Moda w kościele

Plażowe stroje zaczynają królować na ulicach, w biurach i w kościele. Czy ubiór to sprawa tak osobista, że nie powinniśmy zwracać uwagi na odsłonięte brzuchy i nagie plecy, zwłaszcza w miejscach powszechnego kultu? Idziemy, 17 czerwca 2007




Scenka sprzed bazyliki św. Piotra w Rzymie: 20-latka w ręczniku na ramionach. Walczy z „wydłużaniem” krótkiej spódnicy. Jeszcze 10 cm brakuje do przysłonięcia kolan. Dwóch strażników przed wejściem do bazyliki kręci przecząco głową. Już tylko 5 cm. Strażnicy są stanowczy. Turystka wnętrze bazyliki może obejrzeć najwyżej w folderze.

Większość turystów odwiedzających Włochy wie, że by wejść na Mszę św. czy zwiedzanie kościoła, trzeba mieć strój przykrywający ramiona i kolana. W Polsce z początkiem gorących dni na ulicach, w kościołach i w miejscach publicznych zaczyna królować półplażowa moda. Włoskie standardy nie weszły w użycie, ale też nie pojawiły się przed kościołami tabliczki, które bez słów wyjaśniają, że „krótkie spodnie nie wchodzą”.


Lekko i frywolnie


– Duże dekolty, cieniutkie ramiączka, gołe plecy. Z niedowierzaniem patrzyłam na strój kobiet, które w Białym Tygodniu prowadziły do kościoła dzieci w strojach pierwszokomunijnych. Wiele w Polsce się zmieniło – mówi Lidia Montusiewicz. Przez 11 lat z mężem Ryszardem, korespondentem Radia Watykańskiego, mieszkali w Izraelu. – Wilgotny klimat, wysoka temperatura, tam jeszcze bardziej odczuwa się upał. Na ulicy ludzie chodzą w lekkich strojach, ale przed wejściem do kościoła na ramiona narzuca się chustę, lekki szal czy zakłada żakiet. Do bazyliki Narodzenia Pańskiego oo. franciszkanie nie pozwolą wejść w stroju odkrywającym nadmiernie ciało. Na katolików oddziałuje też przykład ze strony żydów i muzułmanów. Do synagogi i meczetu przychodzą godnie ubrani. Kobiety zakryte są niemal od stóp do głów – mówi Lidia Montusiewicz.

Problem niestosownego stroju w kościele najbardziej dotyczy parafii w dużych miastach. – Zwracałem uwagę na właściwy strój w poprzedniej parafii na warszawskim Bródnie. Podobnie w obecnej parafii – mówi ks. kan. Zygmunt Wirkowski z parafii św. Izydora w Markach. – Przyglądam się, jak młodzież idzie na egzamin: ubrana na galowo. A przecież przyjście na Mszę św. to tak jakby się szło na audiencję do Pana Boga. Staram się w delikatny sposób zwracać uwagę. Czasem poważnie: "Proszę pani, niech pani w takim stroju nie przychodzi do kościoła". Innym razem żartobliwie: "Pan przyjdzie do zakrystii, to dołożę na dłuższe spodnie". Moje uwagi są ogólnie akceptowane. Parafianie cieszą się, że "wreszcie ktoś o tym mówi". Jednak często osoby, których to dotyczy, zaczynają się obrażać. Rozumiem, że jest gorąco, ale przecież my kapłani w kościele chodzimy ubrani w albę i ornat. Co by powiedzieli parafianie, gdybym rozebrał się do podkoszulka? – pyta retorycznie ks. Wirkowski.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama