Mózg bez kręgosłupa

Kształtowaniu inteligencji służą tylko te modele edukacyjne, które stawiają na kreatywność. Nasz system ją zabija – alarmują prezes PAN i rektor Collegium Civitas. Tygodnik Powszechny, 4 października 2009


Elżbieta Isakiewicz: Szczycimy się, że w wolnej Polsce gwałtownie przybyło obywateli z wyższym wykształceniem. Ale czy przybyło nam inteligentów?

Prof. Edmund Wnuk-Lipiński:
Na fenomen masowego wzrostu kształcenia na poziomie wyższym można spojrzeć pozytywnie – inteligentami stali się ci, którzy wcześniej nie mieliby na to szans. Ale ten fenomen ma swoją cenę. Jeśli zdefiniujemy inteligencję w kategoriach dawnego etosu, to trzeba stwierdzić wprost: inteligentów przybyło nam znacznie mniej niż osób z wyższym wykształceniem.

Prof. Michał Kleiber: Średni poziom wiedzy i przygotowanie do życia w społeczeństwie obywatelskim u absolwentów wyższych uczelni oceniam krytycznie. Na szczęście w każdej populacji są ludzie w naturalny sposób obdarzeni inteligencją w sensie, o którym mówimy. W Polsce też. Ich rozwoju nie zahamuje nawet nie najlepsza uczelnia.

Co mają na sumieniu nasze szkoły wyższe w sprawie jakości kształcenia?

Kleiber:
Na licznych uczelniach jest ona po prostu na słabym poziomie. Brakuje prawdziwie uniwersyteckiej atmosfery. Na wielu nie dba się o to, by absolwent zyskał szeroki horyzont choćby poprzez elementy studiów interdyscyplinarnych. Pracowałem kiedyś na wydziale nauk ścisłych jednego z najlepszych amerykańskich uniwersytetów. Pewnego dnia podszedł do mnie student ostatniego roku. „Miło mi – powiada – że mam już drugiego wykładowcę z Polski”. „A kto jest pierwszym?” – pytam. „Czesław Miłosz”. Bo tam to standard, że w profil ścisłych studiów magisterskich włącza się zajęcia z humanistyki. Mój student akurat wybrał sobie literaturę rosyjską, którą wykładał nasz Noblista.

W Polsce istnieje kolosalny rozdźwięk kultur: tradycyjnej humanistyki i świata nauk ścisłych. Michał Anioł i Leonardo da Vinci byli artystami, a zarazem uczonymi, inżynierami. Szlachcic w XV-wiecznej Florencji wiedział, że lekturze Dantego powinno towarzyszyć zainteresowanie nauką. Tymczasem dzisś jak człowiek nie przeczytał książki średniego lotu pisarza, jest traktowany w towarzystwie niczym upośledzony. Ale gdy przyzna, że nie wie, czym zajmuje się biologia molekularna, to spotka się z wyrozumiałością: „Porządny gość, nie ma głowy do bzdur”.

A może winę za ułomność współczesnego inteligenta ponosi model edukacji, który z początkiem wolnej Polski ze zorientowanego na wartości został zastąpiony takim, który jest zorientowany na pragmatyzm?

Wnuk-Lipiński:
Rzeczywiście, studenci chętniej wybierają te ścieżki edukacyjne, które mają w nazwie jakąś zawodową specjalizację. Studia ogólne na poziomie licencjackim i magisterskim nie cieszą się takim wzięciem. Ten dystans wobec interdyscyplinarności, która cechuje elity z prawdziwego zdarzenia, niekiedy widać gołym okiem. Niedawno zorganizowaliśmy w Collegium Civitas (razem z Towarzystwem Krzewienia i Popierania Nauk) niezwykle ciekawy cykl wykładów na temat granic poznania naukowego.

Zaprosiliśmy przedstawicieli różnych dyscyplin, od hard science – fizyki, chemii, poprzez nauki medyczne, przyrodnicze po społeczne. Martwiliśmy się, że nie wystarczy stuosobowa sala. Ale po kilku spotkaniach musieliśmy przenieść się do mniejszej, żeby nie świeciła pustkami. To świadczy o tendencji przemiany inteligencji w professionals – wysoko, lecz wąsko wykwalifikowanych specjalistów, czyli o odchodzeniu od modelu XIX-wiecznego dyletanctwa, który kreował inteligenta, co to znał się dobrze na jednej rzeczy, ale i na wielu całkiem nieźle. Nie jest to jednak trend tylko polski.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama