Msza trydencka – najlepsza forma liturgii?

Przegląd Powszechny 3/2010

Paweł Milcarek z wykształcenia nie jest ani liturgistą, ani teologiem; jest za to filozofem i publicystą, redaktorem dwumiesięcznika „Christianitas” oraz wykładowcą na Katedrze Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej UKSW. Ponadto znany jest jako zagorzały sympatyk liturgii rzymskokatolickiej sprzed II Soboru Watykańskiego.

 

Paweł Milcarek z wykształcenia nie jest ani liturgistą, ani teologiem; jest za to filozofem i publicystą, redaktorem dwumiesięcznika „Christianitas” oraz wykładowcą na Katedrze Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ponadto znany jest jako zagorzały sympatyk liturgii rzymskokatolickiej sprzed II Soboru Watykańskiego.

Już w słowie wstępnym swojej publikacji autor zaznacza, iż nie jest to opracowanie naukowe, a raczej swoiste dossier, opatrzone niezbyt obfitym komentarzem własnym (por. s. 7). Książka została podzielona na cztery części i opatrzona wprowadzeniem, w którym warszawski filozof wylicza istotne elementy mszy św. sprzed reform II Soboru Watykańskiego. Zaliczył on do nich m.in. łacinę jako obowiązkowy język liturgii, zwrócenie się kapłana w kierunku Boga, a nie ludu, a także posługiwanie się Kanonem Rzymskim jako jedyną dozwoloną Modlitwą Eucharystyczną.

We wprowadzeniu P. Milcarek spróbował także dokonać interpretacji słów kapłana Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec wszechmogący. Według niego słowa te mają dowodzić istotowej różnicy między kapłaństwem urzędowym szafarza Eucharystii a kapłaństwa wspólnego wiernych. Niestety, interpretacja ta pokazuje, że autor nie zaznajomił się z genezą tej modlitwy mszy św. Pierwotnie bowiem adresatem prośby o modlitwę, którą zanosił główny celebrans, byli koncelebransi, a nie lud. Na Zachodzie już w VIII w. modlitwa ta miała taki właśnie charakter. Zaś później, gdy stała się ona dialogiem kapłana z ludem, odpowiedź ludu przybrała formę epiklezy, zwanej techicznie epiklezą accessuss ad altare[1], w której to lud udziela kapłanowi mandatu na składanie Ofiary eucharystycznej. A zatem, w przeciwieństwie do tego, co chce udowodnić Paweł Milcarek, modlitwa ta bardzo mocno akcentuje kapłaństwo wspólne wiernych[2]. Widać zatem, że warszawski filozof, analizując przesłanie tej modlitwy, uczynił to bardzo jednostronnie.

W pierwszej części swojej publikacji zatytułowanej „Treść i forma” Paweł Milcarek omawia ustanowienie Eucharystii i jej pierwotną strukturę. Jednak z historycznego punktu widzenia i te zagadnienia przedstawia fragmentarycznie. W celu podważenia słuszności celebracji Eucharystii „twarzą do ludu”, autor odwołuje się do usytuowania Chrystusa i uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy i do autorytetu liturgisty o. Louisa Bouyera (s. 32). Jednak, po pierwsze, nie wiemy, w jakim kierunku byli zwróceni uczestnicy Ostatniej Wieczerzy; a po drugie, o. Bouyer też tego wprost nie określa. Są to bowiem kwestie leżące jedynie w granicach spekulacji i żaden szanujący się liturgista nie odważyłby się wyrokować takich zagadnień. W kontekście Ostatniej Wieczerzy warto zauważyć, że autor uznaje za oczywiste, iż odbyła się ona w Wielki Czwartek (por. s. 21), a co do samej jej daty zdania teologów i liturgistów są podzielone. Mogła ona być sprawowana równie dobrze we wtorek bądź w piątek wieczorem[3]. I to w niczym nie pomniejszałoby jej roli w historii zbawienia.

W odpowiedzi na pytanie Dlaczego Komunia święta na rękę zanikła wkradł się dosyć poważny chochlik drukarski w wypowiedzi ks. Martina Lugmayra. Otóż miał on powiedzieć, że np. Jungmann sądzi, że jedna z przyczyn polegała na przejściu do użycia chleba niekwaszonego. Nie może być to prawdą, chociażby dlatego, że na Wschodzie to przejście nie nastąpiło: Z ZASADY UŻYWANO TAM ZAWSZE CHLEBA NIEKWASZONEGO (s. 33; podkr. – M.B.). Oczywiście, zamiast słowa „niekwaszonego” powinno być „kwaszonego”. Z drugiej strony, należy zwrócić uwagę na tę pomyłkę, gdyż sformułowanie to może zostać uznane za prawdę przez czytelnika nieobeznanego z meandrami tradycji wschodniego chrześcijaństwa.

W dalszej części swojej publikacji Paweł Milcarek zajmuje się Kanonem Rzymskim. Pojawia się też pytanie o to, czy aby Modlitwa Eucharystyczna zawarta w „Tradycji Apostolskiej” (III w.), którą miał napisać Hipolit Rzymski, nie jest starsza od Kanonu Rzymskiego. W odpowiedzi na to pytanie warszawski filozof stwierdza, że nie dysponujemy żadnymi źródłami, które potwierdzałyby lub zaprzeczały tej ewentualności, natomiast jest faktem, że w wieku XX Anafora Hipolita stała się natchnieniem rozmaitych projektów reformatorskich – najpierw w środowiskach protestanckich, a następnie także w Kościele katolickim (s. 40-41). W tym miejscu warto dodać, że także Kanon Rzymski jest natchnieniem dla różnych „radosnych twórczości liturgicznych” zarówno w Kościele katolickim, jak i w innych wyznaniach chrześcijańskich. Poza tym Kościół rzymskokatolicki nie ma monopolu na Kanon Rzymski. Posługują się nim przecież starokatolicy, mariawici i niektóre, najbardziej katolicyzujące wspólnoty anglikańskie.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Mattijjah
    28.03.2010 23:58
    Moim zdaniem dobrze, że powstał ten artykuł. Zwolennicy tradycji często używają takich argumentów jak p. Mielcarek do wykazania "wyższości" liturgii Trydenckiej nad posoborową, siejąc głównie zamęt w głowach wiernych. Dlatego właśnie, takie wypowiedzi jak w tym artykule powinny być częściej publikowane, by skutecznie wytrącać takie "argumenty" z ręki.
  • SHALOM
    01.04.2010 13:25
    Nie jestem fachowcem, ale nie rozumiem dlaczego zwolennicy liturgii trydenckiej nazywają się tradycjonalistami. Urodziłem się po soborze watykańskim II, i dla mnie tradycją odnośnie liturgii mszy św.- czyli tym co zostało dane do wierzenia i wypełnienia itd. - jest liturgia, którą Kościół określił ( nie wiem czy to dobre słowo) właśnie po soborze wat II. Rozumiem , iż liturgia trydencka istniała w K-le kilka stuleci - jednak z tego co wiem sam przebieg liturgii nie jest ustalony raz na zawsze. Czytałem trochę na temat reformy liturgicznej, i poruszyły mnie motywy starających się o "zmianę"w liturgii. Co do pana Milcarka - osobiście nie podobają mi się ( oczywiście w mojej opinii), Jego nadęte wypowiedzi, które myślę wprowadzają większy podział, niż przynoszą korzyść ( a śledzę trochę polemikę miedzy tzw. tradycjonalistami ( osobiście uważam, iż powinno się użyć zwrotu zwolennikami liturgii trydenckiej, gdyż sam uważam się za tradycjonalistę w tym co zostało mi dane do wierzenia i wypełnienia - dotyczy to także liturgii), a zwolennikami liturgii posoborowej. Czasami mam wrażenie iż czują się po prostu lepsi (moja opinia). Raz jeszcze wrócę do tego, iż drażni mnie nazywanie liturgii trydenckiej tradycyjną - dla mnie ona taką po prostu nie jest. Na szczęście mam możliwość przeżywania przepięknych liturgii mszy św,w przekazanym mi rycie ( wynikłej z Ducha soboru), i nie muszę niczego udowadniać (mam na myśli właśnie różne polemiki). Wiem, iż eucharystia jest mi niezbędna do życia.
  • katolik
    14.04.2010 20:04
    "Wielka tajemnica dokonuje się w czasie Mszy św. Z jaką pobożnością powinniśmy słuchać i brać udział w tej śmierci Jezusa. Poznamy kiedyś, co Bóg czyni dla nas w każdej Mszy św. i jaki w niej dla nas gotuje dar. Jego Boska miłość, tylko na taki dar zdobyć się mogła."
    Z "Dzienniczka" św. Faustyny (Dz 913-914)
  • janek344
    15.04.2010 17:14
    Dla mnie- chociaż do najmłodszych nie należę - liturgia wprowadzona przez sobór była czymś bardzo ożywczym : celebrans frontem do wiernych, język narodowy (chociaż trochę żal łaciny, którą znałem jako ministrant)itd. Ale szczególną wartość ma dla mnie Komunia do ręki, jak w czasach Chrystusa i przez pierwsze tysiąclecie Kościoła. Dla mnie jest ro rodzaj adoracji (sekundowej). kiedy widzę Hostię i dotykam ręką. Wiem, że Jezus jest taki sam przy formie doustnej czy do ręki al;e jest to jak wspaniała potrawa, która jednak lepiej smakuje na talerzu i białym obrusie niż prosto z garnka. Przepraszam za to porównanie dość trywialne ale pokazuje ono o co mi chodzi. Martwię się tym, że podobno pojawiła się tendencja, by Komunię do ręki wyeliminować i przywrócić wyłącznie do ust. Nie rozumiem tego nastawienia, przecież często grzeszy się bardziej językiem niż ręką.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama