O socjotechnice modlitwy

Tego wieczoru widziałem, że ludzie na scenie modlili się szczerze, nie udawali. Ale prowadząc często takie modlitwy istnieje zagrożenie, że "liderzy uwielbienia" (co za słowo?) poczują się "specami" od modlitwy. RUaH 29/2004

Budzyński to gbur

Wielu nastawało na niego, żeby umilkł.
Lecz on jeszcze głośniej wołał (Mk 10, 48)


Duży koncert chrześcijański. Tłum faluje pod sceną. Na niej zespół prowadzi modlitwę wielbienia. Ręce w górze. Łagodne dźwięki w tle, subtelna gra świateł. Lekki dym nad głowami. Płyną słowa chwały. Przechodzę obok sceny. Wpadam na zamyślonego Budzego. Idzie jak czołg ze spuszczoną głową. Zapytany o coś, rzuca od niechcenia: "Nie chce mi się nawet o tym gadać. Bo wiesz, jeśli chodzi o mnie, to ja już nie mam żadnych złudzeń". Macha od niechcenia ręką i znika za rogiem. Gbur. Ze sceny słyszę słowa chwały, pastelowe pasaże. Wdycham delikatny zapach dymu.

Jak bardzo słowa Budzyńskiego kontrastowały z tym, co działo się na scenie! Były gwałtem zadanym tej sielankowej atmosferze. Pulsują w mych uszach do dziś. Coś we mnie zburzyły. Do dziś (a minęło już kilka miesięcy!) nie dają mi spokoju. Dlaczego? Bo mówią mi coś ważnego o doświadczeniu Boga.

Michael Jackson śpiewa o Osetii

Tłum pod sceną. Ręce w górze. Łagodne dźwięki, subtelna gra świateł... "Wiesz, Marcin, gdyby teraz na scenę wszedł Michael Jackson i zaczął śpiewać rzewną balladę o biednych dzieciach z Osetii też polałyby się łzy, a ręce same zafalowały w geście solidarności" - rzucił ironicznie kumpel. Początkowo się obruszyłem. Ale czułem, że ma rację.

Dobro trzeba robić dobrze, to jasne. Tego wieczoru widziałem, że ludzie na scenie modlili się szczerze, nie udawali. Ale prowadząc często takie modlitwy istnieje zagrożenie, że "liderzy uwielbienia" (co za słowo?) poczują się "specami" od modlitwy. Zapomną, że mają być jak bezradne dzieci. A św. Augustyn mówił, że cokolwiek mówi się o Bogu już Nim nie jest. Zawsze jest większy, jest inny. Kto mi zapewni, że na profesjonalnie przygotowany koncert uwielbieniowy zstąpi Pan? Socjotechnika nie zastąpi spotkania z żywym Bogiem.

Zejść by zjeść

Ilekroć słyszę o "warsztatach wielbienia" czuję niepokój. Widzę przed oczami zadowolone twarze prowadzących, sypiących z rękawa przykładami. Uśmiechają się, czują się tak, jakby złapali Pana Boga za nogi. Jakby mieli z Nim za chwilę, tuż po skończonych warsztatach zjeść smaczną kolację. Zapominają, że Zacheusz by zjeść kolację musiał zejść z drzewa. Stanąć twardo na ziemi. Nie dopasowywać sobie szczudeł. Pan "do grzesznika poszedł w gościnę".
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama