Pieszo do Ziemi Świętej

Jak wygląda młody pielgrzym po pierwszych 300 km i z perspektywą przejścia jeszcze 4 tysięcy? Nawet cienia zmęczenia na twarzy. Przeciwnie, z jego ust nie schodzi uśmiech. Szkaplerz z Matką Bożą na koszulce. Ogorzała twarz. Krótkie włosy. Przed pielgrzymką ściął dredy. Idziemy, 3 czerwca 2007



Pielgrzymuje samotnie. Wyruszył z Gdańska przed dwoma tygodniami. Dominik Włoch był już pieszo w Rzymie i Santiago de Compostela. Teraz chce dojść do Jerozolimy.

Upał – prawie 30 stopni. Na ostatnim etapie przed Częstochową spotykam Dominika na trasie. Jak wygląda młody pielgrzym po pierwszych 300 km i z perspektywą przejścia jeszcze 4 tysięcy? Nie widać plastrów czy bandaży na stopach. Nawet cienia zmęczenia na twarzy. Przeciwnie, z jego ust nie schodzi uśmiech. Szkaplerz z Matką Bożą na koszulce. W ręku palmowa gałązka osadzona na bambusowym kiju. Ogorzała twarz. Krótkie włosy. Przed pielgrzymką ściął dredy.

Dominik chętnie przystaje na propozycję towarzyszenia mu w drodze. Ta pielgrzymka jest spełnieniem jego kolejnego marzenia. Najpierw chciał pojechać do Afryki i jako wolontariusz pracować w Nairobi z dziećmi ulicy. Chciał zrobić coś dla innych. Wziął urlop dziekański, ale wyjazd nie wypalił. Zaczął więc realizować następne marzenia: pokonanie trzech szlaków średniowiecznych pielgrzymów. W 2004 r. był już u grobu św. Jakuba, w 2005 r. u grobu św. Piotra. Dziś ten 24-letni student jest w drodze do grobu Chrystusa


Zapukam na plebanię


Odpoczynek południowy wypadł w Osjakowie. Pielgrzym dotarł do neogotyckiego kościoła pod wezwaniem św. Kazimierza. Puka na plebanię. O nic nie prosi. Zbiera tylko pieczątki jako dowód, które miejsca po drodze nawiedził. Ale miejscowy proboszcz ks. Zdzisław Simiński jest przyzwyczajony do pielgrzymów. Pieczątkę przybił i od razu zaproponował obiad.

Pieczątek z trasy Dominik ma już kilkanaście, między innymi ze stacji benzynowej, z parafii, domu dziecka. Ze szczególnym sentymentem mówi o tej ostatniej. Bo przypomina mu Dom Dziecka w Gdańsku, gdzie pracuje jako wolontariusz. Na Boże Narodzenie przyprowadza kilkoro dzieci do swojego rodzinnego domu przy ul. Kasztanowej, gdzie mieszka z rodzicami i trojgiem rodzeństwa. Chce, żeby dzieci, których nikt nie odwiedza, też poczuły, że są Święta. Chciałby też pomagać młodzieży trudnej i zaniedbanej społecznie. Z przyjaciółmi myśli już o stworzeniu dla niej ośrodka. To wszystko poza czasem spędzanym na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie studiuje resocjalizację.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama