Siła odwagi

Zamierzonego celu nie osiągnięto ze względu na wyjątkowo trudny charakter kandydata, wykazywany fanatyzm oraz służalczość wobec Kurii i Episkopatu – napisał starszy inspektor Wydziału IV we wniosku o złożenie w archiwum teczki ks. Stefana Wysockiego, ps. Akademik. Idziemy, 3 grudnia 2007




„Prowadzony dialog z kandydatem [na TW] miał na celu zbliżenie wymienionego, a następnie stopniowe wiązanie z organami Służby Bezpieczeństwa. Zamierzonego celu nie osiągnięto ze względu na wyjątkowo trudny charakter kandydata, wykazywany fanatyzm oraz służalczość wobec Kurii i Episkopatu” – napisał starszy inspektor Wydziału IV we wniosku o złożenie w archiwum teczki ks. Stefana Wysockiego, ps. Akademik.

Przez wiele lat pracował w Warszawie z młodzieżą akademicką. Najpierw parafii św. Katarzyny i św. Augustyna, potem u św. Jakuba, a przed objęciem probostwa w Wesołej w parafii Nawrócenia św. Pawła. – Niestety – marszczy czoło ks. Stefan – przez cały okres warszawski miałem swojego „anioła stróża”, który zjawiał się zawsze niespodziewanie – na ulicy, w sklepie, podczas wyjazdu w góry czy nad jeziora. Przychodził, bo „musiał ze mną kilka słów zamienić”.

– Któregoś sierpnia idę z młodzieżą w pielgrzymce do Częstochowy. Na pierwszym postoju – znowu on. I z nim cała wataha z Pałacu Mostowskich, bo nie byli to studenci. Przywitałem się z nimi, głośno mówiąc: teraz dopiero możemy iść bezpiecznie. Żart przyjęli. Doszli z nami na Jasną Górę, ale wspólnego zdjęcia pod Szczytem zrobić sobie nie chcieli.

W jakąś niedzielę „anioł” zjawił się z butelką wina. – Odprawiłem go w drzwiach. Więcej już mnie nie nachodził. Ale pojawił się następny „cichociemny”. Snuł się wokół mnie zwłaszcza przed dużymi świętami kościelnymi lub narodowymi. Uśmiechnięty, miły. Traciłem jednak cierpliwość do niego. Przysiadłem z nim kiedyś na ławce w centrum Warszawy i mówię: rozumiem, że pan lubi to, co robi, ale nie ma pan ze mnie żadnego pożytku, rozstańmy się więc po przyjacielsku i koniec.

– Ostatni raz widziałem go na Boże Ciało u św. Anny przed rokiem 70. Patrzę, idzie pod ambonę. „Słowo Powszechne” w jednej kieszeni, „Tygodnik Powszechny” w drugiej, aparat fotograficzny na ramieniu, a pod nim mikrofon. Przyszedł nagrywać Księdza Prymasa. Nie reagowałem, bo wiadomo było, że od lat lepsi specjaliści od niego mieli w domu naprzeciw kościoła „swoje okno”, przez które nasłuchiwali, o czym Ksiądz Prymas mówi do warszawiaków.

Gdy w 1972 r. ks. Stefan przyszedł na parafię w Wesołej, SB dała mu na krótki czas spokój. W dokumencie oznaczonym napisem „Tajne specjalnego znaczenia” kapitan M.K. sformułował takie uzasadnienie: „Na spotkaniach starał się wykazywać sprzeczności zachodzące w teizmie i ateizmie oraz [przedstawiać] rolę kapłana w tym kontekście. Kontakt z pracownikiem traktował jako pewnego rodzaju sondaż na temat stosunków Państwo – Kościół. Zastrzegał się, że jego osobowość nie pozwala mu na zbliżenie się (...)[do] SB, dając do zrozumienia, że dalszy z nami kontakt mija się z celem. W tej sytuacji uważam, że prowadzony dialog z kandydatem należy przerwać...”


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama