Kiedy kogoś skrzywdziłem

Jeżeli kogoś skrzywdziłem, pierwszym moim obowiązkiem – od momentu, kiedy moje sumienie zaczyna wracać do przytomności – jest naprawienie krzywdy. Ale przecież nawet w przypadku krzywdy materialnej nie takie to proste. Czy zdołam jednak wyrównać to wszystko, co on przeżył w związku z tą stratą? Idziemy, 25 marca 2007




Jeżeli kogoś skrzywdziłem, pierwszym moim obowiązkiem – od momentu, kiedy moje sumienie zaczyna wracać do przytomności – jest naprawienie krzywdy. Ale przecież nawet w przypadku krzywdy materialnej nie takie to proste. Załóżmy, że poniesioną stratę udało mi się wyrównać bliźniemu całkowicie i z całą skrupulatnością. Czy zdołam jednak wyrównać to wszystko, co on przeżył w związku z tą stratą? Może doznanie tej krzywdy było dla niego czymś w rodzaju trzęsienia ziemi, w którym załamało się jego poczucie bezpieczeństwa, zaufanie do ludzi, wiara w istnienie jakiegoś ładu moralnego na tym świecie? Przypominają się tu słowa świętej królowej Jadwigi, która – kiedy wieśniacy odzyskali zabrany im bezprawnie dobytek – przyjęła z ulgą ten sprawiedliwy wyrok, ale zapytała smętnie: „Wrócą się szkody, lecz któż im łzy powróci?”

Może jeszcze w wymiarze materialnym zdarzy się czasem całkowite naprawienie krzywdy. Niekiedy można to osiągnąć poprzez zastosowanie obfitszej miary w stosunku do wyrządzonej krzywdy. Ewangeliczny Zacheusz postanowił wszystkim przez siebie pokrzywdzonym oddać poczwórnie (Łk 19,8), inspirując się tu zresztą zaleceniami Starego Testamentu (Wj 21,37; 2 Sm 12,6). Ale jak wyrównać krzywdę, wyrządzoną na przykład plotką lub oszczerstwem? W znanej opowiastce plotkarz otrzymuje od spowiednika polecenie rozprucia poduszki na szczycie wieży, a następnie ma pozbierać całe rozniesione przez wiatr pierze.

Jak naprawić krzywdę, wyrządzoną dziecku, skoro zraniła je ona w samych głębiach jego osobowości? Czy można naprawić krzywdę człowiekowi, który już nie żyje, zwłaszcza jeśli właśnie ta krzywda przyśpieszyła jego śmierć i zwiększyła gorycz jego umierania?

Owszem, trzeba zauważyć również bardziej optymistyczne aspekty w fenomenie naprawiania krzywdy. Zdarzy się czasem tak cudownie, że krzywda stanie się początkiem wzajemnego zbratania niedawnego krzywdziciela i pokrzywdzonego. Wielkie to szczęście, jeśli tak się sprawy potoczą, od razu jakoś jasno i radośnie robi się nam na tym Bożym świecie. Ale nawet przy tak pomyślnym obrocie sprawy rzadko się zdarzy, żeby krzywda nie pozostawiła po sobie jakichś śladów, które przysparzają pokrzywdzonemu ciężaru życia. Tylko krzywdy powierzchowne można naprawić całkowicie.

Rana nie zniknie

Nie tylko szczerze pokutujący krzywdziciel, również sam pokrzywdzony nie ma mocy – przy najlepszej nawet woli – usunąć wszystkich skutków doznanej krzywdy. Mogę, przy Bożej pomocy, z serca wybaczyć krzywdzicielowi, doznanie krzywdy może nawet stać się dla mnie okazją do duchowego postępu. Nie mam jednak takiej władzy, żeby sprawić zniknięcie ran, jakich w wyniku krzywdy doznałem, zwłaszcza jeśli były to rany głębokie. Mogę starać się o to, żeby rany te się nie jątrzyły i nie zatruwały mnie ani innych. Ale jeśli na przykład wskutek czyjegoś karygodnego niedbalstwa utraciłem zdrowie albo umarło mi dziecko, zraniło mnie to zbyt głęboko, żeby można się było rozsądnie spodziewać, iż rana kiedykolwiek zniknie.
«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...