„Dzika” historia – „cywilizowana” współczesność

Przeczytałem kiedyś w instrukcji NKWD, opatrzonej nadzwyczajnymi klauzulami tajności, że funkcjonariusz musi wyczuć moment, w którym potencjalny agent potrzebuje w sumieniu już tylko alibi dla samego siebie, by zdradzić. Należy mu wówczas powiedzieć, że to, co robi jest rodzajem jakiejś misji, posługi, ważnej działalności społecznej. Znak, 2/2007




W ciągu ostatnich 15 lat, podczas których odwiedziłem większość archiwów posowieckich w europejskiej części b. ZSRR (Litwa, Łotwa, Estonia, Rosja, Białoruś, Ukraina, Mołdawia), najbardziej traumatycznym przeżyciem był dla mnie kontakt z archiwaliami byłego sowieckiego aparatu bezpieczeństwa. Przez moje ręce przeszło kilkaset tysięcy stron (kilka tysięcy teczek) dokumentów, głównie z lat 1939–1941, opisujących różnego rodzaju aspekty funkcjonowania struktur NKWD, NKGB, MWD, MGB i KGB – matek chrzestnych i niedoścignionych wzorców polskich UB i SB. Najstraszniejsze dotyczyły łamania ludzi w śledztwach i przymuszania ich do współpracy agenturalnej.

Czytając niektóre teczki, a natrafiałem w nich na nazwiska polskich konspiratorów i partyzantów do dziś szanowanych w legendzie narodowej, a tym bardziej rodzinnej, byłem wstrząśnięty zeznaniami. Mówili wszystko. O sobie, rodzinie, szkole, harcerstwie, „Strzelcach”, pracy, przyjaciołach, wrogach, o detalach i rzeczach z pewnością ważnych. Mówili ochoczo, bez zająknienia, nieważne, że tym samym obcym dla siebie slangiem – dziełem umysłu i ręki sledowatiela. Miałem wrażenie, że kołatało we mnie, jak drugie serce, motto: „oto marność nad marnościami”.

Jednak w tych zeznaniach było też coś bardzo ludzkiego i godnego współczucia – niewyobrażalny ból katowanego człowieka. A bito strasznie. Z rekwizytami lub bez, prymitywne, bez finezji, ale do skutku.

W polskich relacjach opisujących pobyt w więzieniach sowieckich odnajdujemy kilkadziesiąt sposobów bicia. Możemy pokusić się nawet o ich typologię. W zależności od liczby katów – bicie pojedyncze lub zbiorowe; według natężenia bólu – bicie ciągłe lub z przerwami; według użytego przez kata narządu (i narzędzia) – bicie ręką, nogą, głową, ręką otwartą i pięścią, kolanem i piętą z obcasem, z użyciem kolby nagana, karabinu, metalowego pręta, pałki, gumy, łańcucha, deski, nogi od taboretu itd. Według anatomii ciała ofiary – po całym korpusie bądź jego czułych miejscach; wedle adaptacji innych czynności – deptanie, duszenie, plucie, skakanie po ofierze. Biciu zawsze towarzyszył wrzask, najordynarniejsze przekleństwa oraz słowa odbierające nadzieję.

W dokumentacji wewnętrznej NKWD bicie nazywano przeważnie enigmatycznie: jako niedopełnienie lub przekroczenie obowiązków służbowych. Płonna to nadzieja, że chodziło o potępienie metod. Mowa o skutkach – o śmiertelnych zejściach podejrzanych, co dla sledowatiela mogło skończyć się równie dramatycznie.

Trudno było przejść przez taką próbę i pozostać czystym. „Sypanie” dla ulżenia tortur stawało się normalnością, mogło czasami polegać na obciążaniu ludzi nieżyjących, będących za granicą lub dotyczyć spraw znanych już Sowietom. Ale to nie było takie proste, a oni, mimo oczywistego prymitywizmu i braku wykształcenia, potrafili postępować bardzo sprytnie i podstępnie, szybko robiąc z konspiratora swojego agenta, choćby celowego (tj. wyciągającego informacje w celach od „będących w śledztwie” aresztantów).
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...