Polska Ukraińców

Biorąc pod uwagę obciążenia historyczne relacji polsko-ukraińskich, wydawać by się mogło, że nie jest łatwo być Ukraińcem w Polsce. Rzeczywistość jednak, jak zawsze, wymyka się prostym schematom. – Nigdy nie odczuwałem w Polsce żadnej dyskryminacji z powodu mojej narodowości. Więź, 10/2009



Na pewno potrzeba czasu i wielu starań, aby się nawzajem usłyszeć, ale przecież wiele już teraz się to udaje. W polsko-ukraińskim domu Joanny i Rusłana Sałamatinów nie ma trudnych tematów. – Nie jesteśmy z żoną – mówi Rusłan – na jakichś dwóch przeciwnych pozycjach, które musimy uzgodnić. Ja sam rozumiem polskie racje, ale bliskie są mi też racje ukraińskie. Oczywiście, pamiętam, że liczby ofiar na przykład na Wołyniu różnią się; wtedy ucierpiało więcej Polaków.

Nie jestem tutaj typowym przypadkiem, bo o ile w Polsce wydarzenia na Wołyniu są powszechnie znane, stanowią część kodu kulturowego, o tyle na Ukrainie wiedza na ten temat jest wciąż bardzo mała. Oczywiście gdzieniegdzie istnieje świadomość tych zdarzeń, jednak dla zdecydowanej większości Ukraińców wciąż są to sprawy nieznane. Większa część nie ma zielonego pojęcia, o co w tych wszystkich polsko-ukraińskich animozjach chodzi.

To się powoli zmienia, przed kilku laty wspomniane fakty historyczne znalazły wreszcie swoje miejsce w ukraińskich podręcznikach historii. Z drugiej strony – opowiada Rusłan – bardzo ucieszyły mnie ostatnio słowa prezydenta Kaczyńskiego, który na prawosławnym cmentarzu na warszawskiej Woli oddał hołd Ukraińcom poległym w bitwie warszawskiej 1920 roku. Przypomnienie tego faktu jest małym wyłomem w niedobrym stereotypie Ukraińca, który chyba ulega osłabieniu.

Czas przyszły

Badania pokazują, że Ukraińcy osiedlający się w Polsce bardzo dobrze się tu integrują, co czyni z nich najbardziej pożądaną grupę imigrantów. Badacze wskazują również na to, że napływ imigrantów z Ukrainy poprawił wizerunek mniejszości ukraińskiej w Polsce. Do niedawna postrzegana ona była bardzo często w kontekście konfliktu etnicznego lat czterdziestych. Napływ pracowników z Ukrainy w dużym stopniu przyczynił się do zanikania tego stereotypu. Osobiste, jednostkowe kontakty sprawiają, że spotykamy człowieka, a nie stereotyp. Spotykamy człowieka obarczonego historią swojego narodu, ale też swoim własnym, często niełatwym losem.

– Już bym tu nie przyjeżdżała – mówi Olena – ale wnuczka choruje na białaczkę i potrzebujemy pieniędzy na lekarstwa i dobre jedzenie dla niej. Córka nie zarobi, musi opiekować się małą, zięć nie może znaleźć pracy na Ukrainie. Muszę pomóc. Teraz jest lepiej, małej właśnie odrosły włosy, córka wiąże jej już kucyki. Boże, żeby tak już było, żeby tamto straszne nie wróciło.

– Jak się pracuje w biznesie, wszystko zależy od sytuacji na rynku – wyjaśnia Ołeś Jakymiw. Tymczasem dobrze się nam w Polsce żyje, lecz jeśli przyjdzie lepsza, ciekawsza propozycja ze świata – ruszymy w świat. Ale dopóki tu jesteśmy, chciałbym mieć swój mały udział w budowaniu dobrych relacji miedzy Polską a Ukrainą. Również dlatego przyłączyłem się do Towarzystwa Przyjaciół Ukrainy.

Ewa nie wiąże swojej przyszłości na stałe z Polską. – Popracuję tu jeszcze rok, może trzy lata i wrócę na Ukrainę. Nie muszę pracować w szkole, chciałabym jednak, żeby moja praca stwarzała mi możliwość korzystania z wiedzy, którą zdobyłam, studiując.

Roksana Vikaluk nagrała w Polsce dwie płyty i regularnie koncertuje, a teraz spełnia się jej wielkie marzenie: została zaproszona jako instrumentalistka do udziału w festiwalu muzyki elektronicznej „Schody do nieba”. Tu nie tylko rozkwitło jej śpiewanie, ale przytrafił się jej również teatr. Gra w Teatrze Żydowskim, skomponowała też muzykę do spektaklu, który wystawiony zostanie niebawem w Teatrze Rampa. – W Polsce czuję się u siebie, ale czy zawsze będę tu mieszkała, nie wiem. Idę tam – śmieje się Roksana – gdzie chcą mnie słuchać. Jeśli zechcą mnie na Marsie, tam też gotowa jestem ruszyć.

– Warszawa to już jest moje miasto – mówi Rusłan. Uświadomiłem to sobie niedawno, oprowadzając mojego kolegę z Ukrainy. Jestem dumny, że wiele zmienia się tutaj na lepsze, że miasto pięknieje. Mam satysfakcję, że mojej żonie, warszawiance, ja pierwszy pokazałem, że są trzy, a nie jedna kolumna Zygmunta. Bardzo lubię warszawskie biblioteki, spędzam w nich wiele czasu. Mam swoje ulubione knajpki. Dobrze mi tu, ale nie wykluczam, że będziemy kiedyś żyć gdzie indziej, być może na Ukrainie. Na szczęście, jak mawia żona: konieczność uwalnia od męki wyboru. Ale póki co, nie chciałbym wyjeżdżać z Polski.

Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione.

*****

Katarzyna Jabłońska – absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, krytyk filmowy. Z WIĘZIĄ współpracuje od 1992 r., obecnie sekretarz redakcji pisma. Publikowała również w „Tygodniku Powszechnym”, „W drodze”, „Charakterach” i „Kwartalniku Filmowym”. Należy do Zespołu Laboratorium WIĘZI. Mieszka w Otwocku.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...