Ile życia, tyle nadziei

O nadziei wbrew nadziei mówimy w sytuacjach, kiedy człowiek znajduje się w bezgranicznym cierpieniu, w zwątpieniu, kiedy, na przykład, dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory. To niewątpliwie moment wstrząsający, który może prowadzić człowieka do rozpaczy. Idziemy, 9 grudnia 2007




Czytanie dokumentów papieskich nie jest u nas na porządku dziennym. Czy najnowsza encyklika papieża Benedykta XVI „Spe salvi”, napisana prostym językiem i przemawiająca do zwykłego chrześcijanina, coś zmieni w tym względzie?

I tak, i nie. Jeśli prosty chrześcijanin sięgnie po tę encyklikę, to prosiłbym go również, aby czytanie jej rozpoczął od drugiej części, w której Ojciec Święty mówi o ćwiczeniu się w nadziei. Jesteśmy nastawieni dosyć praktycznie i spróbujmy najpierw przemedytować te właśnie punkty, w których Papież podkreśla, że wszyscy żyjemy w naszych małych nadziejach. Są one piękne i nie jest tak, że Papież czy Kościół negują je czy im zaprzeczają. Musimy jednak uczyć się wielkiej nadziei. A dokonuje się to, według Ojca Świętego, poprzez modlitwę. Nie polega ona na spychaniu na Boga naszych problemów, tylko na tym, żeby uczyć się rozszerzania swej małej, ludzkiej nadziei na tę wielką. Na mężnym przeżywaniu cierpienia i na pomaganiu w cierpieniu innym, a wreszcie na prowadzeniu swojego życia w perspektywie Sądu Ostatecznego. Ojciec Święty pokazuje bardzo pięknie, że w naszej kulturze zachodniej Sąd Ostateczny przeżywamy raczej jako groźbę lub jak coś, co jest zupełnie nierealne. A Papież mówi, że to wielka nadzieja na ostateczną sprawiedliwość.

Nie mamy szans doczekać tej sprawiedliwości tu, na ziemi?

Nie doczekamy się jej tutaj na pewno! Benedykt XVI, odwołując się do wielkich mistrzów tzw. filozoficznej szkoły frankfurckiej, mówi, że nawet ci, którzy odrzucają istnienie Boga albo są niepewni, co do Jego istnienia, wołają o ludzką sprawiedliwość. Znaczy to, że ten sam los nie może spotkać człowieka niewinnie cierpiącego i jego oprawcę. Jeśli życie ludzkie ma być sensowne, to coś takiego nie może mieć miejsca i Papież mówi, za filozofami takimi jak Theodor Adorno czy Max Horkheimer – że to jest nasze podstawowe wołanie o Boga. I nie chodzi tylko o pokolenia obecnie żyjące, ale także te, które już przeszły. To również postulat ostatecznego zmartwychwstania!

Czyli nie chodzi tu o sprawiedliwość Boską – ale ludzką?

Punktem wyjścia jest sprawiedliwość ludzka. Człowiek, aby miał poczucie sensu życia, musi również mieć poczucie sprawiedliwości. Gdy życie opiera się na niesprawiedliwości ludzkiej, istnienie staje się bezsensowne.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama