Przecież jesteś potrzebny

Przecież ty jesteś potrzebny – powiedziała mu, kiedy dowiedziała się o jego desperackiej decyzji. W marcu Janusz Świtaj rozpoczął pracę w jej fundacji „Mimo wszystko”. Przyjaźnią się już od dwóch lat, ale Janusz nie może liczyć na taryfę ulgową. Na razie jest na okresie próbnym. Idziemy, 13 maja 2007




Nigdy niczego w życiu nie wygrałem, wszystko, co mam, wywalczyłem sam albo wyżebrałem – mówi Janusz Świtaj. Kilka tygodni temu pokazywała go każda gazeta i każda stacja TV.

Wciąż walczy, bo pielęgniarki, która mogłaby odciążyć umęczonych rodziców, jak nie było, tak nie ma. A co z opieką społeczną, NFZ-tem i państwem, które troszczy się o każdego obywatela? Janusz nie chce zmieniać swojej decyzji o odłączeniu go od respiratora po śmierci któregoś z rodziców. Wie, że bez nich nie ma żadnych szans. Wszystko im zawdzięcza. – Nie odpuścili żadnego dnia, odkąd leżę: siedem lat w szpitalu i kolejne siedem w domu. Jestem rozćwiczony, bez odleżyn, bez przykurczów i z tak trzeźwym umysłem jak teraz – opowiada. A ja przeglądam setki listów z odmową pomocy lub lapidarnym tłumaczeniem dlaczego jej nie będzie. – Sąd, państwo – nikt się nie spieszy – tłumaczy młody mężczyzna. – Nie proszę o śmierć dziś lub jutro, tylko kiedy zabraknie już rodziców. Mogę, ale nie muszę z tego skorzystać – przekonuje. Janusz nie chce słuchać już o tym, że państwo nie ma pieniędzy na jego rehabilitację.

Nić sympatii

Kiedy zadzwoniłam pierwszy raz, nie mogliśmy się umówić. Janusz był zapracowany. – Panie Januszu, mówił pan, że jest bardzo zabiegany, kiedy możemy się spotkać – palnęłam bezmyślnie następnego dnia. – Chciałbym być zabiegany i to bardzo, raczej jestem zleżany – zażartował.

Jastrzębie Zdrój, ósme piętro wieżowca na jednym z osiedli, jakich w tym mieście wiele. W drzwiach wita mnie tata Janusza, pan Henryk. Pani Helena – mama – od razu zrobiła herbatę, przyniosła ciasteczka. Janusz uaktualniał swoją stronę internetową. Od kilku dni ma nowe urządzenie, które usprawnia jego pracę przy komputerze. Już nie musi ołówkiem stukać w klawiaturę. – To od anonimowego darczyńcy, któremu jestem bardzo wdzięczny – cieszy się. Przy okazji pokazuje, jak działa to cudo. Wszystko można zrobić ustami. Naprawdę wielka wygoda.

Media pokazywały go jako – bez obrazy – zgnuśniałego, zmęczonego chorobą człowieka. Ja poznałam Janusza uśmiechniętego i pełnego życia.

Jest starszy ode mnie o jeden miesiąc i siedem dni, dlatego zaproponowałam, żebyśmy mówili sobie po imieniu. – Będzie mi bardzo miło – powiedział. Ma zniewalający uśmiech i dobre, mądre oczy. Poza tym głowę pełną pomysłów i marzeń. – Mam w końcu tylko ją – stwierdza. Choć jednak jego ciało odmawia posłuszeństwa, Janusz ma coś czego brakuje wielu moim zdrowym znajomym. Siłę woli, hart ducha, upór, który pomaga dążyć do celu. Poza tym duże poczucie humoru. Na upragniony wózek uzbierał już połowę sumy. – Byłoby dobrze, gdybyś go dostał na urodziny – mówię. – Byłoby i tak będzie, na pewno – cieszy się Janusz – najważniejsze jest pozytywne myślenie. Swoje 32. urodziny ma zamiar świętować przy stole, nareszcie na siedząco. – On jak już coś zaplanuje, zawsze dopnie swego – mówi tata. Załatwił konto w banku bez jakichkolwiek opłat, komórkę, hosting na stronę. Nie narzeka, działa.
«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama