Księża w aktach IPN: kompleks czy duma?

Zaczęło się bezpardonowo. Zainstalowany przez moskiewską władzę Bolesław Bierut prowadził Prymasa Augusta Hlonda w procesji Bożego Ciała. W tym samym czasie kazał już organizować zakulisowe przygotowania do wyeliminowania Kościoła z życia narodu. Idziemy, 16 grudnia 2007




We wrześniu 1947, podczas spotkania przedstawicieli dziewięciu partii komunistycznych z bloku sowieckiego w Szklarskiej Porębie zaznaczono, że jednym z naczelnych etapów działań przeciwko wrogim ideologicznie siłom we wszystkich krajach bloku powinno być zintensyfikowanie walki z Kościołem katolickim. Jako wzór przywoływano doświadczenia radzieckie, które sprowadzały się w pierwszym rzędzie do niszczenia hierarchii kościelnej i aktywistów świeckich. Biorąc pod uwagę brak możliwości całkowitego wyeliminowania Kościoła z życia publicznego, poszukiwano różnych form maksymalnego ograniczenia jego oddziaływania na społeczeństwo.


Główna siła opozycyjna


Wydaje się, że upragniona przez aparat bezpieczeństwa byłaby sytuacja, w której każdy z kapłanów podchodziłby do swojej posługi jak do zawodu, dzięki któremu mógłby osiągnąć pewien status społeczny i niewiele różniłby się w życiu codziennym od świeckich obywateli. Z tego powodu, kiedy w materiałach SB-cy przedstawiają charakterystyki kapłanów, koncentrują się na określeniu czy są to ludzie oddani swojemu powołaniu, czy nie. Charakterystyka w stylu: „Całkowity asceta, nie pije, nie pali papierosów. Człowiek kulturalny i dobrze wychowany, posiada tytuł magistra. Nałożone nań obowiązki spełnia bardzo dobrze i gorliwie. Współpraca z otoczeniem układa się możliwie, nie przykry, ani dokuczliwy”, była swoistym zwróceniem uwagi na kapłana, który może być kłopotliwy dla służb poprzez swoją gorliwość apostolską i brak łatwego dotarcia do niego z propozycjami operacyjnymi. Kiedy jednak oficer po rozmowie z księdzem zapisał: „O sobie powiedział, że miał trudne warunki materialne w dzieciństwie i to było faktycznym powodem, iż zdecydował się podjąć naukę w seminarium duchownym. Wydawało mu się, że tylko tym sposobem może uzyskać wyższe wykształcenie. W zasadzie nie zastanawiał się nad tym, czy po raz drugi zdecydowałby się na zawód księdza, lecz by tego nie uczynił.”, niemal natychmiast pojawiały się w raporcie wnioski o dalsze działania operacyjne wobec takiego księdza. W takich przypadkach standardowo typowano go na kandydata na tajnego współpracownika, a gdy takie zamierzenia nie dochodziły do skutku, to w ocenie aparatu bezpieczeństwa osoba taka nie była żadnym zagrożeniem ideologicznym i nie wymagała większego zainteresowania.

W odniesieniu do duchownych z wyższych stanowisk kościelnych najbezpieczniejszą dla władz byłaby taka sytuacja, w której wszyscy hierarchowie obejmowaliby swoje funkcje z woli urzędników państwowych i poprzez swoje prace przyczyniali się do utwierdzania władzy ludowej. Właśnie takie dążenia były wyrażone w ogłoszonym 9 lutego 1953 r. Dekrecie o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych. Zasadniczy głos w podejmowanych decyzjach personalnych i organizacyjnych Kościoła miał należeć do organów państwowych, przez co Kościół utraciłby swoją tożsamość i łączność ze Stolicą Apostolską. Często dziś przywoływany list biskupów polskich z 8 maja 1953 ze słowami „non possumus”, był reakcją na wspomniany dekret o obsadzaniu stanowisk kościelnych.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama