Miłość odsłania duszę

Braterstwo oznacza utożsamienie się z kimś drugim, więcej nawet – widzenie jego niebezpieczeństwa wyraźniej niż swojego, doznanie, że jego śmierć jest trudniejsza do przeżycia niż własna. Braterstwo jest łatwością przekraczania tych granic, które filozofowie głoszący samotność człowieka uznają za nieprzekraczalne. Zeszyty Karmelitańskie, 1/2007




Tomasz Stawiszyński: Pani Profesor, James Hillman, wybitny amerykański psycholog i filozof uważa, że ludzie często popełniają pewien szczególny błąd: poszukują w miłości jakiegoś spełnienia, bezpieczeństwa, szczęścia itp. – gdy tymczasem to ostatnie, co można w miłości znaleźć. Miłość, powiada, czyni człowieka bezbronnym, podatnym na zranienie. Istotą miłości jest cierpienie... Co Pani na to?

Zofia Rosińska: Panie Tomaszu, nie wiem, dlaczego wybiera pan do rozmowy ze mną najtrudniejsze tematy. Zaczynam tu coś podejrzewać. Budzi się we mnie nieufność.

Miłość tylko w kulturze masowej, a raczej należałoby powiedzieć: nisko masowej, w kulturze upadłej – jest czymś szybkim, łatwym i przyjemnym. O tym rozmawiać nie warto. Będzie się dziać zawsze, jakby samo, jakby bez naszego wysiłku, spontanicznie. Problem, z którym ja się borykam i który jest związany z tematem naszej rozmowy, polega na tym, jak to zrobić, aby spontaniczność przejawiała się na wyższym poziomie naszej egzystencji .

Nie znam Hillmana tak dobrze jak Pan, nie wiem zatem dokładnie, co on ma na myśli, mówiąc, że istotą miłości jest cierpienie, podatność na zra¬nienia, bezbronność. Nie wnikając jednakże głębiej w uzasadnienie takiego przekonania, powiedziałabym, że intuicja, iż miłość łączy się z cierpieniem, nie jest mi obca, natomiast nie wiem, czy cierpienie stanowi istotę miłości. Jeżeli jednak określamy miłość jako coś, co czyni nas wrażliwymi na zranienie i bezbronnymi, to mamy chyba na myśli domieszkę narcyzmu, czyli miłości własnej. Jeżeli potraktujemy Chrystusa jako wzorzec miłości (oddaje swoje życie dla drugiego), to w opisie jego męki i cierpienia nie widać bezbronności i tej podatności. Wydawać by się mogło, że to paradoks, ale Chrystus, idący na śmierć, jest mocny. Jeżeli czytamy – fakt, że do końca tego nie wiemy – o Korczaku czy o Kolbe, to także nie dostrzegamy tam tych cech. Ja bym powiedziała, że miłość czyni nas wewnętrznie mocnymi, co znaczy gotowymi również do cierpienia i zdolnymi do znoszenia cierpienia. I to cierpienie zwykle jest obecne.

Rzadko ostatnio przywoływany Jan Strzelecki w książce Próby świadectwa pisał: „Braterstwo oznacza utożsamienie się z kimś drugim, nieoddzielenie jego losu od swojego; więcej nawet – widzenie jego niebezpieczeństwa wyraźniej niż swojego, doznanie, że jego śmierć jest trudniejsza do przeżycia niż własna. Braterstwo jest łatwością przekraczania tych granic, które filozofowie głoszący samotność człowieka uznają za nieprzekraczalne… tkwiliśmy głęboko wewnątrz słowa „my”…, jeżeli jesteśmy w tym kręgu i jeśli jesteśmy głodni – …to wyciągamy rękę po chleb, aby chleb dać jemu. Swojego głodu boimy się nierównie mniej niż głodu drugiego człowieka”.

A w 15,9-17 rozdziale Ewangelii według św. Jana czytamy: „Największa miłość, na jaką człowiek może się w ogóle zdobyć, polega na tym, że ktoś oddaje swoje życie za swych przyjaciół”, a na końcu tegoż pojawia się nakaz: „Nakazuję wam to, żebyście się miłowali nawzajem”. Taki nakaz to nakaz bohaterstwa! A nie braku odporności na zranienia lub bezbronności. Inną jest sprawą, czy człowiek jest w stanie wypełnić taki nakaz. Przykłady są, ale niezmiernie rzadkie. Być może to „nasze ludzkie miłowanie” jest najczęściej „półmiłością”, łatwą do zranienia.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...