatnio zmarłych opisane w Nowym Testamencie ukazywania się Jezusa od strony fenomenologicznej różnią się w dwóch istotnych punktach. Po pierwsze, widzenia Jezusa nie miały jedynie charakteru indywidualnego, dotyczyły również grup ludzi; natomiast widzenia zmarłych mają zawsze charakter indywidualny – doświadcza ich współmałżonek zmarłej osoby. Po drugie, widzący zmarłych nie twierdzą, że mają z nimi fizyczny kontakt, jak to miało miejsce w przypadku uczniów Jezusa.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama