Dopóki nie stanę na nogi

Mieszkają w małych miejscowościach. Mówią, że gdyby tam zostały, nie miałyby szans na normalne życie. Wierzą, że po przyjeździe do stolicy wszystko się ułoży - znajdą pracę, będą miały własny kąt i swoje pieniądze. W „Przystani na Skarpie” ich marzenia nabierają realnych kształtów. Idziemy, 7 października 2007




Ta „przystań” to bursa promocji zawodowej dla dziewcząt, prowadzona przez Caritas Archidiecezji Warszawskiej. Duży budynek w „najlepszym miejscu stolicy”, bo przy samym Krakowskim Przedmieściu. Należy do Caritas Archidiecezji Warszawskiej i poza siedzibą tej instytucji znajdują się tam także hospicjum i bursa. Na jednym z pięter można zobaczyć krzątające się młode dziewczyny, zajęte trochę pracą, a trochę rozmową. Opowiadają sobie wrażenia z pobytu w nowym mieście i w nowym miejscu. Niektóre krzykliwe do tego stopnia, że zatrudnieni w bursie pedagodzy muszą co jakiś czas prosić o ciszę, a inne ciche i pogrążone we własnych myślach. Nie byłoby ich tutaj, gdyby nie pomysł księdza Mirosława Jaworskiego – dziś proboszcza parafii św. Stefana Króla przy ulicy Czerniakowskiej w Warszawie:
- Kiedy prowadziłem noclegownię dla bezdomnych mężczyzn zdarzało się, że przychodzili tam bardzo młodzi chłopcy. Mieli może osiemnaście, może dwadzieścia kilka lat. Ot, przyjechali z północy Polski, znaleźli szybko pracę, ale nie mieli gdzie zamieszkać. Wybierali więc naszą noclegownię, a to nie było dla nich najlepsze środowisko.

Coś trzeba było z tym zrobić. Ksiądz zaczął poszukiwać systemowych rozwiązań takich sytuacji i dla potwierdzeni warszawskich obserwacji odbył podróż na położone w północno-wschodniej Polsce tereny popegeerowskie. To, co uderzyło go od razu to bieda i brak perspektyw.
- Spotkałem tam chłopaka, który powiedział mi, że chętnie pojechałby do pracy do Warszawy – dodaje ksiądz Mirosław – ale mało tego, że nie ma gdzie mieszkać, to jeszcze nie ma pieniędzy nawet na bilet do stolicy. Skojarzyłem to w sytuacjami z noclegowni i wtedy doznałem olśnienia – wiedziałem już, że potrzebna jest bursa. Nie wiedziałem tylko, dla chłopców czy dla dziewcząt?

Początkowo w bursie planowano umieścić chłopców. Ponieważ jednak przeznaczono dla niej miejsce na Krakowskim Przedmieściu, w tym samym budynku co hospicjum uznano, że zamieszkają w niej dziewczęta.


Dorosłe życie


W kuchni przygotowania do obiadu. Choć dziewczyny same nie gotują, zmywanie i sprzątanie to ich obowiązki. Siadamy przy stole.
– Ta bursa to jest start w nasze dorosłe życie – zaczynają niepewnie – takiej szansy wielu z naszych rówieśników nie ma. Możemy się czuć w jakiś sposób wyróżnione.
Powoli zaczynamy się poznawać. Patrycja jest z Węgorzewa, Magda z kujawsko-pomorskiego, druga Magda z okolic Kętrzyna. Wszystkie mówią jednym głosem, że „Przystań na Skarpie” to dla nich ogromna szansa.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama