Gdy dziecko umiera

Śmierć dziecka jest dla rodziców szokiem. Ich reakcją jest najczęściej zagubienie i bunt. Są tacy, którzy w obliczu osobistej tragedii odchodzą od Boga. To podstawowy błąd – uważa Amadeo Cencini, włoski ksiądz i psycholog, autor wydanej niedawno w Polsce książki pt. Po śmierci dziecka. Magazyn Familia, 10/2009



Jest wręcz zasadą, że, większość osób wierzących mówiąc o Bogu przytacza takie fakty z ich życia, kiedy sprawy potoczyły się dobrze, co osoby te uznały za łaskę. Wtedy ktoś mówi, że Bóg go uzdrowił, ocalił czy też wybawił od jakiegoś nieszczęścia. Dużo trudniej jest natomiast zaakceptować obecność Boga w wydarzeniach kończących się tragicznie, jak na przykład śmierć dziecka.

Bolesny krzyk

Ból po starcie dziecka, bez względu na to, czy zmarło ono kilka godzin po porodzie, czy też w następstwie tragicznego wypadku, jest zawsze ogromny. Zdaniem księdza Amadeo Cenciniego, „kiedy umiera dziecko, w pełni zrozumiałą reakcją jest, że ten, kto dał mu życie, przeciwstawi się jego śmierci. Istnieje naturalna i instynktowna siła, która objawia się z całą swą mocą, by uniemożliwić natychmiastowe pogodzenie się. Ta siła podsycana jest przez instynkt rodzicielski, typowy dla kogoś, kto przekazał życie i nie może znieść myśli, że mogłoby ono być przerwane”. Wiadomość o śmierci dziecka jest dla rodziców szokiem. Bardzo szybko, niestety, przeradza się on w poczucie zagubienia i bunt. „Fale bólu powodują ogólną dezorientację, jakbyśmy zgubili drogę, którą szliśmy, lub sprawiają wrażenie, że to, co dotąd przeżyliśmy, nie ma już sensu”, przyznaje włoski pisarz Rudolfo Doni w książce „Rozmowy z Lorenzo” (Colloquio con Lorenzo), jaką napisał po śmierci swojego dwudziestopięcioletniego syna, który zginął w wypadku samochodowym.

Zagubienie, jakiego doświadczają rodzice, którzy utracili dzieci, pogłębia się także ze względu na reakcje otoczenia. Niemal automatyczną reakcją jest użalanie się nad rodzicami, na których spadł tragiczny cios. Jak mówi jedno z nich: „Takie powiedzenia, jak «czas goi rany», «trzeba żyć dalej», «taka była wola Boża», nie pocieszają, ale powodują dodatkowy ból ran, które i tak się nie zagoją”.

Stawianie pytań

Andreana Bassanetti, psychoterapeutka i założycielka istniejącego we Włoszech stowarzyszenia „Dzieci w niebie” (Figli in Cielo), sama przeżyła śmierć córki. Jej zdaniem bunt rodzica wobec utraty dziecka jest z punktu wiedzenia psychologii instynktownie przeżywanym naturalnym mechanizmem obronnym. To z kolei może prowadzić do stawiania sobie pytań, które są, „aby przejść od patrzenia po ludzku do patrzenia oczyma Boga”.

Rodzic, który utracił dziecko, oskarża samego siebie, że nie zrobił wszystkiego, co było możliwe, aby nie dopuścić np. do tragicznego wypadku. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy nie ma ku temu racjonalnych przesłanek. Są to pytania, które wciąż powracają. „Dlaczego pozwoliłem dziecku na prowadzenie samochodu?” lub „Dlaczego popierałem wspinaczkowe hobby syna, który później zginął w górach?”. Jak wspomina mama przedwcześnie zmarłej Kamili, „poczucie winy spadało na moją przeszłość jak cyklon. Wydawało mi się, że popełniłam błędy we wszystkim. Jeśli zrobiłabym, jeśli nie zrobiłabym, jeśli poszłabym, jeśli nie poszłabym…”.

Zbuntowana modlitwa

W opinii ks. Cenciniego nie należy się dziwić, że bunt rodziców po utracie dziecka nie kieruje się tylko wobec osób czy okoliczności miejsca i czasu, ale dosięgnie także Boga i skieruje się przeciw Niemu. Jedna z matek tak dramatycznie przeżyła wieść o śmierci syna, że – jak przyznała – sama pragnęła umrzeć. „Zbuntowałam się przeciw Panu, poczułam się zdradzona przez Niego. Żyłam trzy lata w ciemności i śmiertelnej desperacji, odrzucałam życie i nie chciałam żyć”. Natomiast pewien ojciec mówi: „Ja nie jestem wściekły na Boga, ale zawiedzony i zraniony. Moja rana jest pytaniem bez odpowiedzi. Nie wiem, dlaczego Bóg nie przeszkodził śmierci mojego dziecka”.

Według ks. Cenciniego człowiek powinien mówić Bogu o całej swej rozpaczy i bólu, bez „owijania w bawełnę”. Wzorem jest sam Jezus, który w największym cierpieniu na Golgocie postawił Ojcu pytanie: „Dlaczego?”. Co więcej, wydał okrzyk: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”, nawiązując do Psalmu 22, odmawianego przez pobożnych Żydów w synagodze.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama