Udany eksperyment

Hiszpański artysta-malarz Kiko Arguello jest przekonany, że Drodze Neokatechumenalnej od początku towarzyszył Duch Święty. Po czterdziestu latach od pierwszych modlitewnych spotkań w slumsach Madrytu to przekonanie podzielił też Kościół i Papież. Idziemy, 13 lipca 2008



- Proszę o wybaczenie biskupa Ryłkę, jeśli czasem go denerwowałem. Ale dzisiaj cieszę się, widząc urzeczywistnienie się macierzyństwa Kościoła w oficjalnym uznaniu Drogi Neokatechumenalnej i widzę, że spełnia się Słowo Ewangelii, którą proklamowaliśmy: „Nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz mój Ojciec" - mówił Kiko Arguello w czerwcu 2002 r. Wtedy Papieska Rada ds. Świeckich zatwierdziła Statut Drogi Neokatechumenalnej - najpierw „ad experimentum” - na pięć lat. Gdy ten termin upłynął w ubiegłym roku, a sprawa statutu nie została definitywnie rozstrzygnięta, niektórzy uczestnicy Drogi zaczęli obawiać się o losy wspólnot. – Istniało prawdopodobieństwo, że taka zwłoka może być wykorzystywana przez nieprzychylne środowiska i niektórych duchownych w dezawuowaniu prowadzonej przez nas ewangelizacji, a nawet podawaniu w wątpliwość naszej kościelności – mówi jedna z warszawskich „neokatechumenek”.



Droga pośród zasadzek


Młyny Watykanu mielą powoli, ale za to dokładnie. Statut został przeanalizowany aż przez pięć watykańskich dykasterii. Oprócz Papieskiej Rady ds. Świeckich badały go też Kongregacja Nauki Wiary, Kultu Bożego, Duchowieństwa i Wychowania Katolickiego. Na szczęście dla Drogi opinie były pozytywne, choć nie obeszło się bez zmian i poprawek. Przed miesiącem, dokładnie 13 czerwca w Watykanie ogłoszono ostateczne zatwierdzenie statutu. Tym samym Kościół „oficjalnie uznał Drogę za jeden z charyzmatów w Kościele” – głosił specjalny komunikat.

Wiadomość, na którą z niecierpliwością czekali uczestnicy Drogi na całym świecie, zaskoczyła jej założycieli. Nie było ich w Rzymie. Inaczej było sześć lat wcześniej, gdy 29 czerwca 2002 r. z rąk ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Świeckich, kard. Stafforda, dekret uroczyście przyjęli Kiko Arguello, Carmen Hermandez i o. Mario Pezzi wraz z grupą czterdziestu katechistów.

Tamto spotkanie było okazją do podsumowań, jasnego postawienia spraw, które przez wiele lat „uwierały” założycieli Drogi, będąc dla nich i całego ruchu przyczyną rozmaitych oskarżeń i cierpień. To wtedy znana ze swojego ciętego języka Carmen Hermandez powiedziała: „Kiko i ja przeminiemy, jak mija wszystko, jak wszystkie zgromadzenia przeminą, ale Kościół nie. Wiecie za co jeszcze dziękuję? Za to, że nie popadliśmy w «kikianizm!» Prawdziwym niebezpieczeństwem nie był biskup Ryłko ze stowarzyszeniem, dla mnie niebezpieczny jest Kiko Argüello, ale nie chcemy umrzeć jako «kikos». Stanowimy chrześcijańskie wtajemniczenie w Kościele, a zatem jesteśmy w Kościele, w Kościele! I Kiko może umrzeć z całym swoim «kikianizmem» i swoimi śpiewami, a trwać będzie sadzawka chrzcielna tryskająca wodą, ponieważ «Ty jesteś Piotr, opoka i na tej opoce zbuduję mój Kościół, w którym ja chcę być»”.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama