Módl się, pracuj i nie martw się

Jeśli człowiek jest jednością, to wszystko, co dotyczy ciała, przynosi skutki na poziomie duchowym. Łaciński termin „sanatio” oznacza i zdrowie, i zbawienie. Posłuchajmy powiedzeń takich jak: „powiedział, co mu leżało na wątrobie” albo „wylał z siebie żółć”... Tygodnik Powszechny, 21 lutego 2010


Maciej Müller, Tomasz Ponikło: Dlaczego synonimem ascezy jest słowo „umartwienie”? Czy ona zawsze łączy się ze smutkiem?

O. Jan Bereza OSB:
To wynika z podejścia do ascezy jako praktyki pełnej cierpienia, bólu i samoudręczenia. A to odejście od jej istoty, którą nazwalibyśmy dziś treningiem duchowym: greckie ascein oznacza „ćwiczyć się”. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa bardziej akcentowano radość zmartwychwstania Chrystusa, w średniowieczu zaś aspekt pasyjny.

Podobną zmianę widać w stosunku do śmierci. Początkowo biel oznaczała, że zmarły odchodzi do Chrystusa i trzeba się z tego cieszyć. Potem nastała czerń – barwa smutku i żalu. Po Soborze przyszedł fiolet, kolor pokuty. Chrystus mówi, aby nie mieć posępnej miny podczas postu, ale i Stary Testament podkreśla, żeby do takich praktyk podchodzić z pogodą ducha.

Czyli Kościół zasadniczo zmienił podejście do ascezy?

Popatrzmy na Wielki Post: dawne przepisy dotyczące spożywania pokarmów dziś znacznie złagodzono. Kiedyś przed Komunią św. należało cały dzień pościć, teraz post eucharystyczny zmienił się w symboliczną godzinę.

Podobnie św. Benedykt dokonał pewnego przewartościowania, zastępując ostrą ascezę znaną wśród Ojców Pustyni – pracą. Do benedyktynów przylgnęło hasło „Ora et labora” – módl się i pracuj. W „Dialogach” św. Grzegorza czytamy, że Benedykt, dając pewnemu robotnikowi narzędzie pracy, rzekł: „Pracuj i nie martw się”. Jan Paweł II stwierdził kiedyś, że benedyktyńskie zawołanie powinno brzmieć: „Módl się, pracuj i nie martw się”. Dotykamy tu harmonii między pracą a modlitwą. Jeśli istnieje w nas ta harmonia, to jej owocem jest pogoda ducha.

W życiu świeckiego na modlitwę brak czasu, a praca dla wielu stała się wręcz przekleństwem.

Zagonienie tym bardziej powinno skłaniać do budowania wewnętrznej harmonii. Praca, dziś wykonywana w stresie i lęku, rozbija nas wewnętrznie, co skutkuje także w jej efektach i kontaktach z ludźmi – nie mamy czasu ani na modlitwę, ani na życie rodzinne czy towarzyskie. Oczywiście, jeśli np. poświęcimy się całkowicie modlitwie, nie dbając o podstawowe potrzeby swoje i rodziny, to również zniszczymy tę równowagę i modlitwa może stać się bezowocna.

Kiedyś o. Laurence’a Freemana, propagatora chrześcijańskiej medytacji, zarząd kanadyjskiej firmy Alcon produkującej aluminium poprosił, by uczył pracowników medytacji. Zajęcia wprowadzono w przerwie w czasie pracy. Nie wiem, czy zarząd kierował się dobrem pracowników, czy dobrem firmy – licząc, że wewnętrzna harmonia wpłynie pozytywnie na rezultaty prac – ale projekt wprowadzono.

Asceza nie jest łatwa. Boję się, że ludzie ją krytykują, żeby w pewnym sensie się usprawiedliwić z niepodejmowania jej.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama