Urodziny pierwszego dziecka

Pierwsze dziecko całkowicie zmienia układ rodzinny. Jest już nie tylko mąż i żona, ale ojciec i matka – nowa rzeczywistość, nowe zadania. I właśnie od tego, jak i na ile oni zrozumieją te nowe zadania, zależy ich przyszłość, ich wspólny los. Magazyn Familia, 12/2008



Kiedyś uderzyła mnie znamienna zależność, którą odkryłam w roczniku statystycznym. Była to tabela ilustrująca liczbę rozwodów w Polsce, ujawniająca wiek rodziców i liczbę dzieci. Najwyższy procent dotyczył małżeństw po urodzeniu pierwszego dziecka. Pod tym kątem zaczęłam sprawdzać to zjawisko w poradni. Na podstawie obserwacji z wielu lat mogę podzielić się pewnymi wnioskami, ukazującymi mechanizm przemian psychologicznych ludzi, którzy tak niedawno uważali, że się kochają, a jednak tak szybko się rozwodzą.

Mama, dziecko i…

Byłam świadkiem na ślubie w małym kościółku, specjalnie wybranym przez narzeczonych w ładnym miejscu w górach. Półtora roku po ślubie urodził się duży, zdrowy chłopiec, który kosztował mamę sporo wysiłku: ważył 4 kilogramy.

Ona, za moją namową, chciała, aby mąż był przy niej w chwili narodzin dziecka, ale nie udało się tego wywalczyć. Podobnie jak wielu innych mężów, on stał na korytarzu, niespokojny, nieco zagubiony. Doczekał aż do rozwiązania. Posłał jej bukiet kwiatów, bilecik i… poszedł spać do mamy, bo w domu nie było nikogo i nie było obiadu. Trzy dni potem zabrał żonę z dzieckiem ze szpitala. Maleństwo było niespokojne, po nocach płakało. On o siódmej rano szedł do pracy, więc ona „na razie” przeprowadziła się do swoich rodziców.

Ona u matki czuła się lepiej niż u teściowej. Mama pomagała jej kąpać dziecko, przynosiła jedzenie, pozwoliła poleżeć, odetchnąć, nabrać sił po porodzie. On, oczywiście, odwiedzał żonę i dziecko, chociaż było to trochę utrudnione, bo jej rodzice mieszkali daleko, na wsi. Jakiś czas później dotarła do mnie wiadomość o ich rozwodzie.

Typowy schemat

Tak właśnie bywa: on wraca do swoich rodziców, ona do swoich. Niekoniecznie dosłownie, ale jest to prawda, że kobieta, stając się matką, jakby zapomina, że jest żoną. Dziecko absorbuje całą jej uwagę. On – mąż – wciąż spodziewa się, że będzie u niej na pierwszym miejscu. Gdy pojawia się dziecko, on czuje się zaniedbany, nie potrafi znaleźć się w roli ojca. Umie być mężem, kochankiem żony, a gdy tej odpowiadającej mu roli żona nie spełnia, często znajduje inną kobietę. Kto winien?

Na kursie dla narzeczonych mówię, że kobieta z natury umie być matką i choć nie przysięga miłości dziecku, potrafi je kochać jak nikt inny. Ale kochając dziecko, jakby znacznie mniej kocha męża. Radzę dziewczynom, aby pamiętały o tym, by zawsze traktować męża jak pierwszego syna. Matki darują synom wiele win, a mężom tak trudno je darować.

To żona powinna nauczyć męża być ojcem. Dziecko wprawdzie może uczynić go ojcem, ale jeśli zaraz po urodzinach oboje rozejdą się do swoich mam, on dalej nie będzie miał z dzieckiem nic do czynienia.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • renata
    19.05.2010 11:41
    Wyidealizowana ta wizja. A co w przypadku gdy małżeństwo mieszka z którymiś rodzicami? I mamusia przybiega na każdy płacz niemowlaka zanim jeszcze rodzice zdążą zareagować? Bo przecież ona odchowała czworo dzieci i WIE co teraz trzeba jej wnusiowi? Co chwila awantura? A co ze szpitalami, które mają tylko jedną "salę porodów rodzinnych" za którą w dodatku trzeba zapłacić? A co z rodzicami którzy pracują na różne zmiany, albo w ogóle poza miejscem zamieszkania?
    Zgoda, małżeństwo najważniejsze, ale czy to o to chodzi, żeby mąż siedział i gapił się jak kobieta karmi??? Może niech za ten czas nastawi pranie kaftaników, albo zetrze marchewkę na tarce do zupki? Albo zrobi coś innego pożyteczniejszego co wszsytkim pomoże i ulży tak, żeby po położeniu dziecka kobieta rzeczywiście mogła zająć się sobą i nim, a nie ruszała w kolejny kierat "ndaganiania" tego czego nie mogła zrobić kiedy dziecko nie spało?
    Tak naprawdę problem zaczyna się dużo wcześniej: czy mężczyzna już w domu rodzinnym jest uczony pomagać przy domowych obowiazkach czy wmawia mu się że to "niemęskie" i wyręcza w prasowaniu koszuli, smarowaniu chleba i przyszyciu guzika. A potem dziewczyny, narzeczone i żony też dochodzą do wniosku, że lepiej trzymać go z dala od zlewu i kuchenki bo coś zachlapie, przypali, rozgotuje, bo to nie dla niego, bo ja to szybciej i lepiej zrobię.
    Pojawienie się dziecka może wymusić zmianę postawy mężczyzny jeśli młodzi mieszkają osobno i są zdani na siebie. Ale najczęsciej oznacza brnięcie w stary schemat. Dziecko pogłębia i potwierdza to co było wcześniej i bardzo rzadko zmienia cokolwiek na lepsze. Kobieta po prostu ma więcej obowiązków, więcej stresów, jest bardziej zmęczona i wkurzona na swojego "partnera", od którego niewiele może oczekiwać i który w dodatku ma pretensje, że nie ma seksu, że nie ma obiadu, że nie ma wypranego.
    A kolejna rzecz - dużo młodych matek dochodzi do wniosku że przy dzieciach to one już nie musza o siebie dbać, bo teraz to "dziecko najważniejsze" bo "i tak siedzą w domu i nikt ich nie widzi", "bo się stroją tylko siksy na wydaniu, a powazne kobiety nie mają na takie głupoty czasu". I to oznacza brudne włosy, spłowiałe i rozepchane dresy ("bo mały ulewa"), brak makijażu i perfum. Nic dziwnego że facet widząc "coś takiego" w domu co kiedyś było jego piękną młodą żoną zniechęca się do niej i przy okazji "zachęca" do innej.
  • renata
    19.05.2010 11:57
    A dziękowanie za dziecko to jakiś absurd i anachronizm. Chyba wywodzący się jeszcze z czasów gdy wierzono że podczas stosunku mężczyzna wlewa do ciała kobiety "małych ludzików" którzy tam sobie w niej gdzieś rosną. Dziecko jest "dziełem" obojga rodziców chociaż znacznie więcej jego posiadanie obciąża matkę. Mężczyzna nie robi kobiecie żadnej łaski że "zrobi" jej dziecko!!! Można za różne rzeczy dziękować, ale dziękowanie mężczyźnie za dziecko to jakiś przesąd albo pusty gest. Tym bardziej, że wpływu na poczęcie to mąż ma naprawdę bardzo niewiele! Podobnie dziwaczne dla mnie dziękowanie kobiecie za poród - jak się zachodzi w ciążę to po tym następuje poród, kobieta po prostu musi urodzić. Nie może powiedzieć, że się rozmyśliła i "że nie dziękuję", "albo może innym razem". Po prostu rodzi i już. Może co najwyżej podczas ciąży dbac o siebie bardziej lub mniej dla dobra dziecka, ale bywa i tak, że te co najwięcej dbają, mają większe problemy od tych co nie dbają prawie wcale...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama