Na wyspie

List 3/2010

Głównym bohaterem rosyjskiego filmu „Wyspa" jest mnich Anatol, ale opowieść koncentruje się również na dwóch innych mieszkańcach klasztoru: Hiobie, który jest ekonomem i zarządcą klasztoru oraz Filarecie, który jest przełożonym. Patrząc na te trzy osoby widzimy trzy drogi dojrzewania duchowego, właściwe również nam.

Anatol- uświadomić sobie grzech

Zaraz po strzale do Tichona, Anatol cieszy się z tego, że sam nie został rozstrzelany przez Niemców. Działał pod presją strzelając do przyjaciela, ale jego decyzja ratowania siebie, kosztem Tichona, była świadoma. Można zastanawiać się nad tym, czy jego grzech był ciężki, czy nie, ale faktem jest, że zdecydował się zabić, i z tą świadomością będzie od tej pory żył.

Nie widzimy jego nawrócenia. Nie wiemy, co działo się przez kilkadziesiąt lat po wojnie. W kolejnych scenach filmu obserwujemy życie mnicha o imieniu Anatol i powoli odkrywamy w nim tego młodego człowieka, który kilkadziesiąt lat temu strzelał do przyjaciela. Anatol miesz­ka w celi, która jest jednocześnie klasztorną kotłownią. Do niej, przez długi i wąski pomost, wozi na taczkach węgiel z zatopionego przy brzegu statku. Jako mnich robi niemal to samo, czym zajmował się na okręcie -  jest palaczem, i jed­nocześnie ciagle wraca do miejsca zbrodni. Nieustannie pokutuje za grzech, który popełnił w przeszłości. Jego pokuta rozpoczęła  się  prawdo­podobnie w chwili, gdy uświadomił   sobie   zło, którego był sprawca. Odkrył, że żyje nie dla­tego, że Niemcy darowali mu życie, ale że to Ktoś inny darował mu życie. Spotkanie z Bo­giem skłoniło go do pokuty. Czy pokutowałby tak samo, gdyby wiedział, że jego przyjaciel przeżył? W filmie nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie. Ważne jest, że jego pokuta nie wynikała z przekonania, że „tak trzeba", ale z pragnienia oczyszczenia swojego serca.

Anatol stale powtarza słowa modlitwy Je­zusowej: „Panie Jezu, zmiłuj się nade mną grzesznikiem". Żeby zrozumieć jego postawę, trzeba sięgnąć do duchowości prawosławnej, w której pokuta (ros. epitimia) ma przede wszyst­kim pomóc w rozwoju duchowym, doprowadzić do nawrócenia. Nie musi być proporcjonalna do grzechu, najważniejsze jest jej oddziaływa­nie wychowawcze - przemiana serca. W tym procesie ważną rolę pełni także kierownictwo duchowe. W Kościele wschodnim popularne jest szukanie rady i pomocy u doświadczonych mnichów, tzw. starców[1]. Na Ukrainie zdarzało mi się czasami, że ktoś przychodził do spo­wiedzi i mówił jedynie: „Jestem grzeszny". „Jakie masz grzechy?" - pytałem. „Nie mam żadnych".

Na początku byłem zaskoczony takim sformułowaniem, dopiero po jakimś cza­sie, kiedy poznałem mentalność i duchowość mieszkających tam  ludzi, zrozumiałem, że grzeszność, o której mi mówili była przez nich rozumiana jako skłonność do grzechu. Oni mie­li świadomość skażenia grzechem pierworod­nym, własnej słabości, wystawienia na pokusy. W Kościele katolickim mówimy raczej „Jestem grzeszny, bo popełniłem grzech…" i wyznajemy konkretne grzechy. Myślę, że ważne są oba te wymiary - świadomość grzeszności i związane z tym kierownictwo duchowe oraz uświado­mienie sobie, jakie grzechy popełniamy. Jeżeli skupimy się wyłącznie na grzechach, to łatwo możemy popaść w skrupulanctwo. Z kolei kie­rownictwo duchowe, bez uświadomienia sobie czym zawiniłem, również nie doprowadzi do przemiany życia. Ojciec Anatol jest świadomy zarówno swojej grzeszności, jak i tego, jaki grzech popełnił.

Jego droga przemiany duchowej kończy się w chwili, w której otrzymuje przebaczenia od Ti-chona. To zamyka czas pokuty. Serce Anatola jest już czyste, a on jest gotowy na śmierć.

Hiob - od umysłu do serca

Ojciec Hiob jest młody i przystojny. Pełni odpo-wiedzialnąfunkcję w klasztorze -jest zarządcą. Nie lubi Anatola i z upodobaniem donosi prze­łożonemu o wybrykach, niegodnych mnicha, których jego zdaniem dopuszcza się Anatol. Anatol natomiast ciągle robi Hiobowi złośliwe psikusy: smaruje sadzą klamkę swojej celi, aby odwiedzający go Hiob ubrudził sobie ręce, albo podkłada śmieci pod jego celę. Hioba irytuje to, że Anatol nie chce być pochowany w przyzwo­itej trumnie, ale w starej zniszczonej skrzyni, w której przechowywano sieci rybackie. Jednak każde spotkanie z Anatolem powoduje w Hio­bie stopniowa przemianę sposobu myślenia.

0 tym, jak wielka zmiana się w nim dokonała, świadczy jedna z końcowych scen filmu, w której Anatol, ubrany w białą koszulę, kładzie się do trumny, rozmawia z Hiobem i spokojnie czeka na śmierć. Hiob miał wiedzę, dużo stu­diował, ale jego serce było martwe. Dopiero w momencie, w którym zobaczył Anatola przygo­towującego się do śmierci, zaczął go słuchać

i  mimo całej swojej mądrości zapytał: „Jak mam żyć?". Przeszedł drogę, która wiedzie od umysłu do serca. Odkrył prawdę o sobie, odkrył swoją grzeszność. Bo tak naprawdę był zakłamany, nie potrafił znieść tego, że ludzie uważają za mędrca nieuczonego Anatola, że do niego przychodzą po pomoc, że to on jest w tym klasztorze starcem i pomaga ludziom. Odczuwa zazdrość również wtedy, kiedy przełożony proponuje Anatolowi zamieszkanie we własnej komfortowej celi dla poratowania zdrowia. W tonie głosu Hioba przekazującego Anatolowi zaproszenie przełożonego słychać: „To zaszczyt. Ja bym tam chciał mieszkać".

Przed śmiercią Anatol przeprasza za wszyst­kie żarty i upokorzenia, których się dopuścił wobec Hioba. I wtedy w Hiobie coś ostatecznie pęka, przełamuje się i również prosi Anatola o wybaczenie, doświadczając w ten sposób cał­kowitego oczyszczenia. W końcowej scenie fil­mu dźwiga ciężki krzyż, który ma być ustawiony na grobie Anatola. Ten krzyż to znak przejęcia po Anatolu starczestwa[2].

Filaret - zostawić wszystko

Ojciec Filaret w odróżnieniu od Anatola nie doświadczył zbyt wielu trudów w życiu, nie przeżył wielkich traum, los traktował go łagod­nie. Był wrażliwym duchowo ascetą, mieszkał w wygodnej, schludnej celi, odnawiał stare iko­ny i dużo się modlił. Osiągnął pewien poziom rozwoju duchowego, ale nie był w stanie pójść dalej. Nie był człowiekiem wykształconym, miał jednak dar mądrości, dlatego widział więcej niż Hiob i starał się zrozumieć zachowanie Ana­tola. Momentem przełomowym był dla niego pożar w jego celi. Odczytał to wydarzenie jako znak i zamieszkał w kotłowni z Anatolem. Przy­niósł ze sobą piękny gruby koc i buty z delikat­nej skóry, do których był bardzo przywiązany. To nie były jakieś tam zwyczajne przedmioty. Wygodne i miękkie buty dostał w prezencie od metropolity, który wiedział, że Filaret ma chore nogi.

[1] starzec - w duchowości prawosławnej, to ktoś o dużym doświadczeniu duchowym, święty mędrzec, który dzięki swojemu doświadczeniu i mądrości po¬maga innym w drodze do Boga. Starcy często mieli dar rozeznawania duchów. Starcami byli np. Leonid, Makary, Ambroży - mnisi z Pustelni Optyńskiej.
[2] starczestwo - rodzaj kierownictwa duchowego, spotykany w Kościele Wschodnim.
«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama