W nowym roku zaczynam na nowo

Rozpoczynanie każdego dnia od początku ma większy sens niż raz do roku z wielkim hukiem, twierdzi znany dziennikarz Szymon Hołownia. Magazyn Familia, 1/2010



Przed nami nowy rok. Czy robienie tzw. postanowień noworocznych jest skutecznym sposobem na przezwyciężenie stagnacji, rutyny, w tym także duchowej i moralnej?

Zawsze warto robić postanowienia. To pomaga uporządkować nasze wnętrze i relacje ze światem. Kłopot w tym, że kiedy nie dotrzymujemy tych postanowień, przestajemy je robić na przyszłość. Nasze życie jest cyklem upadania i powstawania. Nie idealizujmy obrazu siebie, powiedzmy sobie po prostu: „Chcę być lepszy”. Nie dramatyzujmy, gdy się nie uda. Uznajmy to za element naszej kondycji i zaproszenie – upadek jest szansą na to, by się podnieść.

A może lepiej załóżmy, że „każdego dnia rozpoczynamy na nowo”?

To jest jakaś opcja. Mówi o tym Ewangelia, mówili Ojcowie Pustyni. Ludzie często robią plany, że uda im się wytrwać w czymś przez lata, a później płaczą, że nic im z tego nie wyszło. Spróbuj podzielić ten czas na odcinki. Gdy wstajesz rano, załóż sobie, że wytrzymasz dajmy na to bez papierosa czy bez przekleństwa do południa. W południe wyznacz sobie termin na wieczór. Wieczorem – załóż, że wytrzymasz do rana. „Dość ma jutro swojej biedy” – to dobry sposób na życie, uświęcanie tego czasu tu i teraz. Rozpoczynanie każdego dnia od początku ma znacznie większy sens niż raz do roku z wielkim hukiem.

Co to znaczy świętować Nowy Rok po katolicku, rodzinnie?

Nie wiem, czy po katolicku to znaczy koniecznie rodzinnie i czy rodzinnie musi oznaczać po katolicku. Życie jest trochę bardziej rozbudowane. Musimy myśleć o rodzinie w kategoriach nie tylko wujka, cioci, szwagra, żony, dzieci. Rodzina to też ludzie, z którymi wierzymy w jednego Boga, a ten aspekt często nam się gubi. W Kościele jest miejsce dla osób samotnych, konsekrowanych, jest miejsce dla singli, dla rodzin, dla rodzin niepełnych. Myślę, że Nowy Rok to jest dobry moment, aby sobie o tym wszystkim przypomnieć. I warto sobie wtedy uświadomić podstawowe prawdy – że wszyscy jesteśmy rodziną i że każdy, kogo spotykam na ulicy, jest moim bratem albo siostrą.

Zdarzyło się Panu postanowienie w stylu: „Od tego roku będę lepszy dla swojej rodziny”?

Rzadko robię postanowienia. Życie, gdy chce, samo je na nas wymusza. Szanuję ludzi, którzy potrafią pracować ze sobą na tyle metodycznie, że tworzą sobie plan pracy nad sobą. Ja muszę po prostu do pewnych rzeczy dojrzeć.

Przeprowadzał Pan wywiady z osobami, które choroba albo los doprowadziły na granicę życia i śmierci. Czy na podstawie tych rozmów może Pan powiedzieć, jak realizować marzenia, nie poddając się?

Nie ma w życiu nic przyjemniejszego niż dojść do tego, kim się jest, tzn. odkryć swoje przekonania, to, co mi w duszy gra najgłębiej. Warto być wiernym sobie i nie zawsze, gdy tego się od nas wymaga, iść na kompromisy.

Jak zareagować, gdy ktoś bliski stwierdza: „Ten rok był zupełnie nieudany”?

Można podpowiedzieć mu, aby wyciągnął z tego wnioski, i przypomnieć, co dobrego spotkało go w minionym roku. Powinien dać sobie prawo do zauważenia, docenienia swoich choćby najdrobniejszych sukcesów. Kto może wykluczyć, że gdy umrzemy i spotkamy się z aniołami i świętymi, ci będą zachodzić w głowę, jak w tak paskudnym czasem świecie udało się nam nie dać się zwariować? Skoro się obudziłeś, skoro żyjesz, skoro masz przed sobą kolejny rok to znaczy, że jeszcze jesteś Panu Bogu potrzebny. Robota przed tobą, po prostu!

Pańska nowa książka, Monopol na zbawienie, przeznaczona jest dla tych, dla których życie to gra, gdzie trzeba zdobywać punkty i być w stałym pędzie do mety. Ma zbulwersować tych, których bulwersuje wszystko. Czy niesie ona w sobie odpowiedź na pytanie, czy do nieba mają szansę trafić tylko katolicy, pamiętający między innymi, aby dzień święty święcić?

Niebo to nie klub, ja nie stoję tam na bramce [śmiech]. O tym, kto tam trafia, decyduje Bóg i człowiek, który w bramach nieba staje. Moje motto życiowe brzmi: „Nie przyszedłem pana nawracać, przyszedłem pana poinformować”. Czy tylko katolik ma szanse na to, aby wejść do nieba? I to taki, który dzień święty święci? Nie wiem, wiem jedynie, że jeśli święty dzień święcimy sensownie, wtedy zdarza nam się lepiej i sensowniej żyć.

Bardzo dziękuję za rozmowę.



«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama