Bez happy endu

Historia Rodzinnego Domu Dziecka w Łękawicy mówi o ludziach pełnych marzeń i dobrych chęci. Dlaczego przegrali z systemem pomocy rodzinie? Idziemy, 18 listopada 2007




O zajmowaniu się dziećmi Robert i Kasia Niewiarowscy myśleli już w dzieciństwie, gdy jako harcerze chodzili pomagać do domów dziecka. Na studiach w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW, już jako małżeństwo, dowiedzieli się o istnieniu Rodzinnych Domów Dziecka (RDD). Kasia pisała o nich pracę magisterską. Zapragnęli założyć taki dom. Skontaktowali się z Towarzystwem „Nasz Dom”, przeszli okres przygotowania i zostali zakwalifikowani.

Zamykaną, starą szkołę w Łękawicy w gminie Siennica, 55 km od Warszawy, znaleźli sami. Jesienią 1999 r. zamieszkali tam z trójką dzieci „rodzonych brzuszkiem” – Kubą, Krzysiem i kilkumiesięcznym Józiem – oraz dwójką „zrodzoną serduszkiem” – Agnieszką i Moniką. – Szkoła była w fatalnym stanie. Sławojki na zewnątrz, jedna umywalka, 5 sal lekcyjnych. Gdyby nie pomoc znajomych, nigdy byśmy nie skończyli remontu – wspominają. Następna z „serduszka” była Ewa – jedyne z przyjętych dziecko, które nie miało kontaktów z naturalnymi rodzicami. Ewa miała za to babcię, której nie podobało się, że dziecko zaczęło do Niewiarowskich mówić: mamo, tato. Zaczęła „uświadamiać” wnuczkę, czego efektem był powrót dziewczynki po 1,5 roku pobytu w Łękawicy do domu dziecka.

W październiku 2000 r. do Łękawicy trafiło rodzeństwo: Kuba i Eliza. – Sąd skierował ich konkretnie do naszej placówki, jednak dotacje na te dzieci zaczęliśmy otrzymywać w marcu 2001 r. – opowiadają Robert i Kasia. W listopadzie dołączyła Wiktoria. Szybko ujawniła się jej ciocia, która chciała być dla niej rodziną zastępczą, więc Wiktoria zamieszkała u niej. Po roku, gdy okazało się, że opieka nad dziewczynką nie daje cioci prawa do przejęcia mieszkania po jej mamie, oddała Wiktorię do domu dziecka. Gdy Niewiarowscy dowiedzieli się o tym, dziewczynka wróciła do Łękawicy. Z czasem dołączyli „rodzone brzuszkiem” Karolina i Ania oraz „serduszkiem” – rodzeństwo Kasia z Sebastianem.

RDD w Łęczycy przyjął przez 8 lat funkcjonowania w sumie 8 dzieci. W czerwcu 2007 został zamknięty.


Za dużo własnych dzieci


W 2000 r. mieli mnóstwo entuzjazmu i pomysłów. – Może dlatego nie przeszkadzało nam, że oficjalnie prowadząc placówkę przez pierwsze 3 lata nie byliśmy zatrudnieni, nie mieliśmy żadnych świadczeń, choć de facto pracowaliśmy non stop. Od początku też byliśmy niedofinansowani*. Gdy próbowaliśmy rozmawiać z Towarzystwem, usłyszeliśmy: ktoś wam musi w końcu powiedzieć to, co wszyscy mówią po cichu – macie za dużo własnych dzieci, dlatego nie dajecie sobie finansowo rady – opowiadają Niewiarowscy. Walczyli z przeciwnościami finansowymi i prawnymi (m.in. nie chciano ich RDD wpisać do rejestru, ponieważ dom był nieotynkowany) do końca 2006 r. Z czasem Kuba (dziś 23 lata) i Monika (20 lat, mąż i dziecko) stali się samodzielni, więc w domu mieszkało 5 własnych i 5 przyjętych dzieci.



* Dotacje na RDD wypłacane są z Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie (PCPR). Zależne są od ilości przyjętych dzieci i obejmują zryczałtowane koszty ponoszone na dzieci, utrzymanie domu, remonty bieżące i pensję z pochodnymi (ZUS) dla rodziców zastępczych.

RDD w Łękawicy otrzymywał w ciągu minionych 3 lat od PCPR w Mińsku Maz. dotację miesięczną 1300–1350 zł (poprzednio znacznie mniej). Przy piątce przyjętych dzieci (czyli na 12 osób) Niewiarowscy dostawali więc ok. 6700 zł. Tymczasem – jak podają – średnia dotacja na dziecko w Polsce wynosi: w Rodzinnych Domach Dziecka – 1800 zł; w Domach Dziecka – 2,5 tys. zł (w woj. mazowieckim); w domach małego dziecka – do 4,5 tys. zł; w domach poprawczych – 7 tys. zł. Kwoty te nie uwzględniają wydatków na remonty i inwestycje.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...