Król wolności

Ile razy ludzie chcieli Go zabić, Jezus „przechodził między nimi i oddalał się”. Ale nadchodzi moment, kiedy nie chce dalej uciekać, wychodzi do oprawców i pyta: „Kogo szukacie?”. To jest szczytowy moment Jego królowania. Tygodnik Powszechny, 22 listopada 2009


Joanna Bątkiewicz-Brożek: Chrystus na ziemi posiadał atrybuty władzy – np. ustanawiał prawa – ale tylko jeden raz nazwał się królem. W rozmowie z Piłatem, w chwili, która po ludzku rzecz ujmując była beznadziejną ku temu okazją, powiedział: „Jestem królem żydowskim”.

Ks. Grzegorz Ryś:
Ale o królestwie, z którego pochodzi i które z Nim przychodzi, mówi już wcześniej. Nawiązuje przy tym do Starego Testamentu, w którym jest mowa o Królestwie Bożym – np. w scenie, w której Izraelici proszą Samuela: „daj nam króla!”, a Samuel odmawia, gdyż królem narodu wybranego jest i ma być Bóg.

W czasach Jezusa nadzieje Żydów na królowanie Boga nabrały rysów wyraźnie politycznych: wyobrażali je sobie jako wyzwolenie spod okupacji rzymskiej. Ale Jezus swojej misji nigdy nie ujmował w kategoriach politycznych. Pytany o płacenie Rzymowi podatków, Jezus odpowiada: dajcie Bogu, co boskie, cesarzowi, co cesarskie. Namawiany wielokrotnie do zajęcia czytelniejszego politycznego stanowiska, zawsze odmawiał. Ale kiedy stał przed Piłatem, nie było już wątpliwości co do charakteru Jego Królestwa. Powiedział: „Jestem królem. Mam dać świadectwo prawdzie”. Piłat nie zrozumiał. Bo co to jest Prawda?

Na czym polega królewskość Chrystusa?

Najpiękniej pisze o tym św. Jan, zwłaszcza w opisie męki. Chrystus wychodzi w koronie cierniowej, a Piłat mówi: „oto król wasz!”. W polskim tłumaczeniu czytamy, że Piłat zasiadł na trybunale. Tymczasem Jan używa tu takiego wyrażenia greckiego, że można tekst interpretować dwojako: albo że Piłat zasiadł na trybunale, albo że kazał Jezusowi zasiąść na trybunale... Do końca nie wiemy, kto właściwie siedzi na tronie... Być może to Piłatowa drwina: „oto jakiego macie króla!”; faktem jest jednak, że Chrystus zostaje odrzucony jako król („poza cezarem nie mamy króla”). Tak więc Jan podkreśla, że męka i śmierć Chrystusa to moment Jego królowania, które jednak nie jest łatwe do przyjęcia!

Tylko co Jan chce przez to powiedzieć?

Próbuje pokazać, na czym polega królewska godność Chrystusa. Otóż na tym, że ma On absolutną władzę nad samym sobą.

Kard. Wojtyła pisał o tym w swoim studium o Soborze Watykańskim II: królewska godność Chrystusa polega na królewskiej wolności, doświadczeniu władzy nad sobą. Kościół uczy, że otrzymujemy udział w tej godności Chrystusa poprzez chrzest. Od chrztu każdy jest kapłanem, prorokiem i królem. Łatwo jest wytłumaczyć, kim jest kapłan czy prorok – ale na czym polega doświadczanie na co dzień królewskiej godności? Papież podkreśla, że dzieje się to na obszarze naszej wolności. Chrystus umarł, aby człowiek był wolny.

Pius XI ustanawiając uroczystość Chrystusa Króla encykliką „Quas Primas” (1925 r.) chciał m.in., żeby stanowił antidotum na społeczny nieład.

Każde święto rodzi się w określonym kontekście, ale kiedy ten się zmienia, niekoniecznie trzeba odsyłać je do lamusa. Nowe konteksty otwierają nas na inne pokłady rozumienia tej samej tajemnicy. W okresie międzywojennym Kościół czuł się atakowany, wypierany z przestrzeni publicznej, z nowoczesnego świata, z którym nie umiał prowadzić dialogu.

Idea Chrystusa Króla miała wtedy nieco inny sens niż dzisiaj: wielu widziało w niej program uporządkowania rzeczywistości doczesnej. Dzisiaj podkreślamy, że Chrystus jest Królem, bo jest sługą. Niemniej, idea Królestwa Niebieskiego nie ma być odłożona na wieczność. Dotyczy nas tu i teraz. Bóg ma być Królem tutaj. Chce być moim Królem. Mogę uznać Jego władzę nad sobą. Chce też porządkować relacje między ludźmi i narodami. Czyni to jednak jako „Ten, kto służy”.

Czy myśląc o Chrystusie jako Królu nie przyznajemy mu świeckich atrybutów władzy?

Wszystkie pojęcia, jakimi się posługujemy, są wadliwe i ograniczone. Mówimy: „Bóg Ojciec”, nie rozumiejąc, na czym polega Jego ojcostwo. Podobnie gdy mówimy „król”. Nie mamy jednak innych pojęć. Bóg, skoro chce się nam objawić, musi się do nich zniżyć – zredukować, wyniszczyć (doświadczyć kenozy – jak pisze św. Paweł). Ostatecznie staje się więc Człowiekiem, czyniąc nasze słowa, świat wartości, postawy życiowe – „językiem” wyrażającym prawdę o tym, co boskie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama