Nikt nie płacze nad Panem

Nie ma u św. Marka ani jednego zdania o tym, że Kościół uwierzył w zmartwychwstanie! Może zatem warto więcej mówić o śmierci Boga. Albo chociaż pozwolić mówić innym.


Dawno nie czytałem tekstu równie interesującego jak wypowiedź Jana Hartmana („Zła nowina”, „TP” z 31 stycznia 2010 r.). Jest to tekst ze wszech miar prorocki: z jednej strony bardzo osobisty, a z drugiej – trudno nie zauważyć, że autor mówi w imieniu nas wszystkich, a także w imieniu Boga.

Arcybiskup Józef Życiński również dostrzegł prorockość tej wypowiedzi, z tym że najwidoczniej w jego rozeznaniu mamy do czynienia z prorokiem fałszywym, który swoim słowem uogólnia i upraszcza prawdę, zatem nie tyle ją wypowiada, co fałszuje. Proroka fałszywego od prawdziwego można odróżnić jednak tylko wtedy, gdy sprawdzi się lub nie, to, co zapowiada. Ponieważ dopiero za jakiś czas można będzie oglądać – lub nie oglądać – realizację rzeczonych proroctw, rozeznanie prawdziwości wieszcza trzeba odłożyć na później. Abp Życiński podzielił się jednak z nami swoim przekonaniem – ugruntowanym zarówno intelektualnie, jak i empirycznie (świadectwo Anny Kowalskiej jest doprawdy budujące) – na to, że proroctwo się nie spełni. Może nawet pocieszył swymi słowami Hartmana, który, jako że przyszło mu wieścić zagładę, z pewnością pierwszy odczułby ulgę, gdyby okazało się, że jest prorokiem fałszywym. Wypowiedź abp. Życińskiego uspokoiła również moją wierzącą w Boga duszę, ale mimo wszystko nie do końca, bo przecież co do prawdziwości lub fałszywości proroctwa nie można się przekonać w czasie jego wygłoszenia. Trzeba – jako się rzekło – poczekać. Czekając zaś, trzeba nauczyć się żyć z takim proroctwem w uszach i w sercu. Jak wierzyć, skoro mówią, że Bóg umarł i że wraz z Nim umiera religia i człowiek?

***

Jest chyba oczywiste, że w sercu rodzi się pokusa, by nie słuchać mówiących takie rzeczy, nie przejmować się prorokami śmierci Boga. To są przecież ludzie niewierzący, więc co im do naszej wiary? Ale gdybyśmy zatkali uszy, to jak moglibyśmy spojrzeć w oczy męczennikom, których czcimy i których świadectwu zawdzięczamy wiarę? Oni przecież nie odcięli się od świata, nie zamknęli oczu, nie zatkali uszu, nie uciekali, ale pozostali braćmi świata, który się ich wyparł, i dlatego umarli. Nawet jeśli jest prawdą, że świat nie był ich wart, to przecież oni znali swoją wartość dla świata, bo ten, któremu wierzyli, uznał ich za sól i światło świata. Chociażby z tego powodu nie możemy nie przejąć się prorokami wieszczącymi koniec religii.

Poza tym, drugi człowiek nigdy dla chrześcijanina nie będzie „tym innym”, bo Jezus mówił o jednej owczarni i jednym pasterzu. Nie ma zatem mowy o spisaniu kogokolwiek na straty. Nie ma mowy o odcięciu się od jakiejkolwiek części ludzkości, żeby spokojnie „robić swoje”. Kościół to nie karawana idąca naprzód wśród ujadających psów. Nie możemy nie iść razem, to nie miałoby sensu. Czują to doskonale wierzący i niewierzący, ludzie takiej czy innej religii, tego czy innego wyznania. Tolerancja, wzajemne uznanie i poszanowanie stanowczo nie wystarczają. Nie da się bez nich żyć, ale trudno mówić, że wraz z nimi pojawia się życie...

Bóg – nawet jeśli byłby tylko kategorią myślową – domaga się wspólnego ustosunkowania się do Niego ludzkości. Niewątpliwie ma rację Hartman, gdy pisze, że „prawdziwa wiara zakłada, że to moja, a nie twoja wiara jest właśnie prawdziwa”. „Prawdziwa” znaczy w tym miejscu tyle co „nasza”, a fakt, że jeszcze nie jest „twoja”, niewiele zmienia. Postawą wiary jest zatem również ateizm, który (o ile jest prawdziwy) jest równie pewien własnej prawdziwości, jak wiara, o której mówił Hartman. To dlatego abp Życiński w odpowiedzi na proroctwo niewierzącego przytoczył tak wiele proroctw ludzi wierzących. Jest doprawdy niezwykłe, że głos człowieka niewierzącego rozbrzmiewa w Kościele, a wiara chrześcijan istnieje w świecie ateistów, czy to się komuś podoba, czy nie. Bóg może być tylko naszym Bogiem. I nawet jak Go nie ma, to nie istnieje po prostu Bóg, nasz Bóg, a nie mój czy twój. Twierdzenie: „Ja wierzę, ty sobie możesz nie wierzyć ” (lub na odwrót) – jest zatem wielce niezadowalające.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama