Marzec ’68 czterdzieści lat później

Czterdzieści lat temu Polską wstrząsnął jeden z największych kryzysów społecznych w jej najnowszej historii. Jego genezy upatruje się zazwyczaj w stoczonej w czerwcu 1967 roku tak zwanej wojnie sześciodniowej, w której armia izraelska pokonała wspierane przez Związek Sowiecki wojska koalicji państw arabskich. Znak, 3/2008



Na podstawie tego, co wiemy o reakcjach partyjnej elity na wydarzenia marcowe, trudno dzisiaj mówić o Gomułce wyłącznie jako o potencjalnej „ofierze” partyzantów. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to właśnie „Wiesław” stał się w czerwcu 1967 roku jednym z inicjatorów antysemickiej nagonki w Polsce, i przez dłuższy czas – choć mógł – nie uczynił nic, aby ją powstrzymać.

Czterdzieści lat temu Polską wstrząsnął jeden z największych kryzysów społecznych w jej najnowszej historii. Jego genezy upatruje się zazwyczaj w stoczonej w czerwcu 1967 roku tak zwanej wojnie sześciodniowej, w której armia izraelska pokonała wspierane przez Związek Sowiecki wojska koalicji państw arabskich. Zwycięstwo Izraela wywołało wściekłość decydentów na Kremlu, którzy niezwłocznie podjęli decyzję o zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Tel-Awiwem przez państwa bloku socjalistycznego. W rządzonej przez starzejącego się Władysława Gomułkę Polsce wydarzenia te stały się dodatkowo pretekstem do rozpoczęcia zakrojonej na szeroką skalę czystki personalnej oraz kampanii propagandowej, której ofiarą padały osoby pochodzenia żydowskiego podejrzewane o nielojalność wobec państwa polskiego i oskarżane o sympatie „syjonistyczne”.

Pretekstem do ataku na domniemanych lub rzeczywistych sympatyków Izraela mogły się przy tym stać błahe lub zgoła wymyślone powody: w jednej z tego typu spraw wystarczył donos, że na wieść o klęsce wojsk arabskich osoba pochodzenia żydowskiego „uśmiechała się z zadowoleniem”. Sygnał do walki z „syjonizmem” dał sam Gomułka, wygłaszając jeszcze w czerwcu 1967 roku słynne przemówienie, w którym użył w stosunku do części społeczności żydowskiej w Polsce haniebnego określenia „piąta kolumna”. Na efekty nie trzeba było długo czekać: hasło do ataku na Żydów piastujących wysokie stanowiska partyjne i państwowe zostało z aprobatą podjęte przez wielu ambitnych aparatczyków, spośród których przebojowością wyróżniał się wpływowy minister spraw wewnętrznych Mieczysław Moczar. Był on uważany za przywódcę partyjnej koterii tak zwanych partyzantów, wyznających poglądy, będące dość prymitywną mieszaniną haseł komunistycznych i nacjonalistycznych. W całym kraju, zrazu po cichu, a później przy akompaniamencie agresywnej propagandy, zaczęło się tropienie i usuwanie ze stanowisk domniemanych „syjonistów” i zastępowanie ich ludźmi – by tak rzec – pochodzenia aryjskiego. Początkowo czystka ta dotyczyła głównie policji politycznej i wojska, potem jednak objęła także i inne dziedziny, w tym w szczególności gospodarkę, kulturę i naukę.

Wbrew twierdzeniom propagandy „marcowej” dotknęła ona w zdecydowanej większości osoby od dawna utożsamiające się z polskością. W nowej rzeczywistości nie było jednak dla nich miejsca: wielu, pozbawionych pracy i przerażonych narastającą nagonką, zdecydowało się na wyjazd z kraju. W ten sposób w latach 1968-1972 Polskę opuściło, zazwyczaj bezpowrotnie, około 15 tysięcy osób, w znacznej części wysokiej klasy specjalistów. Eksodus ten, którego symbolem stał się warszawski Dworzec Gdański, skąd udawało się na emigrację wielu rzekomych „syjonistów”, stał się ponurym epilogiem wielosetletniej historii Żydów polskich, których społeczność po 1968 przestała de facto istnieć.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama