Birma: bunt mnichów, wojskowi i szanse demokracji

Jak interpretować i oceniać to, co stało się w ostatnich tygodniach w Birmie, zważywszy że wiadomości na temat powstania mnichów wciąż są niepełne i fragmentaryczne? Do jakiego stopnia ten protest i jego zdławienie mogą wpłynąć na dalszy rozwój wypadków? Znak, 11/2007




Członkowie Generacji ’88 i Narodowej Ligi na rzecz Demokracji są przygotowani na długie trwanie i nieuniknione ofiary.

Na przełomie lata i jesieni tego roku w birmańskim kotle znów zawrzało. Za sprawą dramatycznych scen na ulicach Rangunu, gdzie wojsko brutalnie rozpędzało demonstrujących mnichów buddyjskich, a później z równą brutalnością pacyfikowało ich klasztory, świat przypomniał sobie o tym indochińskim kraju, którego mieszkańcy od ponad 40 lat zmagają się z jarzmem wojskowej dyktatury. Przypomniał sobie na krótko, bo birmańscy generałowie dość szybko i skutecznie ograniczyli obieg informacji o siłowym rozwiązaniu najnowszego kryzysu, w czym, nawiasem mówiąc, mieli wprawę, „przerabiając” już nieraz podobne scenariusze w przeszłości.

Jak więc interpretować i oceniać to, co stało się w ostatnich tygodniach w Birmie, zważywszy że wiadomości na temat „powstania mnichów” wciąż są niepełne i fragmentaryczne? Do jakiego stopnia ten protest i jego zdławienie mogą wpłynąć na dalszy rozwój wypadków? I czy rzeczywiście są w stanie przybliżyć kres rządów generalskiej junty, która jakby szydząc z wygłaszanych przez politologów teorii o nieuniknionych falach demokratyzacji, zazdrośnie strzeże niepodzielności swej władzy od 1962 roku?

Formułowanie definitywnych odpowiedzi na tak postawione pytania, w dodatku z oddali, mogłoby świadczyć o bezgranicznej arogancji każdego, kto podjąłby się tego ryzykownego wyzwania. Jednak próby zmierzenia się z tymi kwestiami są wręcz obowiązkowe dla wszystkich obserwatorów birmańskiej rzeczywistości. Przyjrzyjmy się w takim razie przebiegowi najnowszej fali antyrządowych wystąpień w Birmie, z zastrzeżeniem, że jest to próba diagnozy z góry skazana na pewną cząstkowość i ułomność.

Bezpośrednią przyczyną protestów były ogłoszone w sierpniu drastyczne podwyżki cen paliwa. Wszystko wskazuje na to, że decyzja ta zaktywizowała środowiska opozycyjne wobec reżimu generałów. Pierwsze demonstracje przeciwko podwyżkom poprowadzili wspólnie młodzi członkowie Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD ma wprawdzie status legalnie funkcjonującego ugrupowania, ale jest represjonowana i izolowana przez wojskowych) oraz nieformalnej Generacji ’88, która zrzesza dawnych działaczy studenckich, w tym charyzmatycznych liderów średniego pokolenia takich jak Ko Ko Gyi czy Ming Ko Naing. Ten ostatni, obok pani Aung San Suu Kyi, przetrzymywanej w areszcie domowym przywódczyni NLD, a zarazem laureatki pokojowej Nagrody Nobla, należy do najbardziej rozpoznawalnych na świecie postaci birmańskiej opozycji. Za swe poglądy siedział już w więzieniu ponad 16 lat, więcej niż jedną trzecią życia, ale, jak widać, doświadczenia te nie nadwerężyły jego odwagi cywilnej… Tak jak nie powstrzymały obecnych protestów kolejne fale aresztowań, którymi władze zareagowały na powtarzające się dzień po dniu kilkusetosobowe demonstracje i wystąpienia uliczne. Co więcej, pomimo represji, demonstracje zaczęły się rozprzestrzeniać, obejmując nie tylko Rangun, ale też wiele prowincjonalnych ośrodków, takich jak Bago, Myitkina, Sittwe czy dawną stolicę górnej Birmy Mandalay. I to właśnie wtedy rolę awangardy całego ruchu wzięli na siebie birmańscy mnisi, odgrywający w tamtejszym społeczeństwie szczególną rolę.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama