Chcemy być sobą

Ostatnie dziesięciolecia pokazały, że potrafimy być bardzo pragmatyczni. Wcale nie jesteśmy romantykami. Bardziej od romantyzmu cechuje nas indywidualizm, chociaż zabarwiony skłonnościami do cwaniactwa i nieobliczalności. Tygodnik Powszechny, 7 lutego 2010


Andrzej Brzeziecki: Czy Polacy są „bezwiednymi konserwatystami”, jak napisał Paweł Śpiewak?

Henryk Domański:
Raczej nie znajduje to odzwierciedlenia w faktach, jeżeli uznamy za takie wyniki badań. Na przykład, dane Europejskiego Sondażu Społecznego pokazują, że choć przeważają u nas poglądy prawicowe, co jakoś wiąże się z konserwatyzmem politycznym, to nie jest to przewaga zdecydowana. Respondentów z ponad 30 krajów proszono, by w skali od 0 (lewica) do 10 (prawica) umiejscowili własne poglądy. Średnia polska to 5,8 – co zresztą nie odbiega od średniej dla większości krajów w Europie, która też lokuje się trochę powyżej 5.

Czym więc wytłumaczyć fenomen, że rządzą nami od kilku lat dwie partie: prawicowa z elementami skrajnej prawicy i centroprawicowa z elementami mocno konserwatywnymi?

Na polskiej scenie politycznej dokonała się dekompozycja różnych wymiarów prawicowości i lewicowości. Platforma Obywatelska, w której dostrzega pan głównie konserwatyzm, jest „prawicowa” i „lewicowa” zarazem – popiera ją część inteligencji wyznającej wartości kojarzone z lewicą, takie jak szeroko rozumiana wolność jednostki, swobody obywatelskie, popieranie praw różnych mniejszości. Także w PiS jest sporo elementów klasycznej lewicy, głównie w dziedzinie aktywnej polityki socjalnej państwa.

Tak więc konserwatyzm PO i PiS jest trochę fasadowy i za politycznym poparciem dla obu tych partii nie stoi jednorodność przekonań elektoratu – tym bardziej że jednak PO i PiS są ze sobą w ciężkim sporze.

Czy dominacja partii prawicowych kiedyś się skończy?

Najnowsza historia dowodzi, że preferencje wyborcze w krajach demokratycznych podlegają cyklicznej zmienności, tzn. po okresie dominacji jednej opcji, np. prawicowej, ludzie są skłonni głosować na lewicę. Po drugie, istotą demokracji jest rywalizacja między lewicą a prawicą. Jeżeli tego nie ma, demokracja się degeneruje. W przypadku Polski brak alternatywy dla partii prawicowych od 2005 r. spowodował, że politycy zajmują się kwestiami drugorzędnymi i sobą, zamiast podejmować realne problemy. Oczywiście polityczne znaczenie podziału na lewicę i prawicę podlega ewolucji – znaczy obecnie co innego niż zaraz po II wojnie światowej. A z drugiej strony strategie pozyskiwania wyborców przez partie polityczne sprzyjają rozmywaniu się ich wyrazistości.

W Polsce dodatkową komplikacją jest to, że jak na razie nie ma u nas wiarygodnej lewicy. Natomiast w społeczeństwie istnieje zapotrzebowanie na autentyczne hasła lewicowe. PO zaspokaja je – w pewnej części – jeśli chodzi o kwestie moralno-obyczajowe, a PiS – odwołując się do idei solidaryzmu i walki z nierównościami. Jednak w dalszym ciągu brakuje partii socjaldemokratycznej, która by wiarygodnie połączyła obie te wartości i odwoływała się do uniwersalnych wartości lewicy. Niby PO bardziej niż PiS wspiera aborcję, zapłodnienie in vitro czy prawa lesbijek i gejów, ale są to działania koniunkturalne i gdy tylko niektórzy reprezentanci tej formacji występują z pomysłami na rzecz liberalizacji, to drudzy je kontrują. Z kolei solidaryzm PiS ma więcej wspólnego z nauczaniem Kościoła niż z egalitaryzacją w duchu socjalizmu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama