Cur Deus Puer?

Cur Deus homo, dlaczego Bóg człowiekiem? – pytał u progu XII-wiecznego renesansu św. Anzelm z Canterbury. Pytał – zafascynowany na równi Bogiem, jak i człowieczeństwem; w imię rozkwitającego na nowo (i z nowych – chrześcijańskich – korzeni) humanizmu. Tygodnik Powszechny, 20-27 grudnia 2009


W Boże Narodzenie pytanie to przyjmuje formę: „Dlaczego Bóg chciał być dzieckiem?”. Czy tylko dlatego, że po prostu nie można urodzić się dorosłym?

I że bez Jezusowego dzieciństwa opowiadania o Wcieleniu Boga byłyby jedynie mitologią, a nie historią? Czy to jedynie „konieczność” – prosta konsekwencja decyzji o „wcieleniu w ogóle”? Czy dzieciństwo Boga Wcielonego, wzięte samo w sobie, nie ma istotnego znaczenia? Jako czas, który musi upłynąć, zanim Chrystus – już jako Człowiek dojrzały – wejdzie w dzieje ludzkości, by je przepołowić?

Dlaczego więc bez wahania mówimy w Kościele o „Ewangelii Dzieciństwa [Jezusowego]”? A więc o „Dobrej Nowinie” wpisanej w Jego najmłodsze lata?

A On sam? Czy wtedy, kiedy już jako dorosły poucza: „Zaprawdę, powiadam wam: jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego” (Mt 18, 3) – nie sięga także do swojego doświadczenia? Do własnego dzieciństwa, do postaw, wartości, zachowań, wrażliwości – które w dzieciństwie były dlań oczywiste, które zeń wyniósł, a bałby się je utracić wraz z wejściem w świat ludzi „dorosłych”? Gdyż w nim wcale już nie są tak oczywiste; przeciwnie, powrót do nich wymaga od człowieka odmiany.

Ewangelia dzieciństwa została przez św. Łukasza streszczona w zdaniu: „Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim” (Łk 2, 40). W polskim przekładzie zdanie to zatraca nieco swój sens – greckie słowa występujące w oryginale w formie biernej oddano po polsku w formie czynnej. Dosłownie trzeba by przetłumaczyć: „rosło i było umacniane” (a nie: „nabierało mocy”), „napełniane (a nie: „napełniając się”) mądrością, i łaska Boża była nad Nim”.

W używanym „oficjalnym” przekładzie lepiej się czyta (może nawet lepiej brzmi), ale za to traci się istotny przekaz na temat dzieciństwa: dzieciństwo jest czasem przyjmowania darów. Dziecko otrzymuje. Za darmo. Dlatego, że jest. Nie zarabia, nie wypracowuje, nie kupuje, nie bierze kredytu, aby kupić. Dziecko przyjmuje rzeczywistość jako dar. Dlatego właśnie Chrystus stawia uczniom Królestwa dziecko za wzór. Bowiem Królestwo Boże można przyjąć jedynie jako dar: nie można go kupić ani nań zapracować. Jest ŁASKĄ nad nami! Ten, kto ją odkrył i przyjął, próbuje następnie na nią odpowiadać. Czyni to w sposób wolny i bezinteresowny – tak jak wolny i bezinteresowny jest dar od Boga. Wiara staje się w ten sposób prawdziwą relacją miłości; wyzbywa się natomiast charakteru handlowego czy kupieckiego. Bóg nas nie kupuje – tak jak rodzice nie kupują prezentami swoich dzieci. My nie kupujemy tego, co Boże, i co... nie ma ceny!

Jezus – pisze Łukasz w drugim summarium „Ewangelii dzieciństwa” kilkanaście wersetów dalej (zob. Łk 2, 52) „czynił postępy... w ŁASCE u Boga i u ludzi”. A więc to, co otrzymywał – za DARMO (jako „łaskę”) – od Boga i od ludzi (Maryi, Józefa, ziomków itd.), czyniło Go coraz dojrzalszym.

Umiał przyjmować! Mo żliwie najpełniej! Nie przegapić daru, nie zlekceważyć. Być zainteresowanym. Ciekawym wiary, mądrości, pobożności, umiejętności innych – starszych.

Być pouczalnym. Pokornym. Posłusznym (poddanym – por. Łk 2, 51). Wdzięcznym.

Właśnie jako Dziecko jest dla nas wzorem. Niezależnie od naszego wieku.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...