Bóg pamięta

W Piśmie Świętym człowiek często prosi Boga: „Panie, pamiętaj o mnie”. Na krzyżu dobry łotr mówi do Jezusa: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa (Łk 23, 42). Bóg o nikim nie zapomina. Czy ktoś z nas mógłby przejść pomiędzy kroplami deszczu? To niemożliwe! Podobnie niemożliwe jest, żeby Bóg o nas zapomniał. List, 11/2006




Bóg pamięta, ale my chcemy zapomnieć

Czasami, by uniknąć bólu, nieświadomie fałszujemy naszą historię, wypierając zbyt bolesne i trudne wspomnienia. Ale nawet jeśli zafałszujemy naszą pamięć, tak że nie będziemy mogli jej „odczytać” w sposób obiektywny i pozytywny, wcześniej czy później stłumione treści zaczną przenikać w nasze codzienne życie. Będziemy odczuwać pokusę nieustannego opowiadania o sobie, z podawaniem coraz większej liczby szczegółów, albo przeciwnie, będziemy milczeć na swój temat z obawy, że inni DOWIEDZĄ SIĘ. Czego mogliby się dowiedzieć? Sami nie wiemy. Ale chcemy być czyści jak łza.

Tylko wtedy czujemy się godni istnienia, kiedy możemy opowiedzieć swoją przeszłość nie wstydząc się jej. Toteż niektórzy wymyślają swoją genealogię i znakomitych przodków, by nabrać wartości zarówno w oczach innych ludzi, jak i w swoich własnych. Lęk przed brakiem akceptacji, np. dla naszej urody czy inteligencji, może być przyczyną przechwalania się wspaniałą przeszłością rodzinną lub narodową. Niestety, współczesne społeczeństwo skłania do takiej postawy, a my coraz częściej zgadzamy się zapłacić cenę kłamstwa za naszą „szacowność”.

Czasem nawet chcielibyśmy utracić pamięć, bo jest dla nas źródłem wielkiego cierpienia. Marzymy o posiadaniu innej przeszłości, innej rodziny, innego zdrowia, innych włosów. Chcemy zapomnieć o wojnie, rozwodzie, śmierci bliskiej osoby. Chcielibyśmy zmienić przeszłość i albo wymyślamy dla siebie nową historię, albo, mimo wszystko, z trudem akceptujemy naszą przeszłość. I tylko wtedy, kiedy ją zaakceptujemy, kiedy przyjmiemy prawdę o sobie, będziemy mieli odwagę wyznać ją innym. Wtedy też odzyskamy sens życia. To nie tyle nasze przeżycia potrzebują uzdrowienia, ile nasza pamięć musi uporać się z ciężarem wydarzeń, którymi została naznaczona. Nie chodzi o zafałszowanie wspomnień, lecz o uzdrowienie ich z bólu, o rzucenie na nie nowego światła. W innym świetle coś, co przez długi czas blokowało nas i raniło, może stać się przyjemne, a przynajmniej znośne. Pewną trudność stanowi jednak fakt, że nie zawsze wiemy, które wspomnienia wymagają uleczenia.

Nasza historia jest święta

Nie tylko historia Izraela jest święta, nasza również, bo Bóg jest obecny w każdej chwili naszego życia. „Każdy człowiek ma swoją historię świętą, jest bowiem stworzony na obraz Boga” – mówią słowa piosenki. Czasem spotykam ludzi u kresu sił. Tłumaczę im, że ich historia jest święta, a oni patrzą na mnie zdumieni, jakby chcieli powiedzieć: „Ależ ja jestem zerem. Nawet przez chwilę nie ośmieliłbym się pomyśleć, że moje życie jest święte!” Tymczasem każdy z nas ma swoją „historię świętą”. Spojrzyjmy na nasze życie oczami Pana Boga, a odkryjemy, że już w dawno weszliśmy w historię zbawienia. Odczytajmy na nowo nasze życie, a odkryjemy w nim działanie Boże. Zacznijmy pracę nad naszą pamięcią właśnie od tego. Pomagajmy sobie nawzajem w tym trudzie. Niech będzie tak, jak kiedyś w Izraelu, gdy prorocy wskazywali drogę ludowi. To oni tłumaczyli działanie Boże, wyrywali z martwoty i rozpaczy, rozjaśniali wątpliwości. Jeśli brakowało proroka, naród się skarżył: Już nie widać naszych znaków i nie ma proroka; a między nami nie ma, kto by wiedział, jak długo (Ps 73, 9).
«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama