Słuch absolutny, czyli kobieta w Kościele

A jednak Kościół sprawia czasem wrażanie jakby bał się kobiet. Nie tylko w dawnych wiekach, dziś również. Księża boją się zarówno tego, że kobiety chciałyby o czymś decydować w Kościele, jak i kobiecej emocjonalności. Wżyciu duchowym starają się tę kobiecą emocjonalność uspokoić, boją się naszych snów, intuicji i przeczuć. List, 5/2007




Kobiety wcale nie dążą do święceń kapłańskich. Nie chcą też, jakby się czasem wydawało, władzy w Kościele. Jeśli od czasu do czasu wypowiadają się w tym właśnie duchu, to jest to wynik raczej rozżalenia spowodowanego zjawiskiem „podwójnej miary", niż rzeczywistym pragnieniem. „Podwójna miara" występuje od wieków i dotyczy bardziej sfery kultury i obyczajów niż nauki Kościoła. Polega na tym, że inaczej ocenia się kobiety, a inaczej mężczyzn. Stosuje się w tej ocenie zupełnie inne kryteria

Najłatwiej zaobserwować to w sferze seksu. Inaczej patrzy się na łamanie szóstego przykazania przez mężczyznę a inaczej przez kobietę. Nauka Kościoła jest wprawdzie jasna: grzech jest grzechem, bez względu na to, kto go popełnia i Chrystus nie pozostawia co to tego żadnych wątpliwości, ale powszechna opinia jest nieubłagana: kobieta powinna być „nieskalana", a mężczyzna „musi się wyszumieć". Ona ma być „niewinna", on „doświadczony". W stosowaniu „podwójnej miary" minione wieki doszły do absurdu uważając, że kobieta, jeśli chodzi o „te rzeczy", zawsze jest winna. Francuska autorka książek o historii duchowości, France Beer, analizując doświadczenie mistyczne kobiet w średniowieczu tak pisze o ich postrzeganiu w dziejach: „Kobieta jest z natury słaba, ciąży na niej jakaś ułomność; jednocześnie jednak moc jaka w niej tkwi, zwłaszcza, jeśli ma ona wymiar seksualny, jest bezwzględnie negatywna i stanowi aktywne zagrożenie dla mężczyzn. Wynika stąd (tak przynajmniej można domniemywać), że tam gdzie mamy do czynienia z nagannym związkiem między mężczyzna a kobietą, sprawcą jest niemoralna niewiasta, która odwołując się do jego cielesnej natury, skutecznie skusiła swego partnera. Nie jest więc jego winą, jeśli zbłądził, zaś jego żona powinna to zrozumieć. Poza tym, to kobieta musi zawsze dowieść, że nie zeszła z drogi cnoty, a nie odwrotnie".

W wielu dziedzinach dużo się zmieniło w ostatnich stuleciach, kobiety zaczęły się domagać swoich praw i zdobyły je. Weszły na uniwersytety i do polityki, z powodzeniem pełnią role społeczne i uprawiają zawody jeszcze niedawno zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn. Tylko w sprawach seksu wydaje się, że ciągle ciąży na nich jakieś piętno.

Spotkać feministkę

Być może nigdy nie zastanawiałabym się głębiej nad kobietą w Kościele, gdyby nie wizyta w redakcji pewnej feministki. Była to feministka zagorzała, ale katolicka, czyli taka, która rozważa naukę Kościoła, a szczególnie myśl Jana Pawła II i w oparciu o nią, chce w nowy, głębszy sposób określić miejsce kobiety w świecie. Uzasadniając swoje zaangażowanie i chcąc przełamać mój dystans zapytała w pewnym momencie: „A jaki ty masz wpływ na przykład na procesy decyzyjne w Kościele? Czy od ciebie coś w ogóle zależy?". Sugestia była jednoznaczna: „Nic od ciebie nie zależy, bo jesteś kobietą. Wszystkie decyzje należą do mężczyzn". Zawsze byłam przekonana, że w Kościele ode mnie zależy wszystko, ale zasiała we mnie niepokój. Czy jestem ignorantką, której trzeba otworzyć oczy?

„Procesy decyzyjne" - co to właściwie jest? Nie mam na nie żadnego wpływu i nawet tego nie wiem? Ale czy w ogóle chciałabym mieć taki wpływ? Czy powinnam chcieć? Chodziłam z tą myślą kilka dni, aż w pewnym momencie odkryłam, że w gruncie rzeczy w Kościele wszystko zależy od kobiet. Procesy decyzyjne też.
«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama