Przypowieść o zakochanym księdzu

Spór o publikację „Beskidzkich rekolekcji” wiele mówi o tym, jak postrzegamy kapłanów: czy mogą tęsknić za relacją pełną intymności i czy mogą się temu pragnieniu oprzeć. Tygodnik Powszechny, 5 lipca 2009


Czyż nie jestem z Wami? Czyż nie jestem Twój – Twój, gdy pracuję, i Twój, gdy spoczywam, Twój, gdy przebywam z Tobą, i Twój, gdy odchodzę?”. Tak pisywał Jordan z Saksonii do Diany Andal?. On był generałem zakonu dominikanów, ona – mniszką. Dzisiaj oboje są błogosławionymi. W ich przypadku „wyjątkowa zażyłość” (słowa padające w kontekście Wandy Półtawskiej i Karola Wojtyły) mogła być prawdziwą przyjaźnią, ponieważ oboje – choć sobie bliscy – nie byli na sobie skupieni. „To, czego brakuje Ci z powodu naszej rozłąki, staraj się odszukać i pozyskać u najlepszego Twojego Przyjaciela, Jezusa Chrystusa, którego obecnością częściej się możesz cieszyć w duchu i prawdzie. On przemówi do Ciebie piękniej i mądrzej niż Jordan”...

Tę samą logikę bliskości można odnaleźć właśnie w listach Karola Wojtyły i doktor Półtawskiej.

Logika bliskości

Nie chcę się spierać o to, czy właściwe było ich publikowanie. Wśród uczestników dyskusji wokół „Beskidzkich rekolekcji” nie ma zgody, czy chodzi o to, żeby świętego (choć jeszcze nie kanonizowanego) papieża poznać głębiej jako człowieka, czy z człowieka zrobić jak najszybciej świętego bez „ludzkich słabości”, czy też w jego aureoli oświecać siebie? Opublikowane listy warto jednak czytać w kontekście Roku Kapłańskiego, bowiem reakcja na publikację tej książki mówi dużo o tym, jak postrzegamy kapłana jako człowieka, który podobnie jak inni tęskni za relacją pełną intymności, choć może się temu pragnieniu oprzeć albo go nie rozumieć.

Pewien katolicki ksiądz, proboszcz zamożnej parafii, utalentowany, przystojny, poważny mężczyzna, powiedział kiedyś swemu terapeucie: „Wiesz, w mojej parafii jest 45 rodzin, do których mogę iść na obiad w każdą niedzielę. Z radością mnie powitają, będą traktować jak członka rodziny, a ja miło spędzę z nimi czas. Jednak żadna z nich nie będzie tęsknić, jeśli do niej nie przyjdę”. Choć ten kapłan był poważnym człowiekiem i miał wielu przyjaciół, nie miał nikogo naprawdę bliskiego. Jego celibat ułatwiał mu społeczne przyjaźnie, ale – przynajmniej z jego perspektywy – nie pozwalał na nawiązanie przyjaźni prawdziwie intymnej.

Widząc to, najłatwiej zakwestionować celibat, ale – jak trafnie ujął to ów terapeuta – „intymność ma niewiele wspólnego z płcią poza tym, że może ją podkreślać” (co oczywiście nie podważa tego, że istnieje taki rodzaj intymności, który relacje seksualne wyraża i rozwija). Większość ludzi szuka bliskości i intymności w przyjaźni; ale nie każda przyjaźń ma w sobie intymność; i można śmiało powiedzieć, że przyjaźnie bez intymności są znacznie częstsze.

Ta reguła sprawdza się także w życiu wielu księży. Dla normalnego funkcjonowania kapłana istotne jest jednak, aby miał bliskie przyjaźnie z innymi – przyjaźnie, które wykraczają poza „pasterską” troskę o bliskich jako parafian/wiernych.

Patologie przyjaźni

W formacji seminaryjnej i zakonnej nie straszy się już dziś „partykularnymi przyjaźniami”, co nie znaczy, że nie mogą one mieć problematycznego charakteru. Dzieje się tak wtedy, gdy opierają się one na zaborczości (relacja między osobami zbudowana jest na emocjonalnej manipulacji i zawłaszczeniu, liczą się bowiem tylko nasze potrzeby), krytykanctwie (osoby połączył chroniczny brak zadowolenia i potrzeba narzekania na innych), zahamowaniach (przez przyjaźń rozumie się zależność, idealizację i kontrolę, które często prowadzą do destrukcyjnych zachowań w stosunku do siebie, bowiem liczą się tylko moje potrzeby).

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...