Katolik na Korei

Na styku polskości i katolicyzmu mrowi się potężna szara strefa, legion nijakich wiernych, do świątyń popychany siłą bezwładu i tradycji, traktujących uczestnictwo w niedzielnej Mszy jak patriotyczny obowiązek. Tygodnik Powszechny, 3 maja 2009


Pomieszanie tożsamości dotyka nas coraz mocniej, ale inaczej być nie mogło: ceną, jaką płacimy za otwarcie na świat i skok cywilizacyjny, jest triumf osobowości przypominającej worek, do którego trafiają wrzucane na chybił trafił strzępy poglądów, zwyczajów, tradycji i przekonań religijnych. Zwycięski pochód gatunków zmąconych widać nie tylko w sztuce – dotyka on również naszej konstrukcji duchowej, nieustannie bombardowanej najróżniejszymi propozycjami.

Za dużo wszędzie wszystkiego. Więc na początek weźmy coś z Buddy, ale nie za dużo – tak, żeby nie bolało. Satanizm, jak słychać, jest w gruncie rzeczy głęboko humanistyczny. Każdy ma rację, jak w słynnym dowcipie o rabinie rozstrzygającym spór między Żydami.

Islam jest cool, choć wygląda trochę groźnie, ale duchowość żydowska to również wielka sprawa. Zróbmy performens – na terenie dawnego getta żydowskiego będziemy bić pokłony w stronę Mekki. Szamanizm, prawosławie, tolerancja, kult Gai, Kriszna, Luter, Jan Paweł II. Dogmatyzm jest podejrzany, choć jego brak również. To, że wyznajesz jakieś poglądy, nie oznacza, że musisz wcielać je w życie. W ten sposób powstaje nowoczesna osobowość poszukująca.

W polskim pejzażu to rozmycie ma szczególny posmak, punktem odniesienia musi być bowiem katolicyzm. Jakkolwiek niewygodnie by to brzmiało, statystyki i deklaracje w ankietach nie powinny mylić: proste i trwałe równanie „Polak=katolik” kruszeje na naszych oczach. Kiedyś nim straszono, dziś coraz bardziej dolega pytanie, czy katolicyzm jest nadal jednym z fundamentów tożsamości, czy też pozostał po nim sztafaż, przydatny głównie w czasie świąt, Mszy polowych i rocznicowych obchodów.

***

Współczesna kondycja Polaka-katolika jest dlatego tak trudna do opisania, że wystawiona została na nowe bodźce. 20 lat po przełomie 1989 r. styk religijności i zadań obywatelskich nadal najeżony jest pułapkami. Znamienny jest przykład szkoły spowiedników, prowadzonej przez krakowskich kapucynów.

W książce „Grzechy w kratkę. O spowiedzi” jeden z jej twórców, o. Piotr Jordan Śliwiński, tłumaczy specyfikę współczesnego sakramentu pokuty: „Dylematy moralne są tu często bardzo duże – np. zapłacić podatki czy zwolnić kogoś z pracy, bo koszt pracownika jest tak wysoki, że płacenie pełnych podatków powodowałoby konieczność redukcji zatrudnienia. Bardzo często nie można jednoznacznie rozeznać, które rozwiązanie jest słuszne.

Trzeba raczej pomóc rozeznać i spróbować pokazać pewien kontekst. Oczywiście, z drugiej strony trzeba pytać o motyw: »Dlaczego nie chcesz płacić podatków? Czy dlatego, żeby więcej zarobić, czy dlatego, żeby móc ludzi zatrudnionych utrzymać«?”.

I dalej: czy katolik może głosować na partię opowiadającą się za legalizacją aborcji? Czy może pomagać narkomanom w programach metadonowych, skoro Watykan określił taką działalność jako grzech przeciwko życiu? Czy powinien urządzać niedzielne zakupy w hipermarkecie, spowiadać się z nielegalnego ściągania plików z internetu, czyli złodziejskiej działalności? Czym różni się używanie prezerwatywy od kalendarzyka, skoro kalendarzyk również służy omijaniu boskich planów? Pytania można mnożyć, mimo że wywołują oskarżenia o tanią kazuistykę.

Z takich zdarzeń składa się codzienne doświadczenie Polaka-katolika. Jeśli chce wypełniać powinności wobec Boga uczciwie, musi zdecydować się na katolicyzm totalny, obejmujący wszystkie sfery życia, rodzinę, działalność polityczną i społeczną. Jeśli nie – pozostanie osobowością rozmytą.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama