Nie milczeć, tylko mądrze mówić

Człowiek zawsze będzie potrzebował symboli, które wyrażają jego przekonania religijne, zawsze będzie oczekiwał poszanowania swych przekonań i zawsze będzie się czuł dotknięty, gdy ktoś publicznie naruszy cześć „jego” Boga. Tygodnik Powszechny, 16 sierpnia 2009


Tygodnik Powszechny: Czy ktoś kiedykolwiek obraził uczucia religijne Księdza Profesora?

Ks. Andrzej Szostek: Osobiście chyba nie. Raczej spotkałem się z różnicą odczuć związanych z religią. Kiedyś na seminarium etyki zapytałem studentów, czy razi ich, gdy na posadzce kościoła umieszczone są krzyże i wizerunek Matki Bożej, a oni po nich chodzą.

I co odpowiedzieli?

Okazało się, że to dla nich żaden problem.

A jak Ksiądz Profesor definiuje uczucia religijne? Niektórzy – w tym psychologowie – twierdzą, że nie ma takiej kategorii.

Uczucia religijne należą do pojęć nieuchronnie niedookreślonych, odnoszą się bowiem do sfery osobistych przeżyć, niepoddającej się ścisłym definicjom. Można, oczywiście, tak klasyfikować uczucia (na przykład na podstawie mechanizmu ich powstawania, stosunku do innych sfer natury ludzkiej itp.), że nie będzie potrzeby wyróżniania uczuć religijnych. Ale rezygnacja z nich nie rozwiązuje problemów społecznych z nimi związanych.

Liczenie się z uczuciami religijnymi – podobnie jak z patriotycznymi i obyczajowymi – to w istocie sprawa kultury społeczeństwa, rozumianej jako respekt dla tego, co ważne i drogie dla poszczególnych obywateli. Te uczucia są różnej rangi, religijne zazwyczaj pretendują do nadrzędności wobec innych. Dla człowieka wierzącego Bóg jest ważniejszy od ojczyzny, ta zaś ważniejsza od odczuć obyczajowych, choć i tu o ścisłą hierarchię trudno.

Odczuwamy po prostu bolesny dyskomfort, gdy zmusza się nas do bycia świadkami obrazów lub zachowań rażąco naruszających to, co dla nas drogie. Ale ta notoryczna i nieuchronna niedookreśloność uczuć religijnych może też być pożywką dla demagogii i nadużyć. Kogoś może razić to, że noszę medalik albo koloratkę – czy powinienem zmienić mój wygląd? Absurd! Kultura więc, o której wspomniałem, dotyczy nie tylko władz publicznych dbających o to, by wszyscy obywatele dobrze się w swoim państwie czuli, ale także poszczególnych ludzi, by chcieli liczyć się z uczuciami religijnymi innych.

Wszystko sprowadza się zatem do koncepcji człowieka...

...oraz koncepcji społeczeństwa i jego standardu kulturowego.

Ksiądz na pierwszym miejscu stawia Boga, który jest ponad ojczyzną, a ta ponad obyczajami. Tymczasem coraz częściej w dyskusji społecznej na miejscu pierwszym stawia się obyczaje.

Chyba standardy obyczajowe częściej bywają naruszane, stąd częściej o nich mowa. Hierarchia, o której mówiłem, wynika z hierarchii przekonań, którym w tych uczuciach dajemy wyraz. Dlatego obraza uczuć religijnych jest, jak sądzę, głębiej przeżywana, nawet jeśli rzadziej o niej mowa w dyskursie społecznym.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama